Jak tam mija świąteczny czas? Mam nadzieje że ok. Dziś chciałam pokazać, może nieco nudną sesyjkę zdjęciową. Cóż mnie zmotywowało? A zdjęcie nagłówkowe nieco nudne, falwikona i inne fotki które chciałam zmienić, odświeżyć w jakiś sposób. Wiele rzeczy sie zmienia więc pomyślałam że coś można...
Korzystając z ładnej pogody w towarzystwie wybrałam się na klif orłowski, osuwająca się skarpa do najbezpieczniejszych miejsc nie należy więc pomocna osoba zdecydowanie wskazana.

Byłam u lekarza POZ, czyli u rodzinnego. Martwi mnie to że widzę człowieka zmęczonego, wypalonego w dużej części. Pamiętam jego żywe emocje jakimi reagował, pamiętam ogromną, rzadko spotykaną życzliwość, autentyczną radość podczas tłumaczenia zawiłości anatomicznych, super gdy lekarz pomaga pacjentowi zrozumieć chorobę. Dziś czuć większy chłód, bak reakcji podczas zgłaszania pewnych rzeczy, trzeba mówić w prost... przemęczony, wypalony medyk to pewne zagrożenie, możliwość pomyłki a to może być niebezpieczne. Dalej bardzo lubię mojego rodzinnego, nie tylko ja. Jak jestem w gabinecie na wizycie widzę że dostaje upominki pd pacjentów; najczęściej łakocie, ale przetwory też. Kiedyś reagował zdziwieniem gdy coś dostał, dziś zwyczajnie dziękuje, zapewne rozpieszczany przez wdzięcznych ludzi. Pamiętam jak dawno temu dawkę leku mi rozpisał.... było w tym mnóstwo życzliwości i troska o moje zdrowie. Pamiętam jak metodami psychoterapeutycznymi próbował pomóc.... mega dobry i życzliwy człowiek. Oby więcej takich, zdecydowanie!

Podczas wchodzenia po schodach w górę czułam sie przez moment bardziej niepewnie gdyż barierka w pewnej części do najstabilniejszych nie należy, mogliby coś z nią zrobić, ale widocznie marne szanse by sie to zmieniło.
Sesyja czyniona nad urwiskiem, trochę się bałam, ale zależało mi na tym by zrobić jak najładniejsze zdjęcie...
Miałam w te święta poodwiedzać blog które obserwuję, ale obniżony nastrój, jakieś cierpnie wewnętrzne...
Miałam zaplanowane oglądanie flmów, ale też nic nie obejrzałam...

Jakaś rolka z wypowiedzią jakiegoś coacha mi mignęła zostawiając pewne rozdrażnienie. Autor wypwiedzi nakłania do tego by zażądać, narzucić drugiej połowie zakaz rozmawiania z osobą płci przeciwnej, takie narzucanie nowo poznanej osobie: "Poznajecie jakąś osobę i mówicie tak: "nie życzę sobie przyjaźni z płcią przeciwną z twojej strony, utrzymywania kontaktów jeśli jesteś kobietą z facetami, bądź jeśli jesteś mężczyzną z kobietami jeśli chodzi o telefony, zostawiamy telefony, mamy do nich dostęp, jeśli mamy jakieś wątpliwości za zgodą drugiej osoby. komunikacja przede wszystkim. Staramy sie odpisywać sobie naprzemiennie żeby druga osoba nie musiała sie martwić (...) wymieniacie swje zasady krótre mają sprzyjać relacji(...)" Jeśli druga strona sie nie zgodzi to zdaniem tego pana należy zakończyć relacje. Kiedyś zaczynałam pisać z jakimś gościem który na początku korespondencji napisał mi że nie żyzy sobie bym pisała z innymi, odmówiłam pan zrezygnował z dalszych kontaktów. Nie rozumiem co to jest za jakieś narzucanie drugiej osobie tak absurdalnych rzeczy. To co kobieta która ma znajomych przyjaciół ma się od męskiej częsci odseparować bo nowo poznany facet tak sobie życzy. Co ciekawe w wypowiedzi nie było nic że narzucane zasady maja działać w obie strony. To przypomina mi nieco działanie zaburzonej psychicznie osoby, tak zwanego potocznie "toksyka" który stara sie ofiarę odciąć od bliskich osób by w trudniejszych momentach ofiara nie dostała wsparcia. Inna kwestia... gdzieś w innym innego twórcy materiale odnoście "manosfery" mi mignęło pojęcie: "monogamia jednostronna" pani jest wierna swojemu mężczyźnie, ojcu swoich dzieci, ślubu nie mają pani nie może rozmawiać z innymi panami, za to jej partner może robić co chce. Pani musi mieć świadomość że w każdym momencie pani może z dziećmi zostać wyrzucona na bruk...
