Obserwatorzy

sobota, 25 stycznia 2014

Największa jest miłość matki, druga – psa, trzecia – kochanki. – Horacy

Macie swoje zwierzaki? Koty rybki psy? Ja nie mam. No powiedzmy mam w połowie. To znaczy często dostaję pod opiekę psa imieniem Rodo vel Smrodo. 



Media trochę się uwzięły na jego pobratymców i przez stertę mitów jest on spostrzegany. Czy słusznie? Myślę, że nie. Redaktorzy pokroju Doroty Szulc Wojtasik powinni być traktowani z przymrużeniem oka. Wiecie, że mimo wielokrotnych zapytań ze strony czytelników w dalszym ciągu naczelna czterech łap wykazuje ignorancję, ale to tak na marginesie.
Zaczęłam się zastanawiać co daje mi przebywanie z Rodziakiem? Już gdy przychodzi i wita się widzę jak radość nosi go, wiem że bardzo musi nas kochać. Myślę, że czasem jak jest u Pancia to tęskni za nami… mysli co u nas, kto siedzi w fotelu obok mnie? Jak pachnie który kąt? Pierwszy spacer jest wspólny często w zoologu wybieramy smaczki dla pieska, to znaczy Smrodo sobie wybiera – ja reguluję należność. Pierwszy raz gdy go zabrałam był nieco zakłopotany – widocznie nie dostawał smaczków… ale szybko polubił rzwaczki najbardziej – pewnie dlatego że najbardziej śmierdzą. Ostatnio mu kupowałam serduszka wołowe (tak pocięte i ususzone) i też bardzo mu podeszły, mimo, że mniej śmierdzą. Dłuuugi wspólny spacer, łączki gdzie może się wybiegać także z badylami, ale cały czas nas obserwuje – stadko najważniejsze! Dlatego nie oddala się zbyt daleko. Jest bardzo opiekuńczy często sprawdza czy jest komplet, i czy wszystko ok. Kiedyś Robercik – opowiadał – w lesie pośliznął się to jak piesek go podnosił a po wszystkim sprawdzał czy aby na pewno wszystko w porządku… rozczuliło go; co też czasem przytacza z uśmiechem i łezką w oku…
Tego pierwszego bardzo szczególnego dnia nawet ten bokser z za płotu zostaje niemalże nie zauważony, nie wiem jak „hasek” bo akurat nie sprawdzone, ale generalnie radość przysłania „prostactwo” psiego świata Rodo tego dnia jest ponad… wiele…

Gdy wracamy emocje cały czas nie opuszczają pupilka radość jakby unosi go…  pierwszy dzień jest szczególny. Smrodo w brew pozorom to myśliciel: co by zrobić by zająć fotel, niezdarnie wgramolić się następnie wygodnie ułożyć.


Smaczka by się zjadło. Ahhh… i gdzie Robercik schował ten szarpaczek? Z obiadu też by coś było miło dostać, no ale cóż chyba w tym względzie się nie rozumiemy. O czym jeszcze myśli Rodo? A żeby stadko się z nim do łóżka położyło, on najchętniej wśliźnie pod kołderkę i chętny nogi wylizać.
Rano pobudka najlepiej spacerek bo pieskowi tak za długo to nudno, a i do łóżka można wrócić w ciągu dnia... Najgorzej jak ktoś sobie sam gdzieś idzie wówczas psiak nie pocieszony, smutny markotny: stadko powinno się razem trzymać, więc nie trzymanie się Smrodnej koncepcji zasmuca go… objawia się leżeniem przed drzwiami. Dopiero pojawienie się „zguby” wywołuje wielką radość!
Ale wróćmy do tematu: jak uważacie? Czy my jako ludzie możemy się czegoś nauczyć od zwierząt? Jeśli tak to czego? Mi na przykład pokazał, że stadko vel rodzinka ma trzymać się w kupie. Choćby się pancio w czeluści zatracił piesek wyciągnie Pancia, przenigdy go nie zostawi! W końcu musimy dbać o siebie! Systematycznie i uparcie dążyć do swego. Bez względu na wszystko. Aktywność fizyczna i ćwiczenia drogą do ukojenia...Niezwykły spokój jakim emanuje i mnie sie udziela. Myślę że wiele korzystamy przebywając ze zwierzakami pod warunkiem że umiemy zachować zdrowe relacje. Mamy tyle pokory by uniżyć się i czytać, patrzeć słuchać co mają do powiedzenia. On ma zawsze coś do powiedzenia, zawsze swoje zdanie na każdy temat hihi na tym zdjęciu po męczących leśnych szaleństwach sprawdza czy wszyscy sa i wszystko ok. Robi tak co pewien czas. Proszę jaki opiekuńczy!


8 komentarzy:

  1. Kocham psy :) Bardzo tęsknię za moim Demonkiem.. szkoda, że w Londynie nie mam zwierzaka:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Od psow mozna uczyc sie lojalnosci, bezwarunkowej milosci, opiekunczosci. Od suk bezgranicznej milosci macierzynskiej i jasnych zasad wychowywania dzieci, poswiecenia. Gdyby ludzie byli jak psy, nie byloby tyle zla na swiecie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam rybkę :D o psie póki co mogę tylko pomarzyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na pewno jest cudownym psiakiem :) Myślę, że od psów można się wiele nauczyć, przede wszystkim wzajemnego zrozumienia i zaufania :)
    *żwaczki :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdybyśmy tylko chcieli moglibyśmy nauczyć się od psów lojalności i miłości. Kiedyś wyczytałam, że słowo "pies" w języku hebrajskim - kelev - oznacza kochające serce.
    Amstafy to super psiaki. Ostatnio kolega mojej Daszy o mało nie przewrócił swojej pani żeby tylko przywitać się ze swoją koleżanką. To niesamowite jak ten pies potrafi okazywać radość - śmiał się całym swoim wielkim pysiakiem, delikatnie tulił do mojej suni, popiskiwał. To niesamowity widok. On też nie jest obojętny mojej suczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. bylam dzis w sklepie, przed nim przywiazany byl buldog, weszla babcia i mowi OJEJ JAKI STARY PIES!

    OdpowiedzUsuń
  7. Noego znałam tej sentencji, ale muszę ją zapisać. Chyba prawdziwa....

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!