Obserwatorzy

piątek, 6 listopada 2015

Toster

Za lasami za łakami za polami gdzieś w Polsce mieszka mama i dwie dorosłe córki. Każdy mieszka na swoim, dziadek zapisał Dorotce część domu który zbudował i ziemi którą nabył za wieloletnią pracę w porcie. Nadia i Hortensja dostały po tacie w spadku jego część.
Nadia wyprowadziła sie i mieszka z chłopakiem. Hortensja ma swój pokój w którym zamyka sie izolując chętnie.
Problemem jest kot imieniem Toster, który nie wykastrowany znaczy swój teren. Smród jest okropny zwłaszcza wiosną.
Najstarsza córka prosiła mamę o wykastrowanie kota, było to lat temu sporo... ale nawet termin ustalono. Do tematu podeszli odpowiedzialnie i by kotek zgodnie z lekarskim zaleceniem był na czczo został więc odizolowany by na pewno z pustym żołądkiem zabiegowi być poddanym.
Jednak kocia niewola bolała tak bardzo Nadię że oswobodziła zwierze. Co za krzywda sie dzieje kota w zamknięciu głodzić...
Uwolnienie kota poskutkowało tym iż  zabieg nie został zrealizowany.
Mama ma swoje zdanie na ten temat: "koty sie brzydkie po kastracji robią" - tak kiedyś tłumaczyła sąsiadce...
Pewnego dnia Dorota wróciła do domu i zauważyła że kotek zabrudził jej nowy polar... oj dłuuuugo musiała rolka z lepcem garderobę odkłaczać...a i wyprać bo plamy były...
Czara goryczy sie przelała jak zobaczyła swoje łóżko zaplamione... otóż załatwił sie pupil mamy
Prawie cały W5 wypryskała na tę kanape... i niech sie wietrzy... tego co wsiąkło już nic nie odessa... ale może uda sie uratować miejsce do spania...
Smród kociego moczu potworny.... potworny... uratować sie nie dało piżamy (nowa rzecz: drugi raz Dorota w niej spała... smutek wielki bo to zimno a piżama ciepła) następne było prześcieradło, koc wełniany, poduszka... dziewczyna była załamana... smród nieziemski.... otwarte okno... zimno... koszmarnie.... ale czego sie nie robi by smrodu nie czuć...
Dorota zapisała kota na kastracje... mama krzyczała że sie nie zgadza, córka wytłumaczyła spokojnie że to za darmo... bo przez fundacje, początkowo przy świadku sie zgodziła. By potem wszystko odwołać... że "sama to załatwi bo ona nie chce przez fundacje".
      Pani Ziemowita jest sąsiadką i mamą koleżanki Doroty... razem bawiły sie w piaskownicy...zapraszały co roku na urodziny ręcznie rysując zaproszenia, które składało sie osobiście. Dorocie wydawało się że zarówno Kaja jak i Ziemowita ją lubią, znała je od dziecka....
Pierwsza praca Doroty była u znajomej w barze szybkiej obsługi... znajoma może zła nie była jednak ta religijna pani rękę do wypłacania pensji miała ciężką, oj cieżką.. toteż rotacja u niej była spora...
Pani Ziemowita skwitowała chłodno:  "czego ty chcesz tak dzisiaj jest". Dorocie było przykro bo pracowała na czarno i była oszukiwana gdyż nie dostawała pieniędzy za swoją pracę... szefowa zawsze miała jakieś wytłumaczenie...
Gdy Pani Ziemowita dowiedziała sie że Dorota zapisała kota na zabieg darła sie na Dorotę jak śmie rozporządzać kotem mamy jakim prawem.... to jest własność twojej mamy - darła sie "obrończyni praw zwierząt".
Dorota dorabia sobie zajmując sie dzieckiem sześcioletnią Nicolą. Pani Ziemowita zażądała numeru telefonu do rodziców dziewczynki "jakim prawem nie chcesz podać tego numeru, to jest skandal, ale pamiętaj my sąsiedzi i tak sie wszystkiego dowiemy".
"ja nie rozumiem o co Pani chodzi"
"jak to o co? Ty bijesz to dziecko znęcasz sie nad nią a dobrze wiesz że Twoja mama lubi spokój w domu. Koniec rozmowy! - darła sie cały czas Ziemowita"
Dziewczyna była w szoku... nie spodziewała sie takiej agresji od kobiety z którą nie miała kontaktu od dawna... no cóż, każdy żyje swoim życiem...
Myślałam że ta Pani mnie lubi...- powtarzała w myślach zaskoczona kobieta.
"żądanie podania numeru do mamy Nicoli to już skandal...." - nie mogła uwierzyć w to wszystko co mówiła Ziemowita. Przecież lubi tą dziewczynkę... traktując jak swoje dziecko... poświęcała sie dla niej, robiła prezenty... dziewczynka uwielbia swoją nianie... pracodawczyni jest zachwycona usługami Doroty... już tyle było opiekunek... Nicola ku zdziwieniu całej rodziny zaakceptowała Dorotę.... to co usłyszała od sąsiadki było wielką podłością i zabolało Dorotę.
A ochrona danych osobowych, a po za tym czy ja wtrącam sie w jej sprawy.... - myślała Dorota.
Mąż Pani Ziemowity chodzi po dzielnicy zataczając sie... i częściej jest pijany niż trzeźwy.... jedna córka we Francji.... oj Kaja temperamentna dziewczyna... kiedyś w pracy tak sie z chłopakiem sparowała że kierownictwu ciężko było do porządku przywołać parę... co tam praca jak przyciąganie tak wielkie że nie straszny fakt iż miejsce jest publiczne a ludzi w koło pełno... Kalina druga córka Ziemowity wpadła.... ma troje dzieci każde z innym... jest samotną mamą.
      A kot dalej znaczy teren, Hortensja izoluje sie w swoim świecie... Dorota śpi na podłodze. A mama jako właścicielka nie poczuwa sie do niczego.... no może po za oczernianiem dziewczyny że jak śmiała wziąć jej ręcznik.... no właściwie zadzwoniła na policje oskarżając córkę o kradzież ręcznika... posterunkowy stwierdził że nie zajmują sie tego typu przestępstwami....

