Może tuż obok to seria opowiadań, zdarzenia tu opisane są prawdziwe. Zmieniam jedynie szczegóły tak aby utrudnić identyfikacje, wyjątkiem są sprawy, osoby powszechnie znane. Zapraszam.
Każdy (chyba) robi zakupy, na taki pomysł wpadła Donata. Czterdziestolatka wybrała się do centrum handlowego, tam błądziła po alejkach by zlokalizować interesujące ją sklepy. W pewnym momencie nabrała ochoty by się czegoś napić, w tym celu wybrała się do spożywczego, znanej sieci. Wybrała napój, następnie podeszła do czytnika, ten nie działał więc udała się do kasy z zapytaniem o cenę. Niestety produkt okazał się droższy niż przewidywała więc zrezygnowała z zakupu. Wróciła do półki skąd wzięła butelkę najtańszej mineralnej i poszła do kasy gdzie uiściła należność. Po ugaszeniu pragnienia wróciła do kasy by oddać butelkę i uzyskać zwrot kaucji. Ekspedientka gdzieś biegnąc rzuciła: "za chwilę". Pani wróciła z rosłym mężczyzna który zagrodził drogę klientce. Sprzedawczyni zażądała okazanie wnętrza torebki bo: "chcę wiedzieć czy pani czegoś nie wzięła". Gdy Donata zapytała o podstawę usłyszała że pracownica sklepu ma prawo sprawdzić. Przytłoczona bohaterka wpisu otworzyła torebkę i wyciągała jej zawartość co mogli obserwować klienci dalej stojący w kolejce. Były przeprosiny ale i uczucie upokorzenia. Donata czując złość, upokorzenie i poczucie krzywdy poszła do przełożonej, opowiedziała co sie stało, została wezwana jej podwładna na pytanie o podstawę podejrzeń niczego konkretnego nie usłyszała, były przeprosiny. Jednak poczucie krzywdy determinowało Donatę do zgłoszenia sprawę wyżej, usłyszała przeprosiny i obietnicę wyjaśnienia sprawy. Wiadomość nadeszła szybko: przeprosiny informacja o tym że sytuacja zdarzyć się nie powinna, potwierdzenie że pracownica została ukarana surową karą administracyjną i oczywiście jeśli Donata będzie dalej ich klientką prośba o zgłoszenie się gdzie czeka na nią coś miłego.
Dla jednych właściwie nic sie nie stało, dla kogoś innego taka sytuacja mieć miejsca nie powinna. Pozostaje pytanie czy jako klient mamy czuć sie jak potencjalny złodziej z możliwością zatrzymania w celu udowodnienia swojej niewinności?

Wydaje mi się, że jeśli była w galerii, to tam są bramki, więc to powinno wystarczyć. A jeśli pracownica nie ufa klientce, to przed wyjściem powinna ją wyprosić, żeby zaczekała przed sklepem, a nie przeglądać jej torebkę. Ile razy mi zapiszczało przy wyjściu ze sklepu i nikt mnie nie przeszukiwał. Też bym poskarżyła w takiej sytuacji.
OdpowiedzUsuńBardzo wymowna historia, która trafnie punktuje brak szacunku do drugiego człowieka w imię procedur. To ważne, że bohaterka nie pozostała bierna, ponieważ milczenie w takich chwilach staje się cichym przyzwoleniem na podobne praktyki.
OdpowiedzUsuńRaz byłam w podobnej sytuacji, kazano mi otworzyć przy wszystkich torbę, jednak tego nie zrobili, bo powołałam się na aspekt, że nawet ochrona sklepu nie może zaglądać bez mojego pozwolenia, trzeba czekać na funkcjonariuszy policji. Nie miałam nic do ukrycia, ale nie podobało mi się podejście personelu sklepu, zaborcze, wręcz agresywne. W opisanej historii żal mi pracownicy, sklep wymaga od niej interwencji, ale jak widać, nie nauczył jej zasad postępowania, została ukarana, a tak naprawdę ukarany powinien zostać kierownik sklepu. Izabela Bookendorfina
OdpowiedzUsuńPrzeszukać może chyba tylko policja. To na pewno było traumatyczne doświadczenie.
OdpowiedzUsuńNie bardzo rozumiem tę historię, Donata wróciła do sklepu po wypiciu wody, czy chodziła po sklepie pijąc wodę?
OdpowiedzUsuńBardzo kontrowersyjna przygoda. Na pewno zostawi to u tej kobiety nie miłe wspomnienia.
OdpowiedzUsuńCiekawa historia - wspaniale obserwujesz :)
OdpowiedzUsuń„To, co pisze życie, często przebija wyobraźnię pisarzy. Zapowiedź prawdziwych historii sprawia, że czyta się je z zupełnie innym zaangażowaniem”.
OdpowiedzUsuńNa pewno było to traumatyczne przezycie.
OdpowiedzUsuńMogę tylko współczuć.. Aż nie wiem jak to skomentować :( Kiedy zostawiłam kartę płatniczą w jednym znanym "sklepie z owadem" i wróciłam po kilku minutach, nikt nic nie wiedział, ani nawet nie zaproponował mi żadnej pomocy. Całe szczęście, że kartę od razu zablokowałam i nic nie zginęło..
OdpowiedzUsuńWitaj, to smutna historia, przeprosiny były dopiero jak klientka zgłosiła sprawę przełożonej, dziś kultura, empatia i zwykła życzliwość jest na wagę złota
OdpowiedzUsuńTwój Blog jest dla mnie ciekawy i będę zaglądać
pozdrawiam serdecznie
Takie sytuacje zawsze są krępujące dla "przeszukiwanego". Podobnie czułam się, gdy musiałam otworzyć cały bagaż na lotnisku, a obsługa skrupulatnie wszystko sprawdzała.
OdpowiedzUsuńNiestety, złe doświadczenia pracowników sklepów odbijają się potem na uczciwych klientach.
OdpowiedzUsuńTakie historie się zdarzają i są niby łatwe, a okazują się być trudne.
OdpowiedzUsuńkażdy może się pomylić ... czasem ktoś może nam się wydać podejrzany, bo mamy jakieś wcześniejsze nie najlepsze doświadczenie. Uważam, że jeśli nie mamy nic na sumieniu - nie powinna nas taka sytuacja wyprowadzać z równowagi
OdpowiedzUsuń