Obserwatorzy

niedziela, 14 lipca 2013

Homo homini lupus - Człowiek człowiekowi wilkiem

Najlepiej patrzeć na czubek własnego nosa i iść przed siebie. Tak robi wielu. Na przykład w mojej rodzinie nie ma czegoś takiego jak pomoc, w ogóle nie utrzymujemy ze sobą kontaktów. Choćby ktoś zdychał pod płotem nikt nie wyciągnie do niego ręki, nie zainteresuje się. Była taka sytuacja: kuzyn alkoholik brudny, czerwony na twarzy żebrał na ulicy… na pogrzebie zebrała się rodzina (pogrzeby, śluby są to jedyne okazje do spotkań rodzinnych, wymiany informacji, że o komuś się dziecko urodziło ma już tyle a tyle, kto co robi itd.). NA twarzach nie widziałam smutku, łez: przecież to młody człowiek zmarł! Pytano o moje łzy ze zdziwieniem. A jedyny komentarz tego co się stało: „zawiedliśmy go w miłości”.
Życie mnie nauczyło, że jeśli ktoś do mnie przychodzi jest miły to na pewno chce mnie oszukać, wykorzystać, a szeroko rozumiane pojęcie rodziny mojej się nie tyczy. Jestem pewna, że ręki nie poda mi nikt!
Nie mogę pojąć jak można stawać ślepo za kimś kto czyni źle choćby to był brat…
(H@ ma brata r@ który krzywdził synka. Po latach od niego odeszła żona po latach męki. R@ uchyla się od płacenia alimentów, szczyci się, jak zdradzał żonę której zarzuca, że go oszukała, odbierając dzieci. Jednak na dzieci nie łoży nic nie robi w kierunku nawiązania kontaktu z tymi dziećmi. Po co krokodyle łzy? Jako narzędzie manipulacji). To co matce nie należą się pieniądze na dzieci (w tym jedno autystyczne) – zapytałam?
- to są jej dzieci – usłyszałam odpowiedź od h@. dziwne, bo h@ jest gorliwą katoliczką skrupulatnie czytającą KATolickie publikacje. Na FB zamieszcza same „pobożne materiały”. Dosłownie święta. A czy świętej wypada stawać po stronie brata wyżej opisanego „ojca dzieci”? czy godzi się wywalać na bruk kobietę z dziećmi i kwitować „dobrze, ze wróciła na wiochę skąd przyszła”. Wiecie co? Jako dziecko widząc te postawy, i dziś tylko utwierdzam się w przekonaniu, że nie chcę mieć nic wspólnego z ich kościołem do którego chodzą tacy „wspaniali ludzie”.
R@ wyjeżdża za granice do pracy tam przepuszcza pieniądze korzystając z życia, a później opowiada nie stworzone historie na temat jaki to on pokrzywdzony: żona dzieci zabrała, za granicą go okradli, oszukali… dziwne, dlaczego nie szuka kontaktu z dziećmi: nie dzwoni, nie pisze do nich, nie odwiedza. Był mocno zdziwiony że pytam…
    Polacy siebie nie lubią w kraju i tym bardziej żyjąc za granicą. Polak polakowi chętniej zaszkodzi niż pomoże. Tyle lat niedoli, wojen, grabieży trwającej do dziś… rosnący dług publiczny, i politycy którzy twierdzą, że udało się stworzyć „zielona wyspę”.

Za granicą żyje mnóstwo Polaków, którzy nie chcą już wracać. Część wróci, część zostanie już na zawsze. Z jednej strony nie jednoczą się z obywatelami kraju w którym są, a z drugiej stronią od rodaków. Żyją zamknięci w swoich Polskich światkach. 


14 komentarzy:

  1. Czasem z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. U mnie np kilka lat temu wuj był żyrantem kuzynki kredytu pod dzialalnosc gospodarcza. Dzialalnosc sie spaliła a kuzynka przestała płacic. Wuj musial wszystko oddac ze swoich pieniedzy i nawet dziekuje nie uslyszał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kredytowe historie to zwykle paskudne sprawy. Pieniądze od zawsze były kością niezgody...

      Usuń
  2. Czasami nie warto utrzymywać kontaktów, ale pomóc powinno się zawsze..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie w rodzinie każdy patrzy na swój czubek nosa, a jak jest miły to trzeba uważać bo coś knuje... aha i jakby człowiek nie uważał tak pewnie ploty będą...

      Usuń
  3. ...rodzina - temat rzeka, a raczej tsunami...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie to straszne i niezrozumiale, jak mozna wyrzec sie wlasnych dzieci w akcie zemsty na bylej malzonce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja rodzina również nie utrzymuje wielkich kontaktów ze sobą. Może nie tyle rodzina, co w sumie ja. Od dziecka byłam wstydliwa i moja więź z dziadkami, ciotkami itd. jest bardzo słaba. Poza tym moja rodzina jest niewielka. Gdy jestem na spotkaniach rodzinnych mojego chłopaka jestem zdziwiona i trochę zazdrosna. Wszyscy się spotykają, rozmawiają, wygłupiają. Z jego babcią mam lepszy kontakt niż z moimi. Ale widzę też jak jego rodzina się różni. Rodzice są po rozwodzie. Rodzina od strony mamy jest bardzo otwarta, mam z nimi świetny kontakt, jestem zapraszana na wszystkie imprezy. Rodzina od strony taty jest bardziej materialistyczna, nie poznałam prawie nikogo z tej strony i nawet trochę się ich boję.
    Na szczęście w mojej rodzinie jeśli chodzi o pomoc, nie ma problemu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie każda rodzina jest taka sama, od strony taty sami hipokryci... ale na dobrą sprawę jak ktoś ma problem to to jest jego problem.

      Usuń
  6. ja takich zachowań nie rozumiem. własne dziec???!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. zgadzam się. i zapamiętam tą sentencję Newtona

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!