Dzień dobry, październik stał się historią więc pora napisać co było fajne i miłe w biegłym miesiącu. Zapraszam serdecznie.
2) Już jakoś od sierpnia się interesowałam darmowymi zajęciami z niemieckiego. Lekcje nie mogły ruszyć i...od października uczę się niemieckiego. Za darmo. Męczę się, zaczynam od podstaw ale bardzo chciałabym umieć mówić w tym języku. Zajęcia dwa razy w tygodniu po 45 minut. Cieszę się! Aha, nauczyciel przystojny, taki przyjemny wizualnie.... ciekawe co z tej znajomości wyniknie, ma swoje minusy (bazgroli i ciężko przepisać) no ale od czego jest praca własna. Fajnie że mam te dwa razy w tygodniu zajęcia, to fajne.
3) Mam, kontynuuje psychoterapię, (nie na NFZ!, ale bezpłatnie), mam raz w tygodniu i to mnie cieszy. Pomogło mi z emocjami dotyczącymi powrotu na rynek pracy, dzięki sesjom całkiem swobodnie (relatywnie do tego co było kiedyś) rozmawiałam na rozmowie kwalifikacyjnej.
4) Wycieczka do Prabut. Co prawda nie było pięknej pogody a i atrakcji mogłam zaliczyć więcej (w sezonie jest większa dostępność)
5) Film
6) Pisanie piórem
7) Yogi Tea, aromatyczna herbata czarna z dodatkami
8) Woski zapachowe Ezti
9) Klamry do włosów kupione w Tedim, te konkretne, świetnie trzymają włosy
No i to na tyle, miłego listopada.






Zwracanie uwagi na te wszystkie małe sukcesy, od szybkiego terminu rehabilitacji po naukę języka, pokazuje, jak wiele piękna tkwi w codziennych, z pozoru zwyczajnych chwilach. To wspaniałe, że potrafisz dostrzec tak wiele powodów do radości i czerpać satysfakcję zarówno z ważnych kroków naprzód, jak i z prostych przyjemności, takich jak aromatyczna herbata czy chwile z filmem.
OdpowiedzUsuń