Może tuż obok to seria opowiadań, zdarzenia tu opisane są prawdziwe. Zmieniam jedynie szczegóły tak aby utrudnić identyfikacje, wyjątkiem są sprawy, osoby powszechnie znane. Dzisiejszy wpis porusza bardzo trudne tematy, treści mogą poruszyć i zrozumiem jeśli nie czujesz sie na siłach... Mimo wszystko zapraszam.
Od rozstania minęło pół roku, jej był już partner chciał mieć potomstwo ona nie więc sie rozstali. Syntia postanowiła dać sobie szansę i pozwolić się znaleźć. Bez szczególnego nastawienia zaczęła bywać: a to jakieś spotkania dla singli, a to jakieś miejsca gdzie można kogoś poznać. Postanowiła także założyć konto na apce na której znana jej osoba poznała męża. Czuła nadzieje że może i do niej uśmiechnie się szczęście. Efekty były różne: a to panowie szukający odskoczni od stałego związku, a to coś nie klikło.
Pewnego razu pewien pan napisał do bohaterki tej notki dłuższą wiadomość, jak się okazało ich cele matrymonialne rezonują ze sobą.

Początkowo były rozmowy telefoniczne, Bartłomiej opowiadał jak to kobieta którą kochał go zdradziła. Była rozmowa że oboje są singlami bez dzieci, Syntia przyznała że nie chce być mamą, Bartłomiej też mówił że jest już za stary na to by być ojcem, mówił że ma 45 lat, jak będzie dzieciak miał 14 to on 60 i to jest za późno. Były rozmowy telefoniczne. potem pierwsze spotkanie. Bartłomiej dał się poznać jako opiekuńczy ciepły mężczyzna, niestety bez szczęścia do kobiet, opowiadał jak to pani go zdradzała jak on pracował w Holandii, a miał być ślub... Na pierwsze spotkanie Syntia ubrała sukienkę i buty na małym obcasie, czarny płaszczyk, włosy rozpuszczone, staranny nie rzucający się w oczy makijaż podkreślający to co ładne, maskujący mankamenty natury. Spotkali się na dworcu. Bartłomiej krótko ostrzyżony szatyn o zielonych oczach, na nosie okulary, na twarzy pokaźny rumień. Rosły mężczyzna: metr dziewięćdziesiąt, otyłość brzuszna. Pan ubrany w niebieską kurtkę, dżinsy i białe buty. Palił papierosa. Syntia miała postawę zamkniętą, nie za bardzo była rozmowna, miała nadzieje że rozmowa wyjdzie bardziej naturalnie. Pojechali do popularnego lokalu coś zjeść. Jedzonko dobre, towarzystwo jakoś nie sprawiało kobiecie większej przyjemności, zwłaszcza gdy Pan bardzo chciał zrobić jej zdjęcie podczas spaceru. Gdy usidli na ławeczce mężczyzna był bardzo natarczywy, swoim zachowaniem zdenerwował panią siedzącą ławeczkę obok. Pani wstała dobitnie skomentowała i poszła. Ta sytuacja była bardzo niezręczna, na Bartłomieju nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Randkowicz po wypaleniu papierosa miał zwyczaj płukania jamy ustnej nawet podczas spacerów co było krępujące. Syntia pomyliła opiekuńczość Bartłomieja z kontrolą, może to sprawiło że dostrzegała zalety jak zainteresowanie, częste telefony, zapraszanie na randki, troskę, wsparcie... nie wiedzieć czemu zaczęła widzieć takiego męża w towarzyszu. Kontakty były coraz częstsze, czasem pomiędzy telefonami od Bartłomieja nie minęła godzina.

Pojawiły się poważne deklaracje wspólnego zamieszkania, Bartłomiej wyznawał miłość, mówił że żałuje że wcześniej nie poznał Syntii, wyrażał wdzięczność do brata że pokazał mu apkę na której poznał Syntię. Kobiecie wyznania mężczyzny tak szybkie wydały sie dziwne, oczekiwanie wzajemności jeszcze bardziej osobliwe. Raz nawet usłyszała: "ja cie kocham, ty mnie nie kochasz i nie wiem czy pokochasz".
