Obserwatorzy

niedziela, 20 stycznia 2013

Przekleństwo rodzinnego psa – dobry artykuł znaleziony na Onecie


Gdyby psy umiały życzyć komukolwiek wszystkiego najgorszego, to życzenie „obyś był rodzinnym psem” mogłoby często być wyszczekiwane.
Rodzinnymi psami, po filmach Disneya, okrzyczane zostały w swoim czasie dalmatyńczyki, jeszcze wcześniej cocker spaniele. Równie szybko na swoje szczęście wyszły z mody; impulsywny gończy pies nie spełniał się zbytnio w roli opiekuna małych dzieci, a cocker spaniel, zwłaszcza złoty, pozostawiony bez żadnego zajęcia, potrafił ustawić na baczność niejedną ludzką rodzinę. Przekleństwo rodzinnego psa spadło teraz na labradory i goldeny. Słodki wygląd szczeniaka, nieco misiowate ruchy, mordka sprawiająca wrażenie zawsze uśmiechniętej, pulchna miękkość przytulanki - to wystarczyło, aby rasy, stworzone do polowania, ulokować na kanapie. I oczekiwać od nich bezgranicznej łagodności, tolerancji na wszelkie ludzkie pomysły, z próbami wydłubania psu oka przez dziecko włącznie. Miłośnicy rasy często z dreszczem przerażenia wysłuchują koncertu życzeń od chętnych na szczeniaki, ale właściciele psich fabryczek zacierają ręce, ogłaszając kolejne mioty najbardziej rodzinnych psów.
W programach szkolnych nie ma ani jednej lekcji na temat zachowań udomowionych od dziesiątków tysięcy lat zwierząt, z którymi każdy z nas spotyka się na co dzień. Za to na co dzień atakują nas wszelakiego rodzaju reklamy, także opiewające zalety akurat modnych psich ras. A po najbardziej elementarne rzeczowe informacje sięgamy na ogół nie przed kupnem szczeniaka, ale dopiero wtedy, gdy nasze rodzinne zwierzątko brudzi dywany, szczeka zajadle i nieustannie wbija nam w ręce igiełki mlecznych zębów. Szukamy pomocy dopiero wtedy, gdy oczekiwania wobec psa, ukształtowane nawet bez wiedzy o tym, jak często szczeniak musi sikać, zderzą się z rzeczywistością. Od psa rodzinnego oczekuje się zbyt często, aby nie stwarzał żadnych problemów, nigdy i w żadnej sytuacji nie używał zębów, czekał przez dziesięć godzin nieobecności domowników cichutko i nieruchomo oraz cieszył się, byle niezbyt żywiołowo, każdym pogłaskaniem. Najlepiej też, aby pieskowi wystarczył kwadrans spaceru rano i wieczorem dookoła bloku. Oczekuje się, by pies bez żadnego szkolenia, ot, po prostu sam z siebie potrafił spokojnie chodzić na smyczy, przybiegał natychmiast na zawołanie i rozumiał, co się do niego mówi. A potem właściciel rodzinnego psa przekonuje się ze zgrozą, że i labrador i golden ciągnie na smyczy niczym lokomotywa, nie reaguje na żadne przemowy czy przywołania. Że lekceważy gniewne okrzyki i zanęcanie smakołykiem i nie rozumie ani trochę zakazów skakania na ludzi. To wszystko zresztą otrzymujemy gratis w najlepszym przypadku. W najgorszym młody pies nie pozwoli odebrać sobie gnijącej kości znalezionej na spacerze, nie lubi przytulania, szczeka na obcych i potrafi uderzyć zębami doskonale znanego człowieka. Agresywny nie tylko do psów i całkowicie nieposłuszny labrador? Warczący na właściciela, niechętny do aportowania golden? A dlaczego nie??? Sama przynależność do „rodzinnej rasy” nie załatwia problemów wychowawczych. Oczywiście łatwiej jest opanować na ogół spokojniejszego goldena niż także na ogół bardziej pobudliwego teriera. Ale spokój bądź żywiołowość akurat tego jednego naszego psa nie zależy przecież od zapisanego wzorca ani tym bardziej reklam, tylko od tego, jaki charakter prezentowali jego pradziadkowie, dziadkowie i rodzice. W rzetelnie prowadzonej hodowli, tak jak wtedy, gdy rasy tworzono, konieczna jest nieubłagana selekcja. Szczenięta po tych samych rodzicach nie są takie same – w każdym miocie może urodzić się zwierzę niesocjalne, nadpobudliwe, pozbawione tych cech, dla jakich rasa powstała. I taki pies, nie odpowiadający charakterem czy wyglądem wymaganiom wzorca, nie powinien być dopuszczony do dalszej reprodukcji. Dopóki psy nie są modne, dopóki nie ma na nie zbyt wielu chętnych i kupowane są z uwzględnieniem cech charakteru rodziców, nikt nie rozmnoży wyżła obawiającego się strzału ani owczarka skłonnego do zagryzania swoich podopiecznych. Labrador czy golden demonstrujący zachowania lękowe lub agresywne też nie ma prawa otrzymać oceny dopuszczającej do rozrodu.
