Obserwatorzy

czwartek, 14 listopada 2013

Nie wystarczy zdobywać mądrości, trzeba jeszcze z niej korzystać.- Cyceron

Podróż do Gniezna miałam nawet dobrą zważywszy, że pizdy z kas biletowych nie powiedziały, że wybrany przeze mnie pociąg objęty jest całkowitą rezerwacją miejsc. Moja tułaczka po korytarzu nie była za długa szczęśliwie udało mi się w przedziale siedzieć większość podróży, lecz komfort wątpliwy skoro w każdej chwili może ktoś przyjść kto ma miejscówkę. Powiedzieć miłym Paniom kilka ciepłych słów?  Po co, będą miały satysfakcje. I jeszcze głupszy uśmiech. Pismo mogę złożyć, wysłać ale pewnie trafi do okrągłego segregatora a w odpowiedzi wyślą standardowe pismo gotowe tylko do podpisania. Mam nadzieje, że nie zapomnę następnym razem, choć jeżdżę tak często… bilet się opłaca bo 74 złote od piątku 19 do poniedziałku do 6 rano ale że weekend dłuższy to i ważność przedłużona do wtorku 6 rano, w ramach biletu można jeździć po kraju. Przewoźnik nazywa się TLK, a bilet nazywa się: bilet podróżnika i kosztuje 74,-. Aha i pizdy kasowe mi nie powiedziały, że trzeba go podpisać bo inaczej nieważny. Dobrze, że obejrzałam go w domu…
Ciocia z synem przyjechali po mnie. Ciocia zapytała czy do domu czy miasto chcę zobaczyć, poprosiłam o spacerek – w końcu odreaguję nerwy z podróży – pomyślałam. Miałam okazje zobaczyć gdzie ciocia sklepy miała, ryneczek, katedrę… w domu czekał dwudaniowy obiad. Ciocia ucieszyła się z prezentu: ten mały tusz z clinique, oliwka z olejkiem arganowym z YR, i mini oliwka do ciała taka dla niemowląt.
Wzięłam też sałatkę z alg morskich, zrazy z łososia, filety z pampano i sałatkę z dorsza w porach. Jako, że z racji zamieszkania nie mają łatwego dostępu do ryb to to co przywiozłam nadało świeżości przepełnionemu wędlinami stołowi, każdy z moich smakołyków (wszystko co przywiozłam sama kupuję i jadam zamiast wędlin). Z synową cioci rozmawiałam której to owa sałatka szczególnie podpasowała mówiła, że pierwszego dnia zjadłaby wszystko ale potem szukałaby wędlin. Pytałam czy to co słyszy na ich temat nie zniechęca? A ona, że kupuje dobre wędliny. W sumie tak myślę, że czego oczy nie widzą…
Już pierwszego dnia zadziwiły mnie dwie sprawy: ciocia Basia (mega indywiduum) siostra taty zamieszkała w Gdańsku nie była gościem w Gnieźnie jakieś 32 lata. Ciekawe dlaczego? Dwa: jak ciocia która mnie zaprosiła (Aniela) była w moich okolicach jedyną osobą która o tym wiedziała była właśnie ciocia Basia, również ciekawe dlaczego?
Odpowiedzią na jedno z dwóch pytań było – po konsternacji: „by nie nadużywać dobroci”. Hmmmmm….
Ogólnie mam wrażenie że u mnie w rodzinie nie trzeba wiele by być pomijanym czyli tak zwanym tabu: wystarczy, że nie tak się zachowa ktoś raz, nie tak odezwie, jeśli jesteś człowiekiem sukcesu: masz dobrze prosperujący biznes, jesteś lub studiujesz jakiś kierunek na przykład medyczny…
A jeśli nie, no cóż są inni bardziej warci… rodzinka bardzo pobożna, katolicka kościelna z pokolenia na pokolenie. Nawet kontrowersyjne wypowiedzi kościelnych usprawiedliwiające pedofilskie praktyki nie zdawały się budzić oburzenia.
Rodzina problemowa, z pozoru normalna kulturalna – nie to co u mnie patologia… dzięki mamuni co wydzwania i obgaduje nas… dowiedziałam się że moja młodsza siostrzyczka gdyby nie pogrzeb taty byłaby mężatką. No proszę…. Na zaproszenie i tak nie śmiałabym liczyć. podejrzewam, że to u mnie problemem jest mama z którą nie ma porozumienia: despotyczna, zacietrzewiona i nieustępliwa – nie zapomni niczego. Takie osoby nie należą do łatwych a czas wolny każdy przyjemnie chce spędzać więc wolą jechać za granice czy w ogóle z dala od rodziny raczej. Ale to moje przypuszczenia i odczucia…
Powody nie utrzymywania kontaktów mogą w mojej rodzinie być: dawno temu ktoś się rozwiódł (dawne czasy bardzo) i brak kontaktów z pokolenia na pokolenie… ktoś dla kogoś był niemiły czy źle potraktowany i ciach. Moją mamę właśnie omijają za jej upór, zacietrzewienie, i nieustępliwość choćby się waliło i paliło nie ustąpi! Pewnie za plotkarstwo także – tego mi nikt nie powiedział ale takie mam odczucie. Poprosiłam ciocie by nie mówiła mojej mamie o wizycie u niej ale nie zdziwię się jak skądś się dowie. Kwestia czasu zapewne. Jakkolwiek miałam możliwość zaprezentowania się osobiście i co ważne bez uprzedniej „reklamy” ze strony rodzicielki. Czuję że wszystko z ich strony to kurtuazja a i poparcia wielkiego nie mam co szukać. Dobrze, że kulturalni nie to co H@.... Z wyzwiskami i agresją.
Dzięki mamusinemu wychowaniu nie jestem osobą rdzinną dlatego świąteczne spędy wywołały we mnie ogromne gigantyczne zmęczenie, ból gardła od gadania – wszak nie wypada stale siedzieć cicho: trzeba być miłym błyskotliwym dowcipnym i w ogóle wyważonym…. a pilnowanie się męczy oj męczy a ozora przygryzałam to do teraz boli. W dodatku jak przyjechałam to potem kolacja była przyszła jeszcze jedna ciocia wszyscy się zebrali to miałam oczy na zapałkach ale nie powiem że chce iść spać bo trzeba posiedzieć, pogadać bla bla bla… za to w nocy męczyłam się okrutnie spałam krótkimi momentami. Dobrze, że kuzyn zaoferował się z wycieczka do Biskupina – dzięki czemu coś zobaczyłam po za katedrą. Przewietrzyłam się i pospacerowałam po tym skansenie Oliwka – jego córka też była zadowolonaJ z widoku zwierzaków zamieszkujących skansen. Fajna sprawa bo ożywiają obraz.