Były kawki, herbatki obiadki na mieście, wycieczki jednodniowe. Były częste telefony, bardzo częste. Bywało że Syntia nie odbierała bo było tego za dużo, wiadomości z deklaracjami uczuć, komplementy. Bartłomiej stosował szereg manipulacji, kontrolę, stopniowo dominował swoja "ukochaną". Uzurpował sobie prawo do decydowania co prawdą jest a co nie, racja jedynie była Bartłomieja i to on wedle swego uznania decydował, nie był skłonny do ustępstw, on i jego sposób widzenia się liczyły. Robił to oczywiście stopniowo. Jest kwestia podatności na manipulacje i wpływ, tutaj widać Bartek trafił na podatny grunt.

Bartłomiej po woli od początku owijał, dominował i manipulował Syntią. Stosował zaawansowane techniki manipulacyjne; cały szereg. Osoba z zewnątrz widzi inaczej niż ktoś kto jest poddawany oddziaływaniu tak intensywnemu. Syntia została mocno skrzywdzona w przeszłości, nosi w sobie rany. Pojawił się temat który zahacza o trudne doświadczenia z przeszłości kobiety. Syntia prosiła Bartka by przestał o tym mówić, mężczyzna był głuchy na prośbę osoby której deklarował miłość. Prośby, a nawet płacz nie robiły wrażenia na "zakochanym" przecież Bartku. Syntia musiała sie rozłączyć gdyż nie było rady na deklarującego wzniosłe uczucia 45 latka. Pan wydzwaniał i kontakt wrócił. Naiwna kobieta myślała że Bartłomiej coś zrozumiał. To był błąd. Pierwsza wizyta u mężczyzny była poprzedzona umową że zegzu nie będzie. Bartłomiej lubi łamać kobietę, kręci go wywieranie wpływu, działanie tak by nie ponieść kary, Syntia czuła się wrakiem, manipulowaną chorągiewką na wietrze którym sterował on. Syntia zrobiła badana, gdy poprosiła "partnera" o wykonanie diagnostyki, powiedział: "mogę zrobić badania jak będziesz chciała, ale nie jest to konieczne". Bartłomiej na badania nie poszedł, wyników nie przedstawił, mówił że gwarantuje że jest zdrowy. Zaczęły się tematy zahaczające o krzywdę kobiety, prosiła by o tym nie mówił, on wspominał o swoich fantazjach, każda z nich była dla kobiety nie do przyjęcia. Błędem Syntii była wizyta u Bartłomieja, gotowali obiad całkiem sprawnie to szło, ona cieszyła się że tworzą coś razem, miło było patrzeć jak on krząta sie po kuchni. W pewnym momencie gdy sie całowali Bartłomiej dotknął Syntę w miejsce kojarzące sie jej z krzywdą której doznała, Bartłomiej uśmiechnął się i powiedział: "lubię tam dotykać kobietę". Zesztywniała. Momentalnie podrapała Bartka i uciekła do łazienki. Siedziała na toalecie w ciemności. Po dłuższej chwili Bartek zapukał do łazienki, Syntia tłumaczyła że cierpi, Bartłomiej zapewniał że jej nie skrzywdził bo do takich ludzi nie należy. Syntia wytłumaczyła że jest poraniona że jest w niej ta rana, że stara się żyć z tym normalnie a on skoro poruszył tą część sprawił jej ból. Miała nadzieje że zrozumiał, niestety dla niego była przedmiotem. Istotą niemą. Mama Bartłomieja wielokrotnie płakała przez swojego męża a jego ojca. Kobiece łzy nie robią na Bartłomieju żadnego wrażenia, ewentualnie może mu się nie podobać gdyż z względów bliższych estetyce woli oglądać uśmiech i zadowolenie, które dla niego przedstawia niższą wartość niż czynienie starań. No chyba że obiecanki, energia na podtrzymanie znajomości i czerpanie korzyści. Bartłomiej kontynuował temat swoich fantazji.

Syntia prosiła mężczyznę by skoro nie może sie obyć bez tego by poszedł na szybką panią. Bartłomiej był oburzony: "za kogo ty mnie masz!" zapewniał że może sie obyć. Zdaniem Bartłomieja lepiej być gw@łci3ielem niż skorzystać z usługi, jakiekolwiek pieniądze to zbyt wiele, a łzy i cierpienie zdehumanizowanej istoty mogą nawet cieszyć gdyż są to emocje a Bartłomieja cieszy wpływ, władza, manipulacja która go cieszy, jest jego rozrywką. Śmiał się z byłej partnerki (co ją kochał, a ona go zdradziła biednego misia) jak wymuszał na niej pewne praktyki a ona czuła ból, ewidentnie Bartłomieja to cieszył gdy o tym opowiadał. Bartłomiej pracuje w ochronie, ponoć osoby mundurowe mają większą tendencje do naruszania granic innych, Bartłomiej lubi łamać, wymuszać, dehumanizować, racjonalizować: "nie uderzyłem, nie wyzwałem = nie skrzywdziłem". Bartłomiej dopuszczał się wobec Syntii szeregu naruszeń, co mieści się w definicji prz3mocy. Zwłaszcza za wikipedią: Gw@łtu, zgw@łcenie – zmuszenie drugiej osoby do obcowania płciowego, poddania się innej czynności seksu@lnej lub wykonania takiej czynności przez jedną lub wiele osób, posługujących się siłą fizyczną, przymusem, nadużyciem władzy, podstępem lub wykorzystujących niemożność wyrażenia świadomej zgody przez daną osobę. Rodzaj prz3mocy seksu@lnej. Sprawca gw@łtu nazywany jest gw@łcicielem.
