Miałam nie pisać, ale jest to mój blog i postanowiłam zagospodarować nieco miejsca i ulać złość swoją. Złość, przeplata się z dołem. Moim ulubieńcem jest Snickers, ten baton z orzechami, karmelem czekoladą i czymś tam jeszcze. Glikemię podnosi w kosmos a ja potrafiłam z siedem takich. W owadzie jest promka na nie. W komentarzu ktoś pytał czym "lubię słodycze" różni się od uzależnienia. Uzależnienie to regulowanie emocji, jest silna chęć (wstawić dowolne alko, sex, papierosy, zakupy) u mnie są to słodycze. Osoba uzależniona czuje silną chęć a gdy nie dostarczy tego od czego jest uzależniona wychodzą emocje i jest to właśnie ten problem który maskuje. Ktoś kto lubi słodycze może nie zjeść i nic sie nie dzieje. U mnie może pojawić się napięcie, smutek, złość. Pamiętam jak z Ł@ rok temu siedzieliśmy w pokoju. Mocno mnie zdenerwował, na stole było ciacho, nie miałam na nie ochoty, ale złość była tak duża że chciałam się jej pozbyć. Chciałam odwlekać i poprzyglądać się emocjom, no miłe to nie było. Ciastko jadłam, nie sprawiało mi to przyjemności. To tak jak masz na wykresie wartości ujemne i równasz do zera albo ciut powyżej. Ciacho zjedzone, złości nie czułam. Jasne, czasem mam ochotę zjeść coś słodkiego, ale w moim życiu słodycze pełnią rolę regulatora emocji. Specjalistką od uzależnień nie jestem, napisałam o sobie. Ktoś kto lubi nie będzie potrzebował coraz większej dawki, jak zaniecha praktyk to nic sie nie stanie. U uzależnionej osoby pojawią się emocje. Kolejna sprawa to sytuacja gdy uzależnienie powoduje problemy, osoba ponosi koszty np alkoholika wyrzucą z pracy, żona odchodzi, dzieci znać nie chcą, marskość wątroby.... a on dalej... Od kiedy to już jest uzależnienie? Oto dobre pytanie. Wszystko ma swój kres, zwany "osobistym dnem". Dla jednego będzie to obserwacja że coś wymyka sie spod kontroli, dla kogoś choroba będąca powikłaniem a dla innej persony deska grobowa. Sprawa indywidualna. Po osiągnięciu osobistego dna (nie zawsze) coś z tym robi np idzie na terapie, po pomoc, inni po prostu odstawiają. Takie odstawienie bez specjalistycznej pomocy zwie się w przypadku alkoholików "dupo ściskiem". Zapewne od emocji z którymi zmaga się sam(a). Co do alkoholików są grupy wsparcia AA (anonimowi alkoholicy) gupy dwunastokrokowe pracujące w oparciu o 12 krokow aa. Inne grupy np seksoholicy SLAA (Wspólnota Anonimowych Uzależnionych od Seksu i Miłości SLAA) zapożyczają te wyżej wspomniane 12 kroków. Zarówno w przypadku korzystania z pomocy jak i radzeniu sobie samemu jest prawdopodobny powrót do nałogu. Sprawa indywidualna czy i kiedy osoba uzależniona porzuci szkodliwe substancje, zachowania (uzależnienie behawioralne czyli od zachowań np hazard, sex). Nie wiem co jeszcze mogę dodać.