Przerażają mnie tacy osobnicy, dokąd ten świat zmierza... gdzie troska o dobro drugiego człowieka, gdzie wyższe uczucia? Kiedyś aktor Mirosław Baka ponoś powiedział, przypisuje sie mu takie słowa: "(...) nie skrzywdziłbym swojej żony kultywując znajomość czy przyjaźń z jakąś moją koleżanką wiedząc że żona czułaby się z tym niepewnie. Po prostu są rzeczy mniej lub bardziej ważne. Skoro ożeniłem sie z kobietą, to jest ona dla mnie najważniejsza." zupełna odwrotność, piękne gdy obie strony motywowane miłością podejmują decyzję, dbając o ukochaną osobę, bez nakazów, szantażów... mam wrażenie że to już zamierające wartości w świecie gdzie jak słyszałam wrażliwość jest passe...
Mam wrażenie i tu mi to logicznie pasuje jak słyszałam... że jest jakiś trend, zamysł który ma sprawić by było jak najwięcej singli, dlaczego? Samotne osoby wydają na siebie więcej pieniędzy. Nie wiem czy to prawda ale ponoć singli coraz więcej. Ja uważam że lepiej być w zdrowym związku, samotność nie jest dobra... człowiek to stworzenie stadne i potrzebuje dotyku, rozmowy, potrzebujemy drugiego człowieka.
Oczywiście są jakieś wyjątki są pustelnicy, ale myślę że jest ich mniej.
Smutno sie słyszy, czyta że coraz więcej ludzi jest samotnych że mimo prób są samotni, mimo że po dwudziestce żalą się na brak doświadczeń z płcią przeciwną....
Czy to zmierza do komercjalizacji wszystkiego... nawet najintymniejsza potrzeba będzie realizowana jako usługa? Potrzebujesz dotyku? Jest masażysta (płci dowolnej), potrzebujesz rozmowy jest psycholog, psychoterapeuta....
Co ze związkami? prof Tomasz Szlendak mówi o tym że miłość romantyczna to przeżytek. Czyżby związki tylko dla nielicznych o ile w ogóle. Doktor psychologii Ewa Woydyłło wspomniała w jednym z podcastów że miłość do grobowej deski jest przeżytkiem, kiedyś żyliśmy krócej, dziś żyjemy dłużej i kto by (dziesiąt lat) ze sobą wytrzymał. A co gdy relacja dwojga ludzi oparta jest na przyjaźni, para która dobrze sie czuje w swoim towarzystwie, dwoje przyjaciół, prof Starowicz mówił że związek opaty na przyjaźni ma szansę przetrwać długo... taki ładny cytat gdzieś mi mignął.... może to już wartości które odeszły do lamusa... może związek przyszłości będzie na określony czas dyktowany z powołaniem na świat potomstwa, wychowaniem... nie wiem, tak sie zastanawiam...
Tak przeglądam zdjęcia i jakoś nie mogę sie zdecydować którą fotkę na nagłówek wybrać...
Tu też miałam ochotę kilka fotek zrobić ale siedziały pewne młode osoby... cóż, może innym razem...
Tu niebawem będzie tłoczno, będzie zapewne sporo turystów.
Trochę tematów poruszyłam.... ciekawi mnie Twoje zdanie w poruszanych tematach. Miłego dnia.
Bardzo ładne fotki ci wyszły. Ależ ci zazdroszczę tych widoków.
OdpowiedzUsuńWidoczki przepiękne!
OdpowiedzUsuńA o fajnych lekarzy trzeba dbać, bo coraz częściej widzę takich, co jedyne co robią to odsyłają do innych...
A co do związków - jak jestem raczej samotniczką i przez większość życia tak było, mimo że miałam przyjaciół, to zdałam sobie sprawę ze swojej potrzeby bliskości dopiero jak poznawałam narzeczonego. I strasznie nie lubię mówienia, że miłość romantyczna to przeżytek, bo to tylko jeszcze bardziej wprowadza niepewność w związki i nie pomaga w pracy nad nimi. Jest jeden kryzys i już wielu jest gotowych rzucić wszystko i szukać kogoś nowego, a nad związkiem i miłością trzeba pracować cały czas (oczywiście nie mówię o skrajnych przypadkach).
Masz mnóstwo pięknych fotek, więc wybór trudny :)
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego!
