Obserwatorzy

środa, 27 listopada 2013

LWY PRZEZ TRZY LATA KARMIŁY SWOJEGO POBRATYMCA, KTÓRY ZOSTAŁ UWIĘZIONY W SIDŁACH.

Rzecz miała miejsce w Tanzanii, w rodzinie lwów zamieszkujących terytorium Mikumi National Park. Lew wpadł w sidła kłusowników jeszcze jako lwiątko. Prawdopodobnie ciekawski mały kociak wsadził głowę w drucianą obręcz – pułapkę ustawioną na antylopy.
Rannego lwa zauważyli turyści w 2009 roku. Poinformowali o tym pracowników opiekujących się rezerwatem, ale pomimo wszelkich starań – lwa nie udało się wyśledzić, aby mu pomóc.
Z biegiem czasu lew stał się prawdziwym zakładnikiem metalowej obręczy, która coraz głębiej wrastała w jego szyję, skazując zwierzę na śmierć w wyniku uduszenia.
Lwa udało się wyśledzić dopiero w sierpniu 2012 roku, gdy ponownie został zauważony przez turystów. Lew był otoczony przez swoje stado, które przynosiło mu jedzenie. Pracownicy rezerwatu uważają, że stado karmiło lwa przez wszystkie te lata, ponieważ sam z całą pewnością nie był w stanie polować. Było to dla wszystkim dużym zaskoczeniem, gdyż lwy z reguły zabijają słabych i chorych młodych samców.
Wezwani na miejsce weterynarze, po podaniu zastrzyku usypiającego, przeprowadzili skomplikowaną operację w zaimprowizowanym namiocie szpitalnym, wycinając z szyi lwa metalowe pręty. Podczas trwania operacji, pracownicy rezerwatu musieli jeździć jeepami wokół namiotu i odganiać stado lwów, które usiłowało bronić swojego krewniaka.
Lew po operacji został wypuszczony, by mógł dochodzić do siebie w swoim wiernym stadzie. Parę miesięcy później pracownicy rezerwatu ponownie zauważyli lwa, którego blizny prawie całkowicie się zagoiły, a szyja i głowa zaczynała porastać grzywą.



Taka tam historia... Skojarzyła nam się z wydarzeniem w 2006 r., gdy pod szczytem Mount Everestu umierającego Davida Sharpa spokojnie minęło 42 alpinistów, w drodze na szczyt lub z niego schodząc... A ekipa Discovery usiłowała zrobić z umierającym wywiad (nie udało się, bo Sharp już bredził), pstryknęli parę fotek i poszli dalej...

znalezione i skopiowane klik

12 komentarzy:

  1. Okropne sytuacje. Ciekawe czy lew dalej żyje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że z Lwem lepiej skoro jego stan znacznie się poprawił

      Usuń
  2. Czasem zwierzeta wykazuja wiecej "ludzkich odruchow" niz sami ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. czytałam to wczoraj. Aż niemożliwe! ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta "ludzka" "wrażliwość" najbardziej przerażająca: zrobić focie i iść dalej... przypomina mi się to dziecko nad którym czatował sęp. Fotograf wolał zdjęcie zrobić zamiast pomóc jakby nie było przedstawicielowi swojego gatunku....

      Usuń
  4. Jak mogli mu nie pomóc... Mam nadzieję, że będzie z nim wszystko dobrze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie będzie....zmarł 15 maja 2006. Zmarł bo ludzie woleli robić zdjęcia niż wezwać pomoc (nie był w stanie samodzielnie chodzić)....
      Pierwszy zdobywca Everestu sir Edmund Hillary skrytykował decyzję niepodjęcia próby sprowadzenia Sharpa na dół, mówiąc że zostawianie innego wspinacza na pewną śmierć, jak również pożądanie zdobycia szczytu za wszelką cenę są nie do zaakceptowania.

      Usuń
  5. I tu znów nasuwa się myśl, że zwierzęta mają więcej empatii, sympatii i miłości w sercach niż ludzie...

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na giveaway :-* Zgłoszeń jest malutko, a zawsze miło zrobić sobie prezent przed Świętami :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!