Czasem diagnostyka determinuje do wycieczek, czasem mniejszych np po mieście, a czasem tych dalszych. Długie oczekiwanie na pomoc medyczną może być niekorzystne dlatego im szybciej sprawa sie wyjaśni tym lepiej. Pozostaje nadzieja że spotkanie z medykiem okaże się owocne, a specjalista okaże sie dobry w temacie z którym przychodzimy. Ja ubiegłym tygodniu pojechałam do małej miejscowości nieopodal Staroardu Gdańskiego która zdaje sie być tak mało istotna że ani jakdojade ani epodróżnik niczego mi nie podpowiedziały w kwestii jak trafić... na szczęście pani w rejestracji udzieliła mi informacji, te skrzętnie zanotowałam. Gdy nadszedł ten (no bałam sie wizyty u tego specjalisty) dzień ruszyłam w podróż uzbrojona w butelkę z napojem. Znając moje "szczęście" ruszyłam wcześniej, tak aby dać sobie czas na zwiedzanie, a w razie czego zdążyć na umówioną wizytę.
Wysiadłam i postanowiłam przejść sie na rynek, deptak czy jak to tam. Po drodze zajrzałam do cukierni, w ofercie mieli także napoje, sery, wędliny. Pewno taniej niż w pobliskim płazie. Po drodze weszłam do fryzjera podciąć moje włosy. Na rynku jakoś nie uświadczyłam zachwytu. W apce Rossmann zdmuchnęłam pianę i coś tam było - nie pamięam co ale poszłam do sklepu. Młoda ekspedientka uznała pogaduszki z koleżanką za ważniejsze niż obsłużenie klientki. Jak już koleżanka poszła, pracownica przywitała się. Gdy zaczęła skanować kobieta powedziała że jej jest tylko ten jeden prdukt, w odpowiedzi usłyszała od markizy sklepowej że musi coś dokończyć. Nie wiem jak tamta pani ale ja dałam sobie spokój z zakupami w tym sklepie.
Wizyta u medyka nie należała do najmilszych, ale nie było tak źle. Lekarz zapoponował mi badanie i do tego musiałabym się przygotować. Wytyczne dostałam w rejestracji, podobnie jak termin.
Wysiadłam na rynku
Okazało sie że na dworcu nie ma kas biletowych, znaczy były ale pozostała karteczka z informacją o likwidacji... Był biletomat gdzie można płacić ale bezgotówkowo. No nie podoba mi sie ten kierunek: zamiast człowieka maszyny, zamiast gotówki... no nie fajne to to, no nie podoba mi się!
Do domu wróciłam szczęśliwie z terminem wizty i zaleceniami do badania. Z jednej strony sie boje bo nic przyjemnego, z drugiej strony fajnie że należę do gatunku który pomaga słabszym, że żyję w kraju w którym jakiś tam dostęp do usłóg medycznych jeszcze mam. Fajnie że mogę korzystać z wiedzy i doświadczenia (oby) mądrzejszych i bardziej kompetentnych ludzi.
Miłego dnia!







Podziwiam to, jak potrafisz zamienić stresujący dzień związany z wizytą u lekarza w uważną, nieszczepiącą się schematami wycieczkę i okazję do odkrywania mniejszych miejsc. Małe miejscowości potrafią zaskoczyć logistycznie, ale też urokliwymi detalami, jak lokalna piekarnia czy chwila z lodem na rynku. Zupełnie rozumiem ten niesmak związany z bezduszną obsługą czy znikającymi kasami biletowymi, bo czasem brakuje tego ludzkiego pierwiastka w codziennych sprawach. Najważniejsze jednak, że sprawa ruszyła do przodu, termin jest, a Ty potrafiłaś dostrzec jasne strony i po prostu być tu i teraz. Trzymam kciuki za przygotowania do badania i żeby specjaliści, na których trafiasz, faktycznie okazali się właściwymi osobami na właściwym miejscu.
OdpowiedzUsuń