Obserwatorzy

piątek, 8 lutego 2013

Rodzina od strony mamy


Moja mama ma siostrę młodszą Elżbietę. Ciocia odkąd sięgam pamięcią zawsze była chora. Znakiem jej rozpoznawczym było i jest nadal siedzenie w domu, a najczęściej leżenie w łóżku, bo: „źle się czuje”. Jej mąż, a mój chrzestny, który nawet na mojej komunii się nie pojawił całe życie pił. Mimo, że nic mi nigdy nie zrobił bałam się go, i raczej omijałam. Ciocia ma dwoje dzieci Justynę i Marka.
Marek założył firmę i usamodzielnił się. Mieszka teraz z żoną Karoliną i córką Martą. Byli z pięć lat temu u mojej mamy na wczasach. Oczywiście mieszkali w namiocie… Marta z Paulinką i Michałkiem u nas w domu.
Justyna zajmuje się domem wychowuje dzieci, Mariusz jej mąż pracuje w firmie Marka. Kiedyś się mną opiekowała, gdy byłam małym dzieckiem. Wiem, że ma do mnie pretensje, że się urodziłam: „ja musiałam przyjeżdżać się tobą opiekować, bo twojej matce się nie chciało, wychodziła sobie” – te i podobne teksty często od niej słyszałam. Często. Zarówno Justyna jak i ciocia Ela sporo pieką, to od nich nauczyłam się podstaw, gdy mam problem z ciastem, czy kulinariami dzwonię właśnie do nichJ.
Ciocię Ele lubię i myślę, że z wzajemnością, jednak raz w stosunku do mnie zachowała się dość nie ładnie, i postanowiłam, że więcej ciocinym gościem nie będę. Ciocia mogła by śmiało znaleźć się w księdze rekordów guinnessa jako najdłużej umierająca osoba. Kiedyś się z ciocią Elą śmiałyśmy, że jest „ciocią farmaceutką”, bo ma tyle leków, które ją po śmierci zakonserwują. Zaiste siostra mamy zawsze źle się czuje większość czasu wypoczywa w łóżku, nawet do telefonu nie podejdzie. Przykre, ale tak już jest.
A reszta rodziny? Nie znam, gdyż mamy naprawdę rzadki kontakt, często okazją są „zjazdy rodzinne” pt:  śluby i pogrzeby, chodź tego drugiego ostatnio znacznie więcej. Chrzciny? To już kameralnie „w swoim gronie” zarówno mamy jak i taty strony. Nie lubię gdy na takich zjazdach podchodzi do mnie jakaś kobieta i wypytuje się o mamę tatę siostry… czuje się niezręcznie pytając po prostu kim jest?


2 komentarze:

  1. W przypadku duzych rodzin i rzadkich kontaktow, faktycznie czasem nie wiadomo, z kim sie ma do czynienia.
    Kiedys, jako dziecko, nie wpuscilam do domu dwoch ciotek, ktore przyjechaly z Czestochowy, bo myslalam, ze to jakies swiadkowe Jehowy nawracac mnie przyszly. Cala rodzina miala potem przednia zabawe, tylko mnie nie bylo do smiechu.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja w ogóle nie miałam rodziny ze strony Mamy ani Taty...
    Taki czasy były...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!