Teraz inna sprawa. zacznę od początku, mam skierowanie do przychodni, dzwoniłam ale mimo półgodzinnego oczekiwania nic nawet nie drgnęło. Postanowiłam zadzwonić na infolinię, pani była nie miła nie podobało się jej że skierowanie nie jest świeże. Wyznaczyła termin wizyty, dostałam sms z przypomnieniem. Na wizytę się stawiłam. W rejestracji dostałam kartę i z nią miałam czekać od pokojem 108. Polska uczona łaskawa była przede mną (w mojej godzinie wizyty) przyjąć przedstawicielki handlowe, potem mamę z małym dzieckiem (miała wizytę po mnie), na samym końcu jak już nikogo nie było powiedziała że mam czekać na dzwonek wtedy mogę wejść do gabinetu. A ponoć osoby niepełnosprawne przyjmowane są po za kolejnością. Gdy zapaliło sie zielone światełko przy drzwiach poszłam do gabinetu, wchodzę. Na przeciwko biurka lekarki nie było krzesełka dla pacjenta, dziwne, pierwszy raz sie z tym spotkałam. Pani doktor nauk medycznych kazała mi usiąść na kozetce, oczywiście papier był już po kimś więc rozwinęłąm tak bym mogła na świeżym usiąść, pani wspmniała że przed chwilą zmieniała, jakby tak było to by nie był pognieciony.... no. Na wizycie dowiedziałam się: cytuję lekarkę "to nie tutaj", pani wybiegła z gabinetu w kierunku rejestracji. W rejestracji panie krzyczały na mnie, pytam czy jest toaleta pani nie udzieliła mi informacji więc odeszłam. Nie było normalnej ozmowy, wytłumaczenia, były krzyki. Odeszłam zapytałam pacjentkę która mi pkazała gdzie jest wc. Gdy wyszłam z toalety panie z rejestracji kontynuowały awanturę, jedna była normalna więc z nią chciałam rozmawiać. Ciężko o to gdy druga krzyczy. Uważam że nikt nie zasługuje na takie traktowanie! Nikt tu nie wykazał minimum kultury, dobrej woli. Jeśli to poradnia dla osób już zdiagnozowanych to można już było w rejestracji to zweryfikować, jak lekarka na korytarzu zapytała mnie czy mam wyniki, ja odpowiedziałam że nie mam (podczas rejestracji na infolinii mi nikt o tym nie powiedział, co prawda mam z innej przychodni ale na apke nie mogę sie zalogować, wyniki mam ujemne.). Niby mam sie zgłosić w inny dzień bo w ramach jakiejś fundacji.... ale ja już nie chcę tam iść! Niby sie mówi by sie badać, diagnozować, ale tutaj doświadczyłam takiego lekceważenia, braku szacunku.... Ja wiem nie jestem chora i mało prawdopodobne by mi coś wykazało ale osoba z taką diagnozą, zapewne w kryzysie bo to jest tragedia wydawałoby się że zasługuje na bardziej empatyczne podejście. Każdy człowiek udający się po pomoc powinien być traktowany z poszanowaniem, kulturą osobistą, widzę że zarówno lekarka jak i panie w rejestracji nie mają najlepszego podejścia do pacjenta. Sama byłam rejestratorką starałam sie mimo przeciążenia, zmęczenia traktować innych z szacunkiem.
Mam nie zrealizowane skierowanie, czas nerwy stracone. Aha i 20 złotych mniej. Chciałam kupić bilet na autobus w biletomacie (nie ma kiosków, tylko urządzenie bo kierowca nie sprzedaje biletów). Ustrojstwo nie wydało mi biletu ale dwudziestozłotowy banknot sobie zachowało. Dzwoniłam na infolinię reklamacja zgłoszona, ale nerwy stres... no mogłam mandat dostać bo gdzie miałam bilet kupić. Okropny dzień, był, na szczęście sie skończył. Co ciekawego w kontekście mojego uzależnienia to to że poszło tym razem w nie jedzenie. Niby też źle bo leki na pusty żołądek to nie jest dobry pomysł, a czasem tak ciężko sie zmusić, zwłaszcza gdy mdli ze złości. Jak tu po takich perypetiach przejść bezemocjonalnie... ponoć są tacy co potrafią....


Bardzo mi przykro, że zostałaś tak potraktowana i że szlag cię trafił.
OdpowiedzUsuńżyczę ci smacznego snickersa
Czasem zdarzają się gorsze dni, wliczone w naturalny bieg życia, szkoda tylko, że tak lubią się kumulować.
UsuńTo był trudny dzień...
UsuńTa kumulacja gorszych zdarzeń przytłacza...
