Smaki, zapachy i inne organoleptyczne doznania są częścią wspomnień. Przypadkowy bodziec potrafi wywołać uczucia, sentyment. W magiczny sposób potrafi przenieść w miejsce, chwile... ciekawe uczcie gdy człowiek siedzi w budynku i w pewnym momencie przykładowo smak potrafi wywołać wspomnienia z dzieciństwa.... Czasem zdarza się zachcianka, bywa że jest tak silna że bliższa jest małej obsesji...
Niby tylko iść do sklepu i kupić, bo wszystko jest. Gdyby tak było nie powstałaby ta notka. Będąc na Podlasiu najbardziej smakowały mi trzy rzeczy: ptasie mleczko produkowane przez jakąś firmę z Białegostoku, hitem był pieczony salceson i wafelki chałwowe. Salceson pieczony którym się zajadałam to smaczna wędlina dobrej jakości: mięsny nie wędzony (jak wyroby które uchodzą za rarytasy a to zdrowe nie jest), był pyszny! Inne województwo więc tego pysznego salcesonu nie kupię, ten który udało mi się nabyć miał się nijak do tego którym nie tylko ja sie zachwycałam.
Mawiają że gdzie ... nie może tam babę pośle. Ptasie mleczko sobie odpuściłam, jednak na salceson i wafelki się uparłam! Jak to pozyskać... marudziłam tutaj na blogu z nadzieją że może ktoś coś, kolejna sprawa dotrzeć do sprzedawcy, ale jak? Po nazwie sklepu próbowałam w wyszukiwarce, niestety te tropy nie doprowadziły mnie do celu. Była jakaś strona wyszukiwarka firm czy coś w ten deseń, dzięki niej zdobyłam namiar. Dzwonię do pana, okazało się że kto inny zarządza sklepikiem. Dzwonię do pani z prośbą o wysyłkę, pani sie zgadza, umawiamy się na telefon po dostawie. Radość, ślinka cieknie... Cieszyłam się nadzieją na salceson bez nadziei na wafelki, tu nawet się o producencie nie dowiedziałam. Podczas rozmowy dowiaduję sie że pani nie przyśle mi wędliny ani łakoci, bo to dla niej problem. Spoko, po co sie zgadzała nie wiem, no cóż. W necie szukałam wafelków chałwowych i nic, pytałam , prosiłam po sklepach ze jeśli byłaby możliwość to chętnie kupię. No nic to nie dało, no zwyczajnie nic! W sklepach pytali o producenta, jeden nawet "znafffca" powiedział że nie ma już ich i nie będzie. Chyba w jego sklepie - pomyślałam z niedowierzaniem. Pewnego dnia weszłam do sklepiku niepozorny bo monopolowy, to co ich wyróżnia to to że mają łakocie ale fajne, ciekawsze takie. O wafelkach chałwowych mówiłam nawet samej właścicielce, wspominałam ekspedientkom ale to na nic sie zdało. Podczas rozglądania się po ofercie łakoci na wagę, coś kartonik wydał mi się znajomy... co prawda nie było tam wafelków ale zrobiłam zdjęcie z namiarem na producenta. Wrzucam w neta, przeglądam... Bingo!
Trochę szkoda że mimo nazwy bardziej smakują kokosem (smuteczek bo to niestety nie ten sam smak)




Niesamowite, jak zapachy i smaki potrafią nas prowadzić przez wspomnienia i przenosić w czasie. Podziwiam twoją determinację w tych poszukiwaniach, bo większość z nas pewnie poddałaby się już na samym początku. To prawda, że takie małe rzeczy cieszą najbardziej, zwłaszcza gdy wiążą się z konkretnymi chwilami z dzieciństwa.
OdpowiedzUsuń