Jednak wystarczy przyczepić etykietkę psa rodzinnego, wystarczy wywołać modę na jakąś rasę, aby zwierzęta, które niekoniecznie powinny być rozmnażane, zostały jednak do hodowli użyte. Jest zbyt – no to mnoży się szczenięta, chętny się znajdzie. W ogłoszeniach można przebierać, rodowodowe lub nie, w typie labradora, w typie goldena, po rodowodowej mamusi lub rasopodobnym ojcu, do kupienia w sklepie, z dostawą do domu, na raty, po okazyjnych cenach. Jest zbyt – są szczeniaki, do wyboru... A potem 7-tygodniowemu szczeniakowi, który zgodnie z oczekiwaniami nabywcy powinien być absolutnie idealnym, niekłopotliwym psem rodzinnym, stawiane są całkowicie nierealne wymagania. Nie wolno mu warknąć, gdy głaskany jest przy jedzeniu – jak to, rodzinny golden warczy? Oczywiście że warczy, szczeniaki goldenów też warczą na siebie, przepychając się do mamusinego baru mlecznego, nie ma żadnego powodu, aby ręka ludzka potraktowana została na dzień dobry inaczej. Goldena też trzeba nauczyć, że ręka właściciela jedzenie daje, a nie rywalizuje o nie. Półroczna labradorka skacze na ludzi i szarpie w zabawie za ubranie? A dlaczego nie? Labradorka, choćby była po interchampionach, też sama z siebie nie wie, że to nieodpowiednia zabawa. Jak to, golden nie rozumie, że powinien spokojnie iść przy nodze? Tak, nie rozumie, podobnie jak nie rozumie ani jednego adresowanego do siebie ludzkiego słowa. I nie zrozumie, dopóki nie skojarzy słów człowieka z sytuacją lub czynnością, z dobrymi lub niemiłymi dla siebie skutkami każdej sytuacji bądź czynności.
Pół biedy, jeśli reklamowane jako rodzinne zwierzę jest nawet znacznie spokojniejsze niż przewiduje to wzorzec. Przy odrobinie starań właściciela okaże się rzeczywiście niekłopotliwym towarzyszem. A nawet przy kompletnym braku wychowania będzie co najwyżej obojętnie znosić i nadmierne pieszczoty i oburzone wykrzykniki, gdy na spacerze dopadnie bodaj zdechłej myszy. Taki pies wytrzyma brak zajęcia typowego dla rasy, ot, pociągnie na smyczy i tyle. Uchyli się od nazbyt dokuczliwych dziecięcych rąk, może być stłamszony, przygnębiony, apatyczny – ale jakoś przeżyje bezpiecznie swoje lata na marginesie ludzkiej rodziny. Znacznie gorzej, gdy w niewprawne ręce trafi rasowy szczeniak o żywszym temperamencie, wymagający jakiegokolwiek zajęcia. Lub taki, który reklamowaną rasę przypomina tylko troszeczkę wyglądem, a już na pewno nie usposobieniem. Białe futerko, leżące uszy, ogon noszony poniżej linii grzbietu wystarczy, aby w sklepie ze zwierzętami czy na targowisku oferować jako goldeny nawet mieszańce owczarka podhalańskiego. Wtedy i tak wszelkie pretensje za odbiegające od wyobrażeń nabywcy zachowania spadną na rasę. Jakoś łatwiej uznajemy, że to pies jest głupi i niedobry, niż zechcemy przyznać się przed lustrem do popełnionych w jego wychowaniu błędów. Rasowy, nie spełniający oczekiwań nabywcy golden może, choć niestety nie zawsze, liczyć na powrót do hodowcy. Przypadkowo i tanio kupiony młody zwierzak w typie modnej rodzinnej rasy, jeśli spróbuje zębami bronić nieumiejętnie zabieranej kości, warknie na rękę, która niepewnie przymierza się do kolejnego klapsa - może zasilić szeregi azylowych nieszczęść, lub za rzekomą agresję zostanie skazany na śmierć. Jest jeszcze jeden powód, dla którego słowa „obyś był rodzinnym psem” stają się przekleństwem dla setek i tysięcy zwierząt. To warunki, w jakich są rozmnażane. To powstające poza jakąkolwiek kontrolą nigdzie nie rejestrowane fabryczki szczeniąt, takie choćby, jak niedawno likwidowana pod Poznaniem. W ciasnych klatkach, na grubej warstwie własnych odchodów, miały spędzić całe życie pieski kolejnej wchodzącej w modę, słodkiej z wyglądu rasy. Miały tylko rodzić – jak najczęściej i jak najwięcej. Kupujący szczeniaki za pośrednictwem sklepów, na targu, czy pod wystawą nie sprawdzają, w jakich warunkach zostały wyhodowane. A przecież bardzo łatwo można uniknąć i kłopotów dla siebie, i w znaczący sposób przyczynić się do tego, aby koszmarne fabryczki modnych piesków straciły rację bytu. Wystarczy poznać historię rasy, by wiedzieć, jakie cechy mogą, choć nie muszą wystąpić u szczeniaka. I wtedy ocenić, czy starczy nam czasu i umiejętności na wychowanie akurat takiego zwierzaka. Wystarczy kupować bez pośredników i natychmiast rezygnować z kupna, jeśli zachowanie matki szczenięcia, lub warunki stworzone przez hodowcę pozostawiają cokolwiek do życzenia. To chyba nie jest zbyt trudne ani czasochłonne wobec perspektywy przeżycia co najmniej dziesięciu lat pod jednych dachem z wymagającym także codziennej opieki i troski najbardziej rodzinnym psem.



