Obserwatorzy

poniedziałek, 21 stycznia 2013

"kosmopolitka"


Z samej najzwyklejszej ciekawości spotkałam się z tym gościem z biura matrymonialnego. No cóż… mogę śmiało powiedzieć że to spotkanie zaliczyłam jako najbardziej udane. Oczywiście biorąc pod uwagę „amantów z biura matrymonialnego”. Oczywiście nie ma co wymagać zbyt wiele... bo prawie nic nie gadał (pewnie by się nie ośmieszyć, ma zapewne kompleks jako, że mieszka na wsi.), no może po za tym co było lub zahaczało o dwa tematy: praca, i kolarstwo. Ale to wszystko nie zmienia faktu, że ciężko z takim. Na spotkaniu pojawił się trzeci, świadczący o jakości usług Pani Ani (właścicielka biura) temat. Oczywiście byliśmy w knajpie, zachowywał się bardzo normalnie…. (np. otwieranie drzwi, zasuwanie  krzesełka to zbyt wiele). Ale nie było sytuacji nie zręcznych w stylu pytań: kto ma płacić, albo „ile kosztuje twoje ciastko”. A więc jakiż to temat… otóż Pan „kościołkowy” ma żonę i na dodatek ją (jak mi wyjawił na spotkaniu). kocha… czułam się niezręcznie gdy opowiadał, że chciał by żeby ona wróciła do niego. Heh… jak być z kimś tak okrutnie nudnym. Tak ograniczonym. A jak się odezwie szału nie ma... Ale jeszcze jakąś kulturę posiada. Nie to co młodsi. No tak „kościółkowy” ma 43 lata. Trochę zaskoczył mnie opowieścią o żonie, i flirtowaniem z kelnerkami, tak tak taki on nieśmiały i małomówny…. Ale najbardziej kulturalny z wszystkich oferowanych przez „biuro”. Jak się śmiał z tego jak mu powiedziałam co Pani Ania o nim mówiła zachwalając go.... Ja natomiast się uśmiałam jak usłyszałam, że Ania odezwała się do niego raz na pół roku zaproponowała kandydatkę (do spotkania nie doszło) i jak już minęła rocznica od podpisania umowy zadzwoniła do niego z propozycją przedłużenia usług.... myślałam, że padnę ze śmiechu... ona jest na tyle bezczelna, czy ludzie.... Ja sobie nie wyobrażam, co zrobię jak mi zaproponuje.... podejrzewam, że podstępem, "haczykiem" pewnie będzie ktoś super... (bo moje zdanie na temat swoich usług zna)
Wracając do "randki" co do wyglądu nie jestem wymagająca, naprawdę, chodź doceniam...gdy ktoś nie przyjdzie byle jak, tylko założy coś lepszego niż.... (niestety bardzo często przychodzą niechlujnie ubrani... i rzadkością jest ładny ubiór. Kwiat (y) to może ze dwa razy dostałam na pierwszym spotkaniu. Ale jednak mimo wszystko czarne z brudu paznokcie mógł z okazji spotkania wyczyścić... a i te czarne wyblakłe ciuchy... ludzie.... 
Zalogowałam się na zagranicznym portalu społecznościowym. To co rzuciło mi się w oczy to…. Mnóstwo Turków, wszędzie…  oraz kultura. Znacznie wyższa niż reprezentuje wielu naszych.... Piszą panowie i panie. Nie ma chamskich odzywek, powitań w stylu: „cześć świnko”. Oczywiście zdarzają sie "nieszczęśliwie żonaci" panowie szukający ciepła, i wrażeń. Zdarzyło się, że wychodzą panowie z bardzo odważnymi propozycjami. Hmmmm… podziękowałam za propozycje, ta osoba przeprosiła, pożegnała się…
Czasem jak napiszę, że jestem Polką kontakt się urywa. Rozumiem. Ale nie ma wyzwisk obelg czy innych  często  spotykanych w naszym rodzimym Internecie wyrazów braku zadowolenia. Ja może się tak z tym nie spotkałam, za to moja koleżanka bardzo często sie z tym styka. Ciesze się, że nie ma popularnego "na akwizytora" czyli wpraszania się do domu. Można by to nazwać chałupnictwem ogólnie, bo są i tacy co na umoną kawę do domu zapraszają...
 Ciekawa jestem jak by zrobić eksperyment…. Na Polskim portalu zacząć pisać po polsku z Polakami jako Rosjanka czy Ukrainka… ciekawa jestem reakcji…  przypuszczam, że cała kultura i traktowanie zależała by (w znacznej większości) od tego jak bardzo na zdjęciu odbiegałaby od kanonu piękna. Chodź z drugiej strony (w przypadku atrakcyjnej)  zawsze mogą napisać, że jest lekko prowadząca się (itd.)
O ile dla jednych wiadomość, że jestem obywatelką innego kraju, jest powodem zakończenia rozmowy, to spotkałam się i z tym, że wprost przeciwnie: tym bardziej chce utrzymywać kontakt, pisać. Bardzo to wszystko miłe. Oczywiście rozumiem, że nie wszystko jest takie doskonałe tylko porównuję ogół.
Ale są i panowie chętnie podejmujący konwersacje, pytają: „skoro jest u nas tyle Polaków to nikt nie może ci pomóc?” dziwił się jeden z moich obcojęzycznych rozmówców.
Niespodzianka: tam na zagranicznym portalu poznałam naszego rodaka. Trochę mi opowiedział o sobie, popytał, ucieszył się, że rodaczka. Ale jak tylko dowiedział się, że nie mieszkam tam, a klikam z Polski a dopiero chcę wyjechać, z koleżanką to jeszcze trochę pogadał „na odwal się” i obiecał odezwać się za chwilę bo ma tu  parę rzeczy do zrobienia. Oczywiście był to tylko wykręt z zapewne niewygodnej znajomości. Bo co w tedy gdybym go o coś broń Boże poprosiła… heh rodacy… czy naprawdę niczego dobrego spodziewać się nie można?!
Dziś zapisałam się na kolejny portal, tyle, że innego kraju. Zobaczymy kogo tam poznam… bo dlaczego bym miała nie poznać, nie mieć znajomych czy przyjaciół w innych krajach. Być może moja sytuacja w tym kraju jest znakiem, że to nie moje miejsce i czas…
Aha, zauważyłam że bardzo doceniają, chęć pisania w ichniejszym języku, naprawdę mimo, że znają angielski i zawsze można na ten język przejść to jednak chęć rozmowy zostanie doceniona, nawet jeśli ktoś nie jest biegły....kaleczy język wiadomo, nie od razu ma sie wprawę, ale jak wiadomo wprawa czyni mistrza.