UsuńAle zdarzają się zagęszczenia dobrych, kiedy w zasadzie jakbyśmy nie dostrzegali, że coś nam służy, wprawia w dobry nastrój, sprawia, że chce się żyć. :)
UsuńSerdecznie Ci współczuję tego, co przechodzisz. Stres to najgorsza zaraza, trzymaj się ❤️
OdpowiedzUsuńStres sam w sobie może i nie, ale co za dużo...
UsuńDziękuję Ci za ten post i za ogromną szczerość, zwłaszcza w pierwszej części o regulowaniu emocji jedzeniem. Bardzo trafnie i dojrzałe opisałaś mechanizm uzależnienia i różnicę między zwykłym lubieniem słodyczy a próbą wyciszenia napięcia. To wymaga wielkiej samoświadomości, żeby tak bez owijania w bawełnę przyjrzeć się swoim reakcjom.
OdpowiedzUsuńSytuacji z przychodni i biletomatu po prostu współczuję. Taki skumulowany brak empatii, szacunku i zwykłej ludzkiej życzliwości ze strony placówki medycznej potrafi podciąć skrzydła i wywołać ogromną złość. Masz pełne prawo tak się czuć, bo nikt nie powinien być w ten sposób traktowany. Dobrze, że ten dzień już za Tobą. Trzymaj się ciepło i daj sobie teraz tyle wyrozumiałości, ile tylko potrzebujesz.
Mówi sie o alkoholizmie że to choroba emocji, jak każde uzależnienie. Mimo że temat głębszy to może te moje wypociny komuś coś rozjaśnią, mam nadzieje. Co do przychodni to poraża brak elementarnej kultury w takim miejscu poraża, ja to tam jeszcze spoko ale inni to w kryzysie pewno....
UsuńI masz rację. Mówi się o różnych uzależnieniach, ale zbyt mało o uzależnieniach od cukru/słodyczy. To na prawde poważna sprawa, a jest bagatelizowana
UsuńBardzo dokładnie rozwiałaś moje wątpliwości- dziękuję.
OdpowiedzUsuńOgromnie Ci współczuję. Nikt nie powinien być tak potraktowany i nic nie usprawiedliwia takich zachowań służby zdrowia, która niejako z obowiązku winna być empatyczna. Jesteś bardzo dzielna. Konsekwentnie szukaj dla siebie pomocy. Trzymam kciuki, żeby się powiodło.
Niestety, nasza służba zdrowia pozostawia wiele do życzenia, z perspektywy czasu, kilku dziesięcioleci, widzę, że jest coraz gorzej w obsłudze pacjenta, chociaż zdarzają się i pozytywne niespodzianki.
UsuńBBM ciesze się że pomogłam. Zgadzam się że nikt nie pwinien być tak potraktowany, ale cóż kultura osobista jest im obca.
UsuńPamiętam sama miałam okazję obsługiwać pacjentów i akurat my odnosiliśmy się z szacunkiem do pacjentów, oni różnie. Czasem dziękowali i przynosili słodycze w podziękowaniu.
UsuńOdnoszę wrażenie, że o empatię w obecnych czasach trudno. A tu jeszcze taka sytuacja w służbie zdrowia!
UsuńDla mnie uzależnienie zaczyna się od momentu, kiedy brakuje kontroli nad ilością, wewnętrzny mus, któremu nie można się oprzeć.
OdpowiedzUsuńUtrata kontroli, oj tak ilość, częstość....
UsuńLubiłam batony typu snickers ale od kiedy noszę aparat niestety unikam. Są trochę za twarde.
OdpowiedzUsuńRozumiem....
UsuńKiedyś mogłam kilka marsów zjeść, teraz wydają mi się za słodkie, podobnie jak nutella, już mnie do nich nie ciągnie. :)
UsuńOdkąd mieszkam w BE zapomniałam już, że takie sceny mogą się zdarzać w służbie zdrowia... Okropność! Też bym raczej drugi raz nie poszła w takie miejsce. Choć i tutaj się mi zdarza (szczególnie w kwestii mojej onkolog) być zlekceważonym totalnie, ale przynajmniej nikt do nikogo ryja nie drze, bo to dla mnie było by najgorsze... Wiem jednak jak to jest szukać , porady, pomocy, a przede wszystim zrozumienia problemu i nie móc trafić na właściwe miejsce tylko chodzić od Kajfasza do Annasza i ciągle się gdzieś dobijać, czekać, znowu szukać na własną rękę, znowu się dowbijać...
