Obserwatorzy

czwartek, 30 października 2014

Co mi leży na sercu - historia sprzed lat część II

Na grupie zwierzyłam się pewnej osobie podczas przerwy, opowiadając płakałam…
- zachorował jak byliście w związku? - zapytał
- na dobrą sprawe nie wiem kiedy zachorował. Mam przeczucie że jak już go dostałam był chory. Dziwne: już w tedy wydawało mi się że ta lekarka chce by kot mieszkał w bloku. Ostatecznie stanęło na tym że kot jest zbyt ufny i ktoś mógłby go skrzywdzić… - ta informacja na tamten moment mnie uspokoiła. Niczego nie podejrzewałam… choć mogłam; obniżoną odporność – kotkę ponoć otruto, a kocięta do uśpienia zaniosła kobieta która znalazła oseski… Pani doktor zamiast uśpić odkarmiła z buteleczki, i znalazła domy.
Czasem jest tak że zwierzęta biorą na siebie nasze problemy. - powiedział - Wątroba jest siedliskiem zła, może Twoją złość gniew na mamę może on wziął to na siebie…
My mieliśmy sunie; siostra nie dogadywała się z mamą. Pies był bardzo schorowany, w końcu musieliśmy go uśpić, gdy pies odszedł jeszcze bardziej pogorszyła się atmosfera w domu. Zwierzęta biorą na siebie nasze problemy. Doradził także bym wzięła następnego kota. 
Poradził mi bym zapaliła świeczkę, wspominała, dziękowała za jego obecność w moim życiu, nawet płakała
- długo to będzie trwało?! - przerwałam
- o ile to zrobisz szczerze to nie. - odpowiedział spokojnie. 
Powiedział że nie byłam złą właścicielką: dbałam, leczyłam, robiłam co mogłam. Tego dnia płakałam bardzo dużo.
Płakałam w drodze, płakałam podczas pisania tamtej notki, dodawania, sprawdzania… łzy kręcą mi się w oczach gdy to piszę.
Dlaczego? Po to mam bloga! Nie, nie piszę tylko o kosmetykach, to miejsce dotyka różnych dziedzin życia. Także mojego.

Palę świeczkę, dziękowałam Opiłkowi że był w moim życiu, wspominałam wspólne chwile – robiłam co radził Krzysiek. Czy pomoże? Czy pomogło? Oby!
 Opiłka nie ma już ze trzy lata, wierzę że tam gdzie teraz jest jest naprawdę szczęśliwy! Nie chcę dłużej sie katować, to nikomu nie potrzebne a już najbardziej mi!



22 komentarze:

  1. mam nadzieje, że Ci ulżyło..
    trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że Twój kolega ujął to wszystko bardzo dobrze. I to prawda, się żadnym wypadku nie jesteś złą właścicielką. Jest dużo ludzi, którzy nie przejęli by się swoim zwierzakiem :(.
    Mam nadzieję, że pomogło :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez juz slyszalam, ze zwierzaki przejmuja na siebie choroby i problemy wlascicieli...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zwierzeta sa znakomitymi terapeutami, bardzo pomagaja w najciezszych chwilach. Czy przejmuja nasze problemy? Watpie, ale zawsze wysluchaja w milczeniu, uwaznie. Nie slow, ale naszych mysli. Kochaja bezwarunkowo, wymagaja naszej uwagi i odpowiedzialnosci za nie, wiec tym samym odwracaja nasze mysli od zlego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wierzę w przejmowanie problemów - ani z zapalanie świeczek i inne podobne rzeczy... wierzę - i napisała to przede mną Anna - w to, że zwierzęta pomagają - pomagają głównie pozbyć się stresu i nie myśleć o problemach...
    Poza tym - zajęcie się zwierzęciem, to odpowiedzialność - to systematyczność, obowiązki.... wielu ludzi często zajmuje się bzdurami, rozpamiętywaniem mało istotnych spraw - fakt zajęcia się zwierzęciem sprawia, że mogą poświęcić czas na faktyczną i prawdziwą pomoc, a nie na skupianie się tylko na sobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale Opiłka już nie ma. Pora bym sie z tym uporała ostatecznie.

      Usuń
  6. my mieliśmy psa 9 lat, zdechł nam na raka wątroby od tego czasu żadne inne zwierzę w naszym domu nie zagościło..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony rozumiem - ja po Opiłku nie zdecydowałam sie juz na pupila. Jedyne jakimi miałam przyjemność sie opiekować to hotelikowe:))

      Usuń
  7. Ile ja łez wylałam przez Pinkę :( zachorowała i niestety odeszła. w ciągu kilku dni to wszytsko się rozegrało i obwiniałam siebie za to:( Za to że nie zadbałam odpowiednio, że nie znalazłam weterynarza, który wyleczy. Ale po czasie (25 listopada miną 2 lata od jej odejścia), zrozumiałam, że zrobiłam wszystko co mogłam. Mimo, że weci mówili,że marne szanse, to kazałam leczyć i walczyć o jej życie, pieniążki nie grały roli - i tak nie jadłam ze stresu więc...

    i wtedy mówiłam, że nigdy żadnych zwierząt - bo nie chciałam więcej już cierpieć. Ale po około 6 miesiącach wzięliśmy kota ze schroniska - Frotkę :) I to była najlepsza decyzja w życiu. Oczywiście w schronisku poprosiliśmy o kota, który ma zerowe szanse na adopcję. Bo chcieliśmy wziąć tego, który ma najgorzej. Frocia miała non stop biegunki, wymioty, jadła tylko jedną drogą karmę - dla mnie, to nie problem, a że od pierwszego wejrzenia to była miłość to zabraliśmy bidulę:D
    Po miesiącu u nas jadła już wszystko :) i do tej pory nie miała ani razu takich objawów a mamy ją prawie 2 lata:) i teraz dołączyła do nas Frania:D

    I pomyśl w ten sposób: zrobiłaś co mogłaś, by ratować zwierzę. I pomyśl, że Opiłek miał najlepsze życie jakie w ogóle mógłby mieć - bo był u Ciebie :) Dałaś mu wszystko co mogłaś - to jest piękne. Jak człowiek wariuje dla zwierzaka :) I pamiętaj sporo ludzi nie leczy zwierząt - usypia je i nie walczy. Ty walczyłaś - co czyni Cię wspaniałym człowiekiem :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje. Pięknie napisałaś, wzruszyłam sie. mi nie mówili w prost.. wet podtykał jakieś pasty z kurczaka... leczyłam... nie słyszałam może nie chciałam słyszeć o uśpieniu Opiłka...
      Super, że trafiłaś na Frocię:)) mam nadzieje że i ja w końcu doczekam sie swojego wymarzonego zwierza:))

      Usuń
  8. Miałam mojego pieska 19 lat, odszedł już parę lat temu i do dziś go wspominam, tak, jak Ty, mam obecnie cztery kociaki i je kocham nad życie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!