3 komentarze:

  1. Jaka aromatyczna herbatka z rana! Az sie chce pic.
    Filizanko, ja uwazam, ze biuro matrymonialne to nie najlepszy pomysl. Trzeba bywac, chodzic na spacery z psem, znalezc sobie jakies hobby, np, taniec lub cos podobnego i tam probowac poznac kogos.
    Sama widzisz, co za oferty podsyla Ci pani z biura. A gdzie ci normalni mezczyzni?

    OdpowiedzUsuń
  2. Z ciekawością przeczytałam Twoje wnioski i rozważania.
    Na pewno masz rację,że zaglądasz na różne portale.
    Tyle ,że trzeba uważać na inne kultury ,
    bo jednak oni mają swoje obyczaje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha! Biuro matrymonialne- nie, ale inne portale towarzyskie i owszem. Mogłabym sporo opowiedzieć choć właściwie szybko wymiksowałam się z tego towarzystwa. Bywało różnie z tymi znajomościami. Trzeba mieć czasami mocne nerwy i duży dystans.
    Panterka pisze,że trzeba bywać itp. Zgadza się, tak by było najlepiej. Tylko, że mieszkając tak jak ja na zadupiu, mając dom na utrzymaniu, dorastające dzieci i pracę w domu - raczej trudno kogoś poznać. Uznałam,że każdy sposób jest dobry.
    Pewnie miałam szczęście- poznałam mojego niemęża właśnie na jednym z takich portali. Potem potoczyło się wszystko szybko jak lawina. 14 lutego minie dwa lata od tego jak się poznaliśmy. Ale kilka spotkań- niewypałów było. Dwa z nich nazwać niewypałem to mało, nawet PORAŻKA wydaje sie za łagodne...
    A teraz jestem szczęśliwa. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!