OdpowiedzUsuńonkolog... oj współczuję problemów ze zdrowiem, lekceważenie jeszcze w takim miejscu.... skandal!
UsuńA myślałam, że urzędnicy/czki wszelkich urzędów, także szpitali, zdołali się ucywilizować. Przykro mi, że spotkały Cię takie rzeczy.
OdpowiedzUsuńNo niestety oni maja problemy ze sobą, jak widać ;/
UsuńEch, no nawet ci, którzy pracują nad sobą, czasem maja dość i kogoś zetną, jak Czerwona Królowa...
OdpowiedzUsuńWspółczuję i sił życzę by znosić, ale i stawiać opór kiedy tzreba. Snickersów juz nie jem odkad skład poleciał w stronę syropów zastępujacych cukier....
czasem nie mam na nic siły...
UsuńWiesz to jest karygodne chociaż u mnie też kiedyś była rejestatorka mądrzejsza od lekarza ,już chyba na emeryturze.Z drugiej strony też pracowałam z klientami ale przy takim podejściu to szef zabrałby mi premie,pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńwidać tam nie muszą sie liczyć z pacjentem... niestety
UsuńZnalazłam to: AI na zadane pytanie : ,, Jak cukier wpływa na kortyzol?Doraźne działanie (krótkoterminowe): Badania naukowe (np. z Puls Medycyny) wykazały, że spożycie sacharozy potrafi zmniejszyć wydzielanie kortyzolu w odpowiedzi na sytuację stresową. Mózg traktuje dostarczenie energii jako sygnał bezpieczeństwa, co hamuje chwilowo oś stresu.Błędne koło (długoterminowe): Gwałtowne skoki i spadki poziomu glukozy we krwi po zjedzeniu słodyczy są z kolei odbierane przez organizm jako kolejny fizjologiczny stresor.Reakcja nadnerczy: Gdy poziom cukru gwałtownie spada, nadnercza uwalniają kortyzol, aby pobudzić wątrobę do uwolnienia glukozy i wyrównać jej poziom. W rezultacie częste sięganie po cukier w celu "uzyskania ulgi" ostatecznie przyczynia się do przewlekle podwyższonego poziomu kortyzolu i zaburzeń metabolicznych...
OdpowiedzUsuńI dalej: ,, Dlaczego warto ograniczać cukier przy stresie?
1.Wahania energii: Cukier powoduje szybki wzrost, a potem nagły spadek glukozy, co nasila uczucie zmęczenia i rozdrażnienia.
2.Ryzyko insulinooporności: Wysoki kortyzol w połączeniu z dietą bogatą w cukry proste drastycznie zwiększa ryzyko cukrzycy typu 2 i otyłości brzusznej.
Jeżeli szukasz sprawdzonych sposobów na radzenie sobie ze stresem, dowiedz się więcej o zaleceniach z ALAB laboratoria lub przeczytaj poradnik przygotowany przez Diagnostyka.,,
Tyle od strony medycznej. Reszta zależy od nas ....50/50% 🥺
ograniczać cukier to wiem, no gdyby to było takie proste... a nie jest...
UsuńTak wiem, bo byłam bulimiczką b.długo.
UsuńWyszukałam zależności i zamieściłam, bo czasem można trafić na ten punkt odbicia, który sprawi, że człowiek bierze się za siebie
W zasadzie badania cukru też trzeba by było zrobić, żeby wykluczyć , że to zapotrzebowanie na słodkie nie jest spowodowane chorobą. A sięganie po słodkie w stresie- jest dodatkiem do zaburzeń cukrzycowych.
Gdy wykluczy się powyższe- wtedy zależność od czynników stresogennych będzie pewnikiem.
Odzwyczaiłam się od uzależnienia od słodyczy z czego się bardzo cieszę
OdpowiedzUsuńi jestem z siebie dumna.
