Obserwatorzy

wtorek, 20 maja 2014

Świat Tiny

Fragment zaczerpnięty stąd:


Sara wyjęła klucze i jedną ręką otworzyła trzy zamki, nie budząc córeczki. Jak ciężkie musi być życie takiej matki, pomyślałem. Sama opiekuje się trójką dzieci, prawie bez pieniędzy, tylko sporadyczna, zwykle nudna praca, żadnej dalszej rodziny obok do pomocy. Stałem z siatami w progu, nie chcąc przeszkadzać.
      Możesz je postawić na stole – powiedziała idąc w głąb jednopokojowego mieszkania by położyć niemowlę na materacu pod ścianą. W dwa kroki byłem przy kuchennym stole.
Postawiłem zakupy i rozglądnąłem się po pokoju. Jedna kanapa przed kolorowym telewizorem i mały stolik kawowy z paroma filiżankami i brudnymi naczyniami. Przy stoliku trzy różne krzesła, obok kuchenka, bochen chleba i dzban orzechowego masła. Jeden podwójny  materac na podłodze, koce i poduszki starannie ułożone na jego jednym brzegu. Rozrzucone gazety i ubrania. Na ścianie zdjęcie Martina Luthera Kinga juniora, po jego bokach jaskrawo kolorowe portrety szkolne Tiny i jej brata. Na drugiej ścianie zdjęcie Sary z najmłodszym dzieckiem, lekko pokrzywione. A mieszkaniu ciepło.
      - jeszcze raz dziękuje za odwiezienie – powiedziała Sara stojąc, a ja jeszcze raz zapewniałem, że to żaden kłopot. Chwila była niezręczna.
      - widzę was wszystkich za tydzień – powiedziałem. Tina dygnęła i zaczęła z bratem rozpakowywać siatki. Te dzieci miały o wiele lepsze maniery niż wiele innych, jakie widziałem w o wiele korzystniejszych warunkach: zdawało mi się, że muszą je mieć.
      Droga powrotna odsłoniła mi jeszcze najbiedniejsze z dzielnic Chicago. Czułem się winny, z powodu szczęście, możliwości, zasobów i łask jakie były mi dane, winny za moje wszystkie narzekania, że jestem przepracowany lub nie spotykałem uznania za to czy tamto. Czułem też, że teraz dużo więcej wiem o Tinie. Rosła w świecie całkiem innym id mojego. Te warunki wiązały się w pewien sposób z powodami, dla których musiała mnie odwiedzać.  Nie wiedziałem dokładnie na czym to polega, ale czułem, że jest coś ważnego w sposobie, w jaki środowisko życia uformowało jej emocjonalny, socjalny i fizyczny stan zdrowia.
      Później oczywiście bałem się powiedzieć komukolwiek, że podwiozłem do domu pacjętkę z rodziną. Co więcej, po drodze zatrzymałem się jeszcze pod sklepem, czekałem i pomogłem wnieść zakupy do mieszkania. Ale część mnie nie zważała na to wiedząc że postąpiłem słusznie. Nie pozwala się młodej matce z dwójką dzieci i niemowlęciem wystawać na takim mrozie.
      Odczekawszy dwa tygodnie, opowiedziałem doktorowy Dyrudowi.
      - widziałem jak czekają na autobus. Było strasznie zimno, więc odwiozłem ich do domu. – powiedziałem nerwowo, skanując jego twarz pod kątem reakcji, tak jak Tina wiele razy skanowała moją. Dr Dyrud śmiał się, jak po woli ujawniałem mu pełne rozmiary mojego wykroczenia. Gdy skończyłem klasnął w ręce, składając je i powiedział:
      - wspaniale. Powinniśmy składać wizyty domowe wszystkim naszym pacjentom. – uśmiechnął się i oparł wygodnie plecy. – opowiedz mi o tym więcej.
      Byłem w szoku. Nie niknący uśmiech i wręcz zachwyt na twarzy mojego superwizora zdjął ze mnie dwutygodniowy lęk i poczucie winy. Gdy spytał, czego się dowiedziałem, mogłem stwierdzić, że ta jedna wizyta w małym mieszkaniu powiedziała mi więcej o wyzwaniach, z jakimi mierzy się Tona i jej rodzina, niż mogłem poznać z jakiejkolwiek sesji czy wywiadu.
      Pod koniec pierwszego roku mojego praktykowania jako dziecięcy psychiatra, Sara przeprowadziła się z rodziną znacznie bliżej naszego ośrodka, tylko dwadzieścia minut jazdy jednym autobusem. Wszelkie spóźnienie znikło. Żadnego więcej „oporu”. Spotykaliśmy się dalej raz w tygodniu.

6 komentarzy:

  1. Jestem bardzo ciekawa następnej części. Przyznam, że historia Tiny mnie wciągnęła.
    I mam nadzieję, że u Ciebie lepiej. Trzymam kciuki by wszystko się ułożyło :*

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawa jestem co z tego wynikło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj!
    Potrafisz zaciekawić i trzymać w napięciu...
    Czekam na ciąg dalszy...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!