Mam skierowanie na oddział rehabilitacyjny. Wiem że potrzebuję fizjoterapii więc zadzwoniłam do Zamościa. Niestety mają mniej łóżek z 34 chyba na 16... sporo mniej. Dowiedziałam się że przyjmują jedynie swoich pacjentów. Jest nadzieja ale to raczej latem. Średnia atrakcja być w szpitalu latem.
Byłam w przychodni na wizycie u mojej prowadzącej jak byłam rok temu na rehabilitacji. Pamiętam jak byłam leżąca, a teraz mogę chodzić. Dostałam skierowanie na zabiegi... termin maj 2027. Na szczęście ogarnęłam sobie w innym miejscu na lipiec tego roku. Jeszcze stacjonarna mi została, nie wiem czemu mam taki opór przed szukaniem... może lęk przed tym że będzie gorzej niż tam gdzie byłam w Hajnówce...oj tam się sporo wypłakałam...
Co do jedzenia to szukałam wafelków chałowych tych co jadłam i przyznam się że ciężko znaleźć, podobnie jak salceson... postanowiłam namierzyć szpitalny sklepik, co okazało się nie takie proste. Zaczęłam od wpisania w wyszukiwarkę, no nie była to najlepsza strategia. W historii znalazłam nazwę firmy okazało się że to też nie było takie łatwe, a jednak po nitce do kłębka.... pani jest chętna do sprzedaży pieczonego salcesonu, ale wafelków nie pamięta, nie ma. No szkoda, szkoda. Szukam tych smakołyków bo ochota naszła opuścić nie chce.
W piątek w centrum handlowym, (pech chciał że przed zamknięciem) zauważyłam że nie mam czapki. Budynek musiałam opuścić, bez okrycia głowy niestety. Dzwoniłam na drugi dzień i ciągle zajęte. Wróciłam osobiście w godzinach otwarcia i tak przeszłam się po sklepach w których byłam no i nic. Pan z ochrony mówił by przyjść jak będzie informacja czynna. W jednym sklepie mieli kosz pełen czapek i rękawiczek. Kurcze, tej czapki mi bardzo żal: ciepła, leciutka niczym chmurka, bardzo ją lubiłam i cóż.... pewnie już jej nie odzyskam... wkurza że nie można sie tam dodzwonić, jechać przez ślizgawicę niebezpiecznie...
Wczoraj znów próbowałam się dodzwonić do centrum handlowego ale pewno mają słuchawkę odłożoną, iść osobiście nie można bo taka śluzawica że sie wróciłam z powrotem do domu. Niesamowite by tak niebezpiecznie było, oczywiście alert był, czytałam. No jednak tak być nie może i nie powinno, bo co ludzie nie mają chodzić do pracy, do lekarza, sklepu, urzędu.... bo ślisko - paranoja. Słyszałam że ludzie kończyny mają połamane przez upadki na lodzie. Ja sama w tym roku dwa razy sie wywaliłam mam nadzieje że więcej nie będzie.
Sporo ostatnio o Dodzie i schroniskach. Myślę że to działanie polepszające wizerunek i sposób na zwrócenie na siebie uwagi. Inna sprawa że w dobie tylu instytucji potrzeba artystki by zrobiła pewnego rodzaju akcje by cokolwiek drgnęło, a i tak jest to niewiele. Dramat że niby jest prawo, ochrona zwierząt...

Sama bym chętnie pojadła takich wafelków. A z Dodą to bez względu na intencję, wyszło z korzyścią dla zwierząt. I to jest dla mnie najważniejsze.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście sporo tych niefortunnych zdarzeń naraz, a ta ślizgawica nikomu teraz nie pomaga. Dobrze, że udało Ci się chociaż z tym jednym terminem na lipiec, to zawsze jakiś konkret i krok do przodu.
OdpowiedzUsuńMnie najbardziej wkurza fakt, że najbardziej ślisko jest tam gdzie odśnieżyli. Lepiej by jak w Norwegii zostawiali ten snieg i sypali na niego piaskiem. Bo serio zamiast chodnikami to sie trawnikami przemieszczałam, po sniegu było lepiej. A chodnik niby czarny, stawiasz krok a to okazuje się - lód. I bęc.
OdpowiedzUsuńJa również niestety po trawnikach chodzę, chodniki zupełnie nieprzygotowane do przejścia. Izabela Bookendorfina
UsuńTę wafelki kuszą :) Czapki naprawdę szkoda :( Co do ślizgawicy, też boję się wychodzić, już tyle razy upadłam nawet latem, a mam zaburzenia równowagi :/ Za Dodą nie przepadałam, ale to co robi sprawia, że zaczynam wierzyć w dobro człowieka. Szkoda, że przed nią nikt nie ruszył dupy, żeby zmienić los zwierząt. Tyle ludzi się tak deklaruje, jak to kocha zwierzęta, ale jak przychodzi co do czego, to gówno robią.
OdpowiedzUsuńPrzeraża mnie to, co dzieje się w schroniskach dla zwierząt. Ostatnio czytam, że straszne rzeczy dzieją się w schronisku, które lubiłam dotąd podglądać, tracę zaufanie do ludzi. Izabela Bookendorfina
OdpowiedzUsuńDoda zrobiła dla schroniskowych psów więcej, niż inni, którzy zamiatają to pod dywan. Można Ją lubić lub nie, ale nie można Jej odmówić skuteczności w słusznej sprawie.
OdpowiedzUsuńZa Dodą muzycznie nie przepadam, ale w kwestii zwierząt w miesiąc zrobiła tyle, ile żaden z nas! Brawo za to, bo realnie jest szansa na polepszenie warunków w schroniskach.
OdpowiedzUsuńNo ślisko było, ale jakoś żyć trzeba, wyjść z psem, iść do pracy, chociaż było ciężko....
Akcja Dody uważam, że na plus.
OdpowiedzUsuńCo trochę znajduję na chodniku zgubione rękawiczki, wieszam na widoku, aby właścicieli mogli dostrzec zgubę. Izabela Bookendorfina
OdpowiedzUsuńGubione rękawiczki to bardzo powszechne zjawisko. Wszędzie ich pełno od jesieni.
OdpowiedzUsuń