32 komentarze:

  1. Ta cala Dorota powinna przestac ogladac sie na wygode, spakowac dobytek i wyprowadzic na swoje.
    Albo przyzwyczaic do zapachu kociego moczu i spania na mokrym.
    Mozna jeszcze pokusic sie o zalozenie zamka w drzwiach pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  2. na miejscu Doroty bym się wzięła i poszła na małe ciasne ale własne...

    OdpowiedzUsuń
  3. Uhhh ale porąbana historia - wiem że to samo życie ale życie czasemi jest mega porąbane. Ranią się ludzie którzy powinni być sobie przychylni, ciepli i kochający. Po co nam wrogowie jeśli bliscy / znajomi tak robią.
    Moja rodzina podkładała mi świnie przez długi czas - o zgrozo w najrudniejszym momencie mojego życia - ja umiałam się od nich odgrodzić, zapomnieć o nich. Mają mi to za złe ale dla mnie oznaczało to zachowanie mojego zdrowia psychicznego.
    Dorota powinna się odgrodzić / wyprowadzić - najpewniej to trudne / niewykonalne w danym momencie dla niej ale zdrowie psychiczne jest bardzo kruche.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie jest najgorsze gdy "najbliżsi" są tylko z nazwy...
      Możliwość odcięcia sie to wspaniałą sprawa gdy udaje sie żyć z dala od toksycznych relacji

      Usuń
  4. Chyba bym zamordowała takiego kota, nie lubię kotów. Mojej znajomej też się na łóżku zesrał, mimo że wykastrowany był.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takie małe zwierze jak kot a takim potrafi być problemem... są tez oczywiście wspaniałe cudowne koty... miałam takiego:)

      Usuń
  5. Dość skomplikowane opowiadanie, ale fajne, bardzo życiowe :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Smutna historia.
    A sąsiadka po żal się Boże.
    Dobrze jej Dorota powiedziała " ochrona danych osobowych " i że nie może bez zgody właściciela podać numeru telefonu.
    A kota sam bym wyrzuciła na zbity pysk jak by mi narobił na łóżku.
    Ciekawe czy mamusia, byłaby taka litościwa dla kota, gdyby jej na sikał na łóżko.
    Pewnie wykopała by go na podwórko.
    Serdecznie pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widać że bardzo fałszywa osoba... odrealniona skoro ma takie żądania...
      Taki kot to spory problem w dodatku ciężko wpłynąć na właścicielkę by zgodziła sie na zabieg pupila... tej Pani nie przeszkadza że kot sika po jej łóżku i meblach... z biegiem lat ona już nie czuje tego,,, zapewne...

      Usuń
  7. Ale ja lubię czytać u Ciebie takie historie... :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. co za historia, moja kobieta namawiała mnie na kota, na szczęście jej przeszło, już jej wolę zrobić dziecko, przynajmniej obywatelski obowiązek spełnię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koty są różne...
      Kastracji jednak warto dopilnować... w przypadku kocic jest podobnie....

      Usuń
  9. Słowa sąsiadki bezcenne... nową "prawdę" poznałam o kotach po kastracji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehhhh te "ludowe mądrości" są przyczyną tylu dramatów...

      Usuń
  10. historia jest świetna, smutna, ale zarazem ciekawa ;)
    healthybeautylifestyle

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem dlaczego, ale ludzie w większości nie lubią kotów. Historia, która mogłaby się wydarzyć w rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dlatego ja nigdy na kota w domu bym się nie zgodziła...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!