Pozdrawiam serdecznie :)
Brawo!
UsuńBardzo osobisty post; chyba za dużo tych "przeciw" i się przelało.
OdpowiedzUsuńKażdy ma własną reakcję na stres. Jedni zajadają emocje, inni ( ja) nie mogą nic przełknąć. Przez wiele lat paliłam i to papierosy pomagały mi przetrwać wszystko co najgorsze.
Musiałam je mieć i już.
Rozumiem Twoje uzależnienie i wiem, że wyjście nie jest łatwe i żadne tłumaczenie o szkodliwości nie działa.
Gdybym pracowała, paliłabym dalej.
Odstawiłam z nadzieją, że dam radę i się udało. Dużą pomocą jest spokojna głowa i to ona jest najważniejsza.
Myślę, że Ty też dasz radę. Trzymam kciuki!
Przychodnie, a szczególnie rejestracje, to jakiś koszmar. Mam wrażenie, że tej arogancji, to uczą na specjalnych kursach. Nie ma rozmowy, nie ma odpowiedzi, tylko atak, irytacja i byle się pozbyć:(
Zdrowia, siły i wytrwałości życzę!!!
U mnie czasem też idzie w nie jedzenie, np w szpitalu w Hajnówce. Nie wiem od czego to zależy.
UsuńBo uzależnienie to emocje i racjonalizacja to nie wszystko, wiedza to podstawa ale nie gwarant sukcesu.
Ja większość życia jem słodkie...Rejestracja to dla obu stron żadna przyjemność... mam doświadczenie bycia po drugiej stronie... Sporo zależy od osoby i stopnia znerwicowania... ludzie bywają różni... pamętam z przychodni obok przychodziła pielęgniarka bo ta druga pielęgnarka co z ną pracuje była tak znerwicowana że przychodziła do nas ochłonąć...
Lubie lody Snickersy, ale juz dawno nie jadlam :)
OdpowiedzUsuńJa batony najbardziej, słodki i słony- mniam!
UsuńJa sobie lubię podjadać słodycze, ale chyba mam umiar. Jak każde uzależnienie jest straszne i trudno je wyleczyć. Ludzie to już w ogóle nie mają szacunku do drugiej osoby.
OdpowiedzUsuńTo prawda że uzależnienie to ciężki temat
UsuńAle to przyjmowanie poza kolejnością dotyczy chyba tylko osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńOsoba ze stopniem znacznym nie musiała mieć skierowania i rejestrowaliśmy na szybki termin wizyty, o ile sie coś nie zmieniło.
UsuńBardzo to przykre co Cię spotyka. Nie powinno tak być. Służba zdrowia zamiast się poprawiać, to usilnie pracuje nad tym, żeby nas zniechęcić do korzystania z tych usług, do których mamy przecież prawo...
OdpowiedzUsuńZe słodyczami nigdy nie miałam problemu i nie mam, dlatego życzę dużo silnej woli byś mogła sobie z tym uzależnieniem poradzić.
Brak kultury u lekarki i rejestratorek w tamtej przychodni to jedno... ale są różne miejsca ludzie... bardziej cywilizowani też. Ja pamiętam sama byłam w rejestracji. Dostawałyśmy podziękowania i upominki od pacjentów, to było miłe. Oczywiście awanturnicy też byli. Zarówno pacjenci jak i ...
UsuńOsoby niepełnosprawne poza kolejnością? Ale chyba tylko te z najwyższym stopniem?
OdpowiedzUsuńNie no było że osoby niepełnosprawne po za kolejnością, są w marketach kasy pierwszeństwa, na poczcie... Inna sprawa jak to w praktyce wygląda. Osoba ze stopniem znacznym nie musiała mieć skierowania i na szybki termin wizyty, o ile sie coś nie zmieniło.
UsuńAle miałaś naprawdę pechowy dzień… Najbardziej przykre jest chyba to, jak zostałaś potraktowana w przychodni – nawet jeśli coś poszło nie tak, można przecież wszystko wyjaśnić spokojnie i z odrobiną zwykłej ludzkiej życzliwości. Dobrze, że ten dzień już się skończył i mam nadzieję, że kolejne będą zdecydowanie spokojniejsze. Trzymaj się!
