Obserwatorzy

wtorek, 5 marca 2013

Właści­we jest ludzkiej na­turze niena­widzić te­go, ko­go się skrzywdziło. - Tacyt



Jeszcze w autobusie czułam jak mi niedobrze, myślałam, że się porzygam…. Nie było we mnie woli ucieczki gdyż wiedziałam, że muszę się z tym zmierzyć, choćby to było nie wiem jak przykre czy ciężkie…
Mama czekała na mnie w kraciastym płaszczu i czarnym kapeluszu. Tak eleganckiej jej jeszcze nie widziałam. Powiedziała mi, że tata napisał testament, w którym wszystko co ma zapisuje Honoracie i Natalii. Ja nie dostanę złamanego grosza. Generalnie wszyscy mają do mnie mnóstwo pretensji o rzeczy na które naprawdę wpływu nie miałam. Na przykład o to, że przez pewien czas dostawałam po kilkaset złotych. Teraz dostają moje siostry kwotę zbliżoną ale zawiść że ja dostawałam pozostała. Ja im nie zazdroszczę, że dostają rentę po tacie. Tylko trochę mi przykro, że tata mnie pominął. Ale nie czuję jakiś pretensji, nienawiści czy poczucia niesprawiedliwości, że nie dostaję tych pieniędzy które dostają moje siostry. One mają wsparcie mamy, którego ja nigdy nie miałam.  Ja z tych pieniędzy musiałam pokrywać swoje potrzeby (jedzenie, bilety, ubrania…) na mamę liczyć nie mogłam. Ona kazała mi się wyprowadzać, utrudniała mi życie i niszczyła psychicznie. Nie zapomnę gdy wracałam z rozmowy kwalifikacyjnej pytała się o efekt gdy się nie udało mówiła, że jestem do niczego i tym podobne. Jak jej powiedziałam, że wynik był pozytywny słyszałam, ze szybko się na mnie poznają, że zaraz mnie zwolnią itd.
Mimo, że nie mam kontaktu ani z mamą ani z siostrami wszyscy skrzętnie latami pielęgnują każdą zadrę, czy urazę. Za złe mają mi nawet pazerność pewnych zakonnic. Którym nigdy mało pieniędzy. Nie byłam wtajemniczana w szczegóły, jednak to do nich powinni mieć pretensje, nie do mnie.  Prosiłam mamę na wypadek gdybym nie miała się gdzie podziać  czy przyjęła by mnie. Usłyszałam, że przeszkadzają jej moje rzeczy u niej w domu.
Naprawdę byłam spóźniona na grupę, chciałam zakończyć rozmowę. Mówiłam mamie, że jadę na grupę, że śpieszę się a że będę spóźniona więc nie będę mogła długo rozmawiać. Mama miała pretensje, że nie chcę z nią dłużej rozmawiać. Ale to nie tak… powiedziała, że skoro dostałam pieniądze (trzydzieści złotych na bilety bym dojechała do notariusza) to już chce uciekać. Ale to nie tak, po za tym ja naprawdę nie chcę się kłócić. Za to mama chętnie polemizowałaby na każdy temat… mimo, że mama obiecała, że wiadomości nie będą przykre jest mi niedobrze tylko trochę mniej, ale mimo, że normalnie była bym głodna i chciałoby mi się pić ja jednak czuję wewnętrzną blokadę i dalej mi niedobrze.
Dziwne, mi się wydało, gdyż mama wyraziła obawę, że ja ją nagrywam. Powiedziała, że jeśli tak to robię wielkie świństwo.  Zależy jej na tym bym poszła do notariusza i podpisała, że się zgadzam z testamentem. Powiedziała, że jak się nie zgodzę to będą problemy... Podobno notariusz powiedział, że wolę rodziców trzeba szanować. Hehhhh....
A na grupie… sporo nowych osób, właściwie mało kogo kojarzyłam, taka rotacja. Prosiłam Krysię by mnie wysłuchała to nie miała dla mnei zbyt wiele czasu, Renata z obrzydzeniem stwierdziła, że nie ma takich problemów i żebym się zwróciła do kogoś innego. Przykre… może dla tego, że długo mnie nie było…?
Dobrze, że mam Tomka. Zadzwoniłam do niego trochę się wygadałam. Zawsze coś tam z emocji zeszło… uffff… To takie uczcie jakby napełniony do granic balon miał zaraz eksplodować nie wiem wówczas co ze sobą zrobić muszę się wygadać…


12 komentarzy:

  1. To dla mnie niewyobrazalne, zeby jedno z dzieci traktowac tak bardzo inaczej niz pozostale. Jaki powod ma Twoja matka, bo trudno mi sobie wyobrazic, ze robi tak ze zwyklej zlosliwosci, zeby wykreslac Cie z zycia swojego i rodziny? Moze ciezko Ci o tym pisac, moze nie chcesz uznac swojej winy. Mnie sie wydaje, ze to nie jest wylaczna wina matki, cos musialo zajsc. Znamy wylacznie Twoj punkt widzenia, a piszesz dosc enigmatycznie o skutkach. Tymczasem podejrzewam jakas przyczyne takiego zachowania Twoich bliskich. Wybacz, jesli Cie urazilam, ale staram sie byc obiektywna, choc bardzo Ci wspolczuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...zgadzam się z Panterą, coś musiało się wydarzyć, że masz sytuację jaką masz. Wierzyć się nie chce, żeby matka tak się zachowywała w stosunku do dziecka, chociaż różne dziwy się dzieją na świecie...

      Usuń
    2. Panterko, nie