Od cioci dwie fajne bluzki dostałam w prezencie, jeszcze mi pyszne kanapki na drogę zrobiła. Gościna milsza niż u pozostałych a może to dlatego że pierwszy raz?


8 komentarzy:

  1. Z rodzinką dobrze się wygląda na zdjęciu i to najlepiej na boku, bo można wyciąć :-)
    A obiadki odwiedzinowe też znam i też ich niestety nie lubię, bo jak powiedziałaś, męczą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mysle, ze niezle spedzilas czas u ciotki, zawsze to jakas odmiana od codziennosci. Razi mnie tylko Twoje okreslenie niemilych i malo kompetentnych kasjerek, kobiecie nie uchodzi. A juz najmniej w slowie pisanym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda jestem zadowolona, że poznałam rodzinke....

      Usuń
  3. Czyli po wizycie u ciotki i tak nic się nie zmieniło i nic nie jest pewne? Dobrze, że miło spędziłaś ten czas. Ja jestem przyzwyczajona do rodzinnych zjazdów ale wyznaję zasadę "gość jak ryba- 3 dni i śmierdzi"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to nie zmieniło? Poznałam rodzinkę mam szerszy obraz trochę posłuchałam o przodkach...zdjęcia pooglądałam...

      Usuń
  4. Czyli nie był to czas stracony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie był:) bardzo jestem zadowolona z niego:) zapraszam na drugą część która ukaże się jak zawsze o północy

      Usuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!