Cudne fotki, tak dawno nie byłam w Orłowie... Dziś chyba trudno trafić na prawdziwego lekarza z sercem, niby mają wiedzę, niby leczą ale czegoś brakuje, nie wiem empatii, jakiegoś ludzkiego podejścia do człowieka... Także takiego lekarza trzeba się trzymać!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Miejsce które mnie urzekło - byłam w Orłowie raz i pozazdroszczę ci tych widoków 😀 przepiękne fotki 😀 Też stwierdziłam że lekarze już nas mają gdzieś, wizyty tak puste bez emocji i wskazówek - czterech lekarzy i nadal zero pomocy. Hmmm to co piszesz jest przykre ale prawdziwe też mam wrażenie że ludzie jacyś niedostępni się robią nie uprzejmi ach Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńBardzo piękne zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńA święta spokojnie sobie mijają, dziekuję. :)
Jak duzo tematow - nie wiem, na ktory odpisac :)
OdpowiedzUsuńZdjęcia z Klifu Orłowskiego mają w sobie coś kojącego i mimo Twoich obaw wyszły bardzo estetycznie. Przykro mi słyszeć o gorszym samopoczuciu w święta, mam nadzieję, że ten spacer chociaż trochę pomógł Ci odzyskać spokój. Poruszyłaś też bardzo ważne tematy. Te rady "coacha", o których wspominasz, brzmią rzeczywiście jak próba kontrolowania drugiej osoby, co z prawdziwym partnerstwem nie ma wiele wspólnego. Zgadzam się z Tobą, że fundamentem powinna być przyjaźń i dobrowolna troska o drugą stronę, a nie narzucone zakazy. Smutna jest też Twoja obserwacja dotycząca lekarza, wypalenie zawodowe to obecnie ogromny problem społeczny. Dobrego i spokojnego wieczoru Ci życzę.
OdpowiedzUsuńAchhhhhhhhhh
OdpowiedzUsuńPrzepiękne widoki. Ta cisza i spokój. Chciało by się przenieś w to miejsce :)
OdpowiedzUsuńCóż, z fajnych lekarzy pacjenci wysysają energię jak wampiry. Kontakty z ludźmi to niestety duże obciążenie i gdy się za bardzo chce robić wszystko perfekcyjnie wypalenie jest nieuniknione, szczególnie gdy lgną do człowieka osoby roszczeniowe (a do dobrych, współczujących zazwyczaj lgną, ponieważ otrzymują u nich nagrodę za swoje zachowanie).
OdpowiedzUsuńJeśli dwoje ludzi oboje decyduje się na zrywanie kontaktów ze znajomymi to ich decyzja. Z drugiej strony, informowanie drugiej strony o własnych oczekiwaniach na samym początku też jest dobre, przynajmniej nie traci się czasu na duże pomyłki.
Piękne widoki! Tyle ślicznych zdjęć narobiłaś, że ja chyba co jakiś czas bym sobie dała na nagłówek inne, dla odmiany ;)
OdpowiedzUsuńWypalenie zawodowe to trudny temat, ale po sobie widzę, że to zależy od wielu czynników. Pracuję w aptece i też bywa różnie. Człowiek niby się stara być zawsze sympatyczny i profesjonalny, pomocny dla pacjenta, ale wystarczy, że sama źle się czuję albo mam kilka trudnych sytuacji pod rząd i jak bym się nie starała, to ten cały entuzjazm opada. Na drugi dzień energia jakoś wraca.. zwłaszcza kiedy po prostu spotka się życzliwą osobę :) Nie trzeba wiele. Wystarczy uśmiech, jakieś drobne miłe słowo. Jedna pani, stała pacjentka, wczoraj powiedziała mi, że bardzo lubi do mnie przychodzić - od razu cały dzień milszy :)
Co do relacji w związkach to powiem może krótko ze swojego doświadczenia: oboje jesteśmy introwertykami, poznałam mojego męża zarzekając się, że wolę być sama :D Ale tak się dobrze zgraliśmy, to było już widoczne praktycznie od pierwszej rozmowy. Przyjaźń w związku to podstawa. Zgadzam się z tym, że związki oparte na szczerej przyjaźni są bardziej trwałe i stabilne. Jakoś z czasem tak naturalnie wyszło, że pewne znajomości się wykruszyły, odkąd byliśmy razem. Częściej spotykaliśmy się ze wspólnymi znajomymi, choć nikt nikomu nic nie zabraniał. Myślę, że to kwestia zgrania się z tą drugą osobą i szczerości - zawsze można spróbować dojść do jakiegoś kompromisu.
Ladne widoki, morze jest bardzo fotogeniczne :)
OdpowiedzUsuń