OdpowiedzUsuńNerwowy dzień . :/ oby jutro już tak nie było . Mnie automat też wykurzają
OdpowiedzUsuńBardzo Ci współczuję. Takie nieuprzejme traktowanie w rejestracji tylko potęguje ten dyskomfort i nie powinno mieć miejsca.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
To, co napisałaś, to niezwykle trafna, szczera i uderzająco dojrzała definicja mechanizmu uzależnienia. Choć zaznaczyłaś, że nie jesteś specjalistką, opisałaś esencję tego problemu lepiej niż niejeden podręcznik psychologii – dotknęłaś samego rdzenia, czyli regulowania emocji za pomocą substancji lub zachowań.
OdpowiedzUsuńBardzo mi przykro że zostałaś tak potraktowana... Wstyd! I okropieństwo ale nie zrażaj się, proszę ♥️. Koniecznie zadbaj o siebie 😘
OdpowiedzUsuńWitaj, uzależnienie od słodyczy jest trudne do pokonania ale można znaleźć zamienniki np. figi a może ksylitol? A co do kobiety z przychodni, pewnie nie lubi ludzi i nie lubi swojej pracy stąd jej zachowanie, A Ty nie poddawaj się, wytrwałość
OdpowiedzUsuńU mnie właśnie zamienniki pozwalają na wytrwanie bez słodyczy, szczególnie przydatne okazują się morele i orzecchy, oczywiście w odpowiednich ilościach.
UsuńMatko kochana!
OdpowiedzUsuńBardzo Ci współczuję tych trudności i przeżyć!
Nie dość, że przechodzisz swoje, to jeszcze takie kłody pod nogi...
Kochana trzymam mocno kciuki, żeby wszystko Ci się poukładało...
Dbaj o siebie♥️
Ale Ci się tego wszystkiego skumulowało… Czasami naprawdę wystarczy kilka takich sytuacji jedna po drugiej, żeby człowiek miał po prostu dość. Szczególnie przykre jest to, jak zostałaś potraktowana w przychodni. W takich miejscach zwykła ludzka życzliwość i szacunek powinny być czymś oczywistym. Mam nadzieję, że już po tym wszystkim i że kolejne dni przyniosą Ci trochę spokoju.
OdpowiedzUsuńPrzesyłam dużo ciepła i życzę wszystkiego dobrego <3
Nie wiem jak jest teraz w Polsce, ale około 10 lat temu, może więcej, zajadanie się słodyczami, nie było jednostką chorobową. Podchodziło pod kompulsy, ale to nie jest to samo.
OdpowiedzUsuńW innych krajach uzależnienie od słodyczy jest traktowane poważnie i leczone.
Nerwowy czas dla Ciebie. Trzymaj się.
Uzależnienie to uzależnienie, czy od słodyczy, alkoholu i papierosów, by nie przywołać innych używek, złe wzorce dostarczane organizmowi i poważne konsekwencje zdrowotne powinno się leczyć, dobrze, że wzrasta świadomość.
UsuńTo co opisałaś ma sens, po takim traktowaniu w przychodni trudno przejść bez emocji, a sięganie lub niesięganie po słodycze w złości to ciężki wzorzec. Zasługujesz na szacunek u lekarza i na wsparcie
OdpowiedzUsuńUzależnienie od słodyczy bywa naprawdę zgubne i bardzo szkodliwe. Znam człowieka, który małymi krokami z tego wychodzi, ale...takich prób porzucenia tego nałogu miał już wiele. Przypłacił ten cukrowy ciąg ogromną nadwaga, cukrzycą, chorobą serca, stawów i kręgosłupa...Nie jadam takich słodyczy jak Snickers i nigdy nie uzależniłam się od niczego, ale mogę sobie tylko wyobrazić, jak jest trudno się z tego wyplątać.
OdpowiedzUsuńW głowie się nie mieści, bardzo nieprofesjonalne podejście w tej przychodni.
OdpowiedzUsuń