Obserwatorzy

wtorek, 25 czerwca 2013

Pogoda butelkowa. Koszmar!


Od rana leje, żona (Robercik) chleje u kurczaka, we trójkę z Wodzirejem. A to oznacza, że Natalia lata po Pietrach i wydzwania... Niech tam sobie wydzwania, ale Rodziak szczeka, a później to ja mam słuchania…
Domofonu wyłączyć nie mogę… wyjść też nie mogę bo czekam na wymianę czegoś w domu.
Była u mnie mamusia…. Z jakimiś dokumentami do podpisu, usiłowała wymusić na mnie natychmiastowy podpis, nie dając możliwości zapoznania się z dokumentacją, nie wiedziałam o co chodzi. Nie chciała wejść do domu kolejny raz na klatce, wydzwanianie domofonami i szczekanie psa a potem będę słuchała od sąsiadów. Nie mówiąc to tym, kto z sąsiadów co słyszał i jak zrozumiał!
Moja mama nie będzie rozmawiała przez telefon, bo takich rzeczy się nie załatwia. Do domu do mnie nie wejdzie, bo… się boi. Ale na klatce, przed blokiem, to i owszem! Bo to są właśnie miejsca do załatwiania spraw rodzinnych.
Nie szło się dogadać, więc weszłam do siebie, za jakiś czas domofon, o to samo, więc i ja to samo, w odpowiedzi że będzie sąd, że będę miała problemy…  nie szło się dogadać, więc wchodzę do siebie.
I tak kilka razy… pies szczeka, jestem wściekła! Przecież nic nikomu złego nie robię, nikogo nie krzywdzę, nie obrażam, nawet o pomoc się nie zwracam, a bywało różnie…
Moja mama twierdzi, że mi się dobrze powodzi, to powiedziałam jej, że bywały dni, ciężkie i że gdyby nie mama Roberta to byśmy nie mieli dosłownie nic, patrzymy kiedy grzyby będą w lesie to będziemy smażyć. Prąd by oszczędzić mieliśmy od dawna lodówkę wyłączoną, dopiero kilka tygodni temu włączyliśmy, bo są upały...
Natalia dalej lata po piętrach, domofony mamy powyłączane to napierdala na telefony. Powiedziałam jej, że sobie nie życzymy by nas nachodziła i wydzwaniała, jeśli tego nie rozumie to sięgniemy po jakieś środki prawne. Mam dość! Było tyle rozmów, i tak i siak a ona swoje, naprawdę mamy jej dość... no gdyby się jeszcze jakoś potrafiła zachować, ale nie wydzwania o różnych porach dnia (i nie tylko) na telefony, domofony, puka do drzwi....



14 komentarzy:

  1. Zmienić numer telefonu, drzwi nie otwierać a jak domofon dzwoni to sprawdzać kto i w razie czego nie odpowiadać. W końcu się znudzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My tak robimy od kilku miesięcy...
      Moim zdaniem nic to nie zmienia, bo to jest jej styl... ona szuka Wodzireja i tak ma, że nachodzi i wydzwania gdzie sie da... ona za dwa miesiące zostanie matką... szkoda gadać...

      Usuń
  2. hmmm,nie wiem czy dobrze zrozumiałam ale współczuję Ci że nie masz świętego spokoju. Bądź bardziej stanowcza

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym jej nie otwierała i tyle. Metoda zdartej płyty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nic nie daje... sytuacja nie zmienia się od miesięcy...

      Usuń
  4. ...z taką kołomyją to popierdolca można dostać. Sorry za wyrażenie...

    OdpowiedzUsuń
  5. najlepiej to chyba sprawę w sądzie za nachodzenie i nękanie założyć inaczej się od niej nie uwolinsz..Cieprliwości Ci życzę i spokoju! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zamierzam z dzielnicowym pogadać...

      Usuń
    2. też kiedyś miałam taki problem i niestety dzielnicowy pomygł tylko na chwile;/ mam nadzieje że w twoim wypadku będzie inaczej;)

      Usuń
    3. wiesz ale w sądzie jakaś podkładka zawsze... po za tym też wątpię czy nawet sąd pomoże?

      Usuń
  6. Echh ciężka sprawa widzę. Jednak wiele cierpliwości i powodzenia życzę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!