Miało być filmowo, bo coś tam widziałam, w kinie byłam ale jakoś nie opisałam... taki luźny post dzisiaj będzie, mocno prywatny, autoterapeutyczny....
"Ty i pan" Aleksander Puszkin
Zamiast pustego "pan" - w rozmowie
Wyrwało jej się czułe "ty",
I wszystkie najszczęśliwsze sny
Zbudziła w duszy przy tym słowie.
Wpatrzony, miłośc wzrokiem ślę,
Tęsknota serce me przepełnia,
I mówię: jaka pani miła!
I myślę: jak ja kocham Ciebie!
Nie wiem od czego zacząć, może najprościej... podoba mi się wolontariusz który prowadzi zajęcia z niemieckiego. Chciałabym go poznać. Domyślam się że ma depresje, gdy widzę go wśród ludzi miły towarzyski, uśmiechnięty. Gdy kilkukrotnie zdarzyło mi się go zaobserwować gdy szedł sam, chód, postawa zdradzały że on cierpi... miałam ochotę przytulić, zrobić mały masaż karku ramion, pleców... tak mega było mi smutno widzieć człowieka w tym stanie.
W ubiegły czwartek nikt nie przyszedł na zajęcia, powinnam się cieszyć, lecz radość mą przesłaniała, jak by to określić... impotencja intelektualna. Moja. Podziwiam go za spokój i cierpliwość których mnie samej do siebie brak. Mieliśmy okazje pogadać. Z tego co raz rozmawialiśmy, nie chciał się przyznać w prost... ale wygląda na to że mogę mieć racje. Wspomniał że mogło sie skończyć nie ciekawie. Już nie raz w jego wypowiedziach przemykały tematy związane ze śmie***ą, także na zajęciach. Wczoraj frekwencja dopisała. Było głośno i emocjonująco dla uczestników, widać jak niektórzy czują się przy nim swobodnie. Jednej 24latce pwiedział że nie będzie ją uczył, a wczoraj była na zajęciach... w jego lekcjach brakuje mi takich podstaw (np ze przegłos i umlałt to to samo etc), on wie że ja zaczynam prawie od zera, a jednak stawia na ciekawostki i wywoływanie emocji. No jest to cenne jednak niemiecki to niemiecki a nie tam jakieś dialekty czy coś, tak aby nam sie nie pomieszało.
Szarpię się sama z sobą bo on bardzo mi się podoba i nie wiem czy mam szansę, nadzieje. Z jednej strony mi sie podoba, z drugiej może za wysokie progi, jeszcze jego problem(y) duszy...
Pamiętam z uwagi na moje chodzenie pomógł mi dwa razy i wracaliśmy pod rękę, było to dla mnie bardzo miłe i bardzo pomocne. Dało mi dużo energii... Terapeutka stwierdziła że jest to bliskie i powinnam go zapytać czy jest wolny. Jakoś nie wiem, nie mam śmiałości, uważam że gdyby to było dla niego istotne to sam by powiedział. Tylko czy jest taka potrzeba? Miłe było z nim pod rękę wracać, fajnie gdy odruchowo podawał dłoń zamiast ramienia potem się poprawiał, aczkolwiek sprawiło mi to lekką przyjemność, miło było gdy stanęliśmy na przeciwko siebie tak blisko że na granicy dotyku, wiem że nie każdy dopuszcza innych tak blisko...

Podziwiam Twoją szczerość i odwagę w dzieleniu się tak osobistymi refleksjami, bo autoterapia przez pisanie bywa niezwykle uwalniająca. Spacer połączony z tak głęboką wrażliwością na drugiego człowieka pokazuje, jak bardzo empatyczną jesteś osobą. Czasami warto zaufać intuicji i po prostu porozmawiać bez zbędnych oczekiwań.
OdpowiedzUsuń