Zsuwanie zabezpieczenia, wymuszanie słowne i fizyczne aby nie było na ciele ofiary śladów. Syntia prosiła, tłumaczyła że nie chce, nie życzy sobie nawet tematu praktyk którymi oprawca był zainteresowany. Jednak Bartłomieja cieszy to że wziął sobie to czym był zainteresowany, pokazał że zdrowie i życie kobiety której deklarował miłość nie mają żadnego znaczenia w zestawieniu z jego przyjemnością. Dlaczego Syntia nie przerwała niechcianego aktu? Psychologia mówi że w ekstremalnie trudnych sytuacjach człowiek reaguje na trzy sposoby:
- walka
- ucieczka
- zamrożenie
Bartłomiej, tutaj można mieć obraz człowieka chorego który uzależniony od hazardu, zegzu, alkoholu, papierosów, cukru, jedzenia który w pogodni za przyjemnością nie zawaha się skłamać, zmanpulować użyć czego się da by być bezkarnym.
Kim jest Syntia? Kobietą która nie umie w porę wyjść z relacji która krzywdzi. Owszem na początku radziła się znajomych co sądzą o Bartłomieju, słyszała: "on nie jest taki zły jak myślisz".
Bartłomiej wiedział że kobieta może iść na policje więc robił zamieszanie, odwracał uwagę dzwonił wcześnie rano by odwrócić uwagę i manipulować. Bartłomiej próbował jeszcze zwabić Syntię do siebie, licząc tylko swój zysk maksymalnie wykorzystując kobietę. Tak jak jest eksplozna na zewnątrz tak u Syntii jest implozja - czyli do wewnątrz. Gdy kobieta nie wytrzymywała wymuszeń biła się pięściami po głowie, rękami po twarzy mówiła o sobie do oprawcy w najgorszy sposób, informowała go jednocześnie jak sie czuje. Bartłomiej mówił że jest urażony, domagał się przeprosin. Nie dlatego że Syntia była mu bliską osobą, Bartka interesowała kontrola, lubił poniżać irytowało go to że kobieta odbiera mu część władzy że stawia sie w miejscu z którego nie może już jej wiele odebrać. "Miłość" Bartłomieja to zyskanie kontroli, usypianie czujności, kłamstwa, manipulacja i wykorzystywanie, poniżanie.
Bartłomiej próbował zwabić kobietę do siebie, były kłamstwa, obietnice które wychodziły na jaw. On nie ma wstydu, nie ma moralności dla niego kłamstwo jest przepustką do celu, siebie wybielić, winę przerzucić. Poraniona, wyczerpana Syntia nie dała się zwabić, początkowo obserwowała ruchy przeciwnika, Bartłomiej próbował przekupić kobietę obietnicą wyjścia ale okazało się że nagle musi bratu pomóc pilnie i zaprasza Syntię na noc, ona odmówiła, mówił że jest dla niego ważna, był natarczywy. W końcu wybuchła nazywając się głupią Q i sie rozłączyła. On dał sobie spokój.

Bartłomiej szuka relacji opartej na szacunku, wzajemnym wsparciu u budowaniu wspólnej przyszłości. Na apce randkowej, potencjalne ofiary informuje jest pokrzywdzony przez kobiety. Wypisuje różne historie jedna z nich: jak to poznał singielkę bezdzietną. Gdy wyszli z restauracji akurat spotkali jej męża z dzieckiem. Oczywiście Bartłomiej jako prawy człowiek był oburzony (tylko on może oszukiwać, on decyduje co prawdą a co nią nie jest). Co do tej byłej partnerki co to go zdradzała jak pracował w Holandii, co miał być ślub. Na pytanie jak sie dowiedział o nielojalności mówi że wyczuł. Wyczuł? Potem kręcił że mu się przyznała. A Ślub prawie miał być bo to związek poważny. Jasne, jak cały Bartłomiej. No związek poważny, miłość i porażka po której długo sie zbierał. To co to termin uroczystości był? Okazało się że nawet narzeczeństwem nie byli. Miłość Bartłomieja dobrze obrazuje śmiech gdy opowiadał jak podczas wymuszanych praktyk kobieta (którą ponoć darzył wzniosłym uczuciem z którą chciał sformalizować związek) cierpiała.