9 komentarzy:

  1. Nic dodac, nic ujac. Glupi czlowiek, z deficytem czasu i cierpliwosci, z najlagodniejszego psa zrobi potwora albo psychopate. A potem pies jest wywozony do lasu, zostawiany w schronisku albo usypiany.

    Filizanko, blagam Cie, przyciemnij kolor liter, bo strasznie zle sie czyta, nawet w okularach. Wzrok juz nie ten, co onegdaj i taki blady druk bardzo meczy oczy, a artykul jest wart przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zachęcałam koleżankę z pracy do czytania o rasie przed zakupem to piała, że każde zwierze jest inne... heh mają ludzie filozofie...
      Chodź jak tak obserwuje forum, to pojawiają się ludzie szukający informacji o rasie. Ja także dzwoniłam do hodowców rozmawiałam...

      Usuń
  2. Niestety ciągle człowiek wymyśla jakieś rasy domowe,
    teraz chyba jest york i coraz go więcej,
    dobrze ,że mały...

    OdpowiedzUsuń
  3. ja myślę, że żadna rasa nie zasługuje na takie nieszczęście. Co do yorków to chyba się kończy. I dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzieki, Filizanko, za spelnienie prosby. Teraz wszystko jest dla mnie doskonale czytelne.

    OdpowiedzUsuń
  5. no własnie yorków na ulicy pogrom jakaś moda się stała, mnie te psy kompletnie sie nie podobają

    OdpowiedzUsuń
  6. Ech to straszne jak ludzie nie potrafią wychować swoich zwierząt a potem biedne psy są tłamszone, bite czy po prostu wyrzucane bo nie spełniają wymagań. Ja kupiłam swojego psa z obskurnego garażu górala, brudasek był ostatni z miotu, nikt go nie chciał, a jest cudownym psem. I to nie dlatego że to bernardyn, tylko dlatego że został wychowany w miłości i jasnych zasadach, wie kiedy trzeba się słuchać bo nie mam ochoty na zabawę... ważne żeby dobrze się znać nawzajem ze zwierzęciem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się... Z tymi yorkami to już lekka przesada...
    Po za tym tak samo jak Rossnett średnio mi się podobają. Aczkolwiek to moja opinia. Jak dla mnie ta ,,moda" na psie rasy to kompletna głupota. :/
    Pozdrawiamy i zapraszamy E&F.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dobry ten artykuł. Pozdr.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!