Obserwatorzy

sobota, 22 marca 2014

Świat Tiny


"Następnych kilka sesji Tina i ja spędziliśmy je na kolorowaniu, prostych zabawach, grach i mówieniu o tym co lubi. Pytając dzieci  takie jak Tina, kim chcą być gdy dorosną, często słyszę jak opowiadają: „jeśli dorosnę to…” widziały tak wiele przemocy i śmierci w sąsiedztwie i we własnym domu, że osiągnięcie dorosłości wcale nie wydaje im się pewne. W naszych rozmowach Tina mówiła, ze chciałaby być nauczycielką , innym razem że fryzjerką, zgodnie z naturalnie zmieniającymi się pragnieniami dziewczynek w jej wieku. Ale gdy omawialiśmy szczegóły tych konkretnych celów, zajęło to trochę czasu zanim udało mi się pomóc jej zobaczyć, że przyszłość nie jest ciągiem nieprzewidywalnych przypadków, które Ci się przydarzają, ale czymś co można planować, przewidywać a nawet zmieniać.
Rozmawiałem też z jej matką o jej zachowaniach w szkole i w domu i coraz więcej dowiadywałem się o ich życiu. Po szkole niestety było zwykle kilka godzin, od czasu gdy Tina i jej braciszek wracali do domu do czasu gdy Sara wracała z pracy. Wprawdzie kazała dzieciom dzwonić w międzyczasie do siebie i też zawsze byli sąsiedzi jako kontakt w nagłym wypadku ale nie ryzykowała więcej żadnych opiekunek. Dzieci siedziały więc same w domu, zwykle przed telewizorem. I nieraz, przyznawała Sara ze względu na to, co oboje przeszły wywiązywały się między nimi seksualne zabawy.
Sarze daleko było do matki zaniedbującej ale licha praca by wykarmi trójkę dzieci wyczerpywała ją zostawiając często wyczerpaną przytłoczoną i upadłą na duchu. Z resztą każdy rodzic byłby przeciążony radzeniem sobie z emocjonalnymi potrzebami tak straumatyzowanych dzieci. Rodzina miała mało czasu na wspólne zabawy i zwykle bycie razem. Jak w wielu finansowo biednych domach zawsze była jakąś paląca potrzeba – ekonomiczna, medyczna czy psychiczna  - wymagająca natychmiastowej uwagi by zapobiec kolejnej katastrofie jak bezdomność, utrata pracy czy rujnujące długi.
Praca z Tiną szła na przód a Sara zawsze uśmiechała się na mój widok. Godzina terapii dziewczynki była dla matki jedyną chwilą w tygodniu gdy nie musiała nic robić tylko być z pozostałą dwójką dzieci. Tina zbiegała do mojego gabinetu , gdy ja jeszcze chwilę wygłupiałem się z jej braciszkiem – on też był w terapii, ale u kogoś innego – i uśmiechałem się do niemowlęcia. Kiedy się upewniłem, że mają jakieś zajęcie w poczekalni, dołączyłem do Tiny czekającej na mnie na krzesełku. (…)
Tina przewodziła w grze. Po woli wprowadzałem nowe koncepcje jak wyczekiwanie i zastanawianie się co robić dalej. Od czasu do czasu dzieliła się ze mną spontanicznie jakimś faktem, jakąś nadzieją czy swoim lękiem. Dopytywałem by mieć jasność. Wtedy kierowała naszą interakcję znów na grę. I tak poznawałem ją, tydzień po tygodniu.
Późną jesienią Tona spóźniła się mocno kilka razy z rzędu. Ponieważ sesje były tylko godzinne, oznaczało to ledwie dwadzieścia minut pracy. Zrobiłem błąd dzieląc się tym faktem z dr Robertem. Uniósł brwi i gapił się na mnie. Wydawał się niezadowolony.
- jak myślisz co tu się dzieje?
- nie jestem pewien. Jej matka jest strasznie przeciążona
- musisz t zinterpretować jako opór
- ach no jasne. – o czym on do cholery gada? Czy sugeruje mi , że Tina nie chce przychodzić do mnie na terapię, czy że w jakiś sposób zmusza swoją mamę do spóźniania się? – masz na myśli opór jej czy opór matki? - Spytałem
- ta matka wystawiała swoje dzieci na szwank. Może czuć urazę, że jej dziecko ma teraz twoją uwagę. Może nie chcieć poprawy, lecz by dziewczynka pozostała uszkodzona” – odpowiedział
- och – zareagowałem, nie mając pewności co myśleć.

Wiedziałem, że psychoanalitycy traktują spóźnianie jako przejaw „oporu” przed przemianą, ale to zaczynało wyglądać mi na absurd, zwłaszcza w tym przypadku. Takie myślenie odbiera przestrzeń jakimkolwiek autentycznym zdarzeniom. Wydawało mi się nie na miejscu obwinianie takich osób jak Sara, która według moich obserwacji robiła wszystko co możliwe by pomóc dziecku. Jej było naprawdę trudno dotrzeć do kliniki. Musiała jechać, przesiadając się trzema autobusami, które w warunkach ostrej chicagowskiej zimy często się spóźniały. Nie miała opiekunki do dzieci, wiec musiała zabierać je ze sobą. Nieraz pożyczała pieniądze żeby mieć na bilet. Wydawało mi się że robiła wszystko co mogła w tej skrajnie trudnej sytuacji zrobić."

Jak widać na różnych specjalistów można trafić, z mojego punktu widzenia Doktor Dyrud prezentuje profesjonalne podejście oparte na całościowym spojrzeniu na pacjenta. Zaś doktor Robert jakby nie zdawał sobie sprawy że człowiek to bardzo skomplikowana istota składająca się z ciała i duszy wymagająca bardziej wnikliwego spojrzenia. Człowiek to nie maszyna którą do wzoru można podstawić lecz żywy i niepowtarzalny organizm w obrębie gatunku. Każdy rodzi się inny poprzez doświadczenia, wychowanie oraz wszystko co wpływa na niego w ciągu życia sprawia że należy mu się indywidualne podejście gdyż na tej podstawie uzyskuje się prawdziwy obraz osoby której chce się pomóc.
Zaś podstawianie do wzoru to żadna pomoc, często krzywdząca dodatkowo ignorancka postawa.


14 komentarzy:

  1. Niektorym psychiatrom wydaje sie, ze kazdego czlowieka moga skatalogowac, podpiac pod znany im z podrecznikow, przypadek albo wymyslic dla niego wlasna teorie. Nie ma tak dobrze jednak, bo ludzka psychika nie da sie ujac w ramy i granice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, lekarka w szkole (weterynarz) mi powiedziała że w medycynie nie ma nic na 100%. Myślę że to przekłada się na wszystkie dziedziny

      Usuń
    2. Dokładnie. Zresztą wszyscy lekarze są tacy sami, no... zdecydowana większość.

      Usuń
    3. to prawda zdecydowana większość...

      Usuń
  2. To są bardzo trudne tematy i nie ma jednego dobrego rozwiązania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę że wskazane było by indywidualne podejście.

      Usuń
  3. Trudne to wszystko, nie ma prostych rozwiązań.

    OdpowiedzUsuń
  4. każde dziecko jest inne, rozwija sie wolniej lub szybciej....nie da rady włożyć w ramki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są też Ewo czynniki zewnętrzne (jak szkoła, rodzina to co wpływa od zewnątrz na młody umysł). Indywidualne podejście jest lepsze, choć trzeba też pewne rzeczy wyczuć. To kwestia praktyki

      Usuń
  5. na moim blogu z prawej strony są ikonki społecznościowe gdzie można mnie znajść :) tam są wszystkie linki

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!