Syntia. Ponoć po złamaniu można "normalnie" funkcjonować dopiero później pojawia się ból.... Syntia jeszcze po ostatnim telefonie nie czuła różnicy, później obserwowała taniec emocji napięcia i ulgi. Sprawdzała telefon który milczał, nie było wiadomości, informacji i połączeniach. W pewnym momencie sie rozsypała, zaostrzyły się problemy zdrowotne, niezbędna była pomoc lekarska, leki. Płacz, cierpienie fizyczne i duchowe. Wsparcia szukała w telefonach zaufania, z różnym skutkiem. Często słyszała o tym żeby sprawę zgłosiła na policje. By iść na posterunek i złożyć zeznania trzeba mieć siłę, a będąc w rozsypce o to ciężko. Syntia jest bohaterką serii wpisów z przed lat. Miała złożyć zeznania w sprawie pobicia i to zrobiła, po rocznych działaniach, kontaktach z instytucjami sprawę umorzono a oprawca nie został nawet przesłuchany. Mimo dowodów, świadków... te doświadczenia sprawiły że nie ma zaufania do aparatu państwowego. Jak jeden z psychologów jej powiedział: "prokuratura to nie święty Mikołaj". Takie wsparcie otrzymała w OIKu. Słyszała porady by iść na psychoterapie tylko jest jak jest: jak sie nie ma miedzi to sie na d*** siedzi. Minimum 150 pln za sesje, a mało prawdopodobne by jedna pomogła. Fundusz, specjalistów mało, kolejki długie. No jest nadzieja że sie człowiek doczeka. Są fundacje, stowarzyszenia gdzie pomoc jest doraźna i często padają wyżej wymienione porady: złożenie zeznań, udanie sie na psychoterapię. Ośrodek interwencji kryzysowej, tu zaproponowano dwa 50 minutowe spotkania z psychologiem, ulotki do Centrum Praw Kobiet i jakiejś lokalnej organizacji która Syntii odmówiła pomocy z uwagi na adres zamieszkania. "Goń petenta niech sie nie pałęta!". Są fundacje i stowarzyszenia które prowadzą infolinie są też telefony zaufania na których można spotkać różnych ludzi o różnym wykształceniu i podejściu.
Część osób jest empatyczna i pomocna dająca przestrzeń i empatię. Są osoby które próbują przekrzyczeć, przerywać, lekceważą. Są osoby które nie powinny... przykładowo jedna Pani: "kobieto! po co ty mi to opowiadasz? Ile ty masz lat?! (rozłączyła się)".
Ponoć czas leczy rany, pewne że Bartłomiej szuka kolejnej ofiary. Będzie krzywdził. Co z Syntią? Czy sie podniesie? No jest już lepiej, ale nie jest dobrze mniej płacze, czasem ma spadki energii że nie jest w stanie podnieść sie z miejsca. Jak to pewna pani w telefonie zaufania powiedziała że skoro sama poszła do Bartłomieja, że go sprowokowała, że powinna uważać na to z kim sie spotyka i co robi, to co ją spotkało jest konsekwencją decyzji, zamiast empatii i zrozumienia została wyśmiana, dyżurująca sie głośno śmiała i nazwała Syntię: "największą aktorką w tym teatrze", skąd pomysł że to co Bartłomiej zrobił to gw@łt? Przecież skoro jakoś sie u niego znalazła.
Tym co przeczytali do końca ślicznie dziękuję i wytrwałości gratuluję, słonecznego pięknego czasu życzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cieszy mnie że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie. Wspólnie dbamy o miłą atmosferę tutaj i szanujemy sie wzajemnie, dla tego nie pisz wielkimi literami, nie SPAMuj, nie zostawiaj linków do siebie. Nasze zdania mogą się różnić, ale zachowujemy kulturę i dobry smak.
Komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę (z linkami) i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię gdy tylko będę mogła.
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!