Obserwatorzy

wtorek, 6 maja 2014

Świat Tiny – CD


"Kilka dni później, wyjeżdżając z kliniki w mroźny wieczór, zobaczyłem Tinę z rodziną czekającą na powtórny autobus. Stali w półmroku, śnieżyca przesypywała swe płatki w przyćmionym świetle pobliskiej latarni. Sara trzymała niemowlę na rekach, Tina siedziała z braciszkiem na ławeczce pod lampą grzewczą na przystanku. Siedzieli bok w bok, blisko siebie, trzymając się za ręce i machając w powietrzu nogami, nie się gającymi ziemi. Próbowali chwytać synchroniczność ruchu. Za kwadrans siódma, przeraźliwy ziąb. W najlepszym razie dojada do domu za godzinę. Cofnąłem samochód w niewidoczne miejsce i obserwowałem ich w nadziei że autobus zaraz nadjedzie.
      Czułem się winny patrząc z ciepłego auta. Uważałem, że powinienem je podwieźć. Dziedzina psychiatrii jest jednak bardzo restrykcyjna jeśli chodzi o granice. Między lekarzem a pacjentem oczekiwane są nieprzenikalne mury, czytelne linie demarkacyjne określające jasno relacje i związki w życiu, którym w innych przypadkach często brak struktury. Zasada ta zazwyczaj ma dla mnie sens, ale jak wiele innych terapeutycznych postaw wykształconych w tradycji pracy z dobrze sytuowanymi osobami z nerwicą, tutaj zdawała się nie pasować.
      Wreszcie nadjechał autobus. Poczułem ulgę.
       Za tydzień, długo czekałem po naszej sesji zanim poszedłem do auta. Próbowałem sobie wmówić, że mam zaległości w porządkowaniu papierów, ale tak naprawdę chciałem uniknąć widoku Tiny z rodziną wyczekujących na mrozie. Nie mogłem przestać rozważać, co złego miałoby być w tym prostym ludzkim odruchu podwiezienia kogoś do domu, by nie marzł? Czy naprawdę zaburzyło by to terapeutyczny proces? Wydawało mi się raz tak, raz inaczej, ale moje serce tkwiło niezmiennie na swojej pozycji. Taki szczery akt uprzejmości, zdawało mi się, mógłby mieć większe terapeutyczne oddziałowywanie niż owo sztuczne i wyregulowane emocjonalnie środowisko, jakie charakteryzuje „terapię”.
      W Chicago była już pełna zima i przenikliwe mrozy. Obiecałem sobie ostatecznie, że jeśli jeszcze raz ujrzę tę rodzinę na przystanku to ich odwiozę. To było słuszne. Wkrótce, któregoś grudniowego wieczoru gdy po pracy przejeżdżałem obok przystanku, stali tam.
Zaproponowałem że ich podwiozę. Sara w pierwszej chwili odmówiła, tłumacząc, że musi jeszcze po drodze zatrzymać się w spożywczym. Raz kozie śmierć, pomyślałem w duchu.
Powiedziałem, że podwiozę ich do sklepu, a potem do domu. Po krótkich wahaniach Sara się zgodziła i wszyscy stłoczyli się w mojej Toyocie Corrolli.
      Wiele kilometrów od poradni klinicznej Sara wskazała na rogu sklep, pod którym się zatrzymałem. Trzymając na rękach śpiące niemowlę, spojrzała niepewna, czy ma zabierać do sklepu wszystkie swoje dzieci.
      - daj potrzymam niemowlę. Poczekamy tu wszyscy. – rzekłem zdecydowanie.
      Zabrało to jej z dziesięć minut. W tym czasie Gralo radio, Tina nuciła razem z muzyką, a ja modliłem się by niemowlę się nie zbudziło. Powoli kołysałem ją, naśladując rytm w jakim zwykła robić to jej mama. Sara wyszła ze sklepu z dwoma ciężkimi siatkami.
      - weź to na tył i nic nie dotykaj – powiedziała do Tiny, kładąc zakupy na tylnym siedzeniu.
      Gdy zatrzymaliśmy się pod jej domem, patrzyłem jak gramoli się na nie odśnieżony chodnik. , przerzucając z ręki na rękę torebkę, dziecko i siatkę zakupów. Tina usiłowała podnieść druga, zbyt ciężka osunęła się w śnieg. Wyszedłem, biorąc od dziewczynki siatkę, i drugą od matki.
      - nie trzeba poradzimy sobie – sprostowała Sara
      - wiem, że sobie poradzicie. Ale dziś mogę pomóc.
      Spojrzała na mnie, nie umiejąc poradzić sobie z taką uprzejmością. Zauważyłem, że próbuje zgadnąć, czy to prawdziwa uprzejmość, czy jakiś podstęp. Wyglądała na zakłopotaną, ja na pewno też. Ale wciąż czułem, że ta pomoc jest słuszna.
      Pokonaliśmy trzy biegi schodów do ich mieszkania."

Ciąg dalszy nastąpi. 

16 komentarzy:

  1. Oj, coś czuję, że nie jestem w temacie. Mogłabym poprosić o małe wyjaśnienie co to jest ta fragment? :) Byłabym bardzo wdzięczna z racji, że przeczytałam i mi się spodobało. Czekam na odpowiedź ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku jest obrazek skąd zaczerpnęłam opowiadanie. Nie wiem czy to książka czy co w każdym razie ja dostałam w PDFie.
      Utworzyłam etykiety "świat tiny" by ułatwić zapoznanie czytanie.
      Serdeczności!

      Usuń
    2. Wyszukałam wcześniejszy post i już bardziej ogarniam temat. Dzięki :).

      Usuń
  2. Witaj!
    Miło się czyta.
    Pozdrawiam i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też wciągnęła historia Tiny....

      Usuń
  3. No to czekam na ciag dalszy, bo co tu komentowac? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na przykład podoba się postawa lekarza:)

      Usuń
    2. Bardzo po ludzku, choc absolutnie nieprofesjonalnie, szczegolnie w przypadku psychiatry. :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. mnie też wciągnęła historia Tiny....

      Usuń
  5. czekam na ciąg dalszy a właściwie chciałabym wiedzieć jak zakończyła się ta historia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawa historia,czekam na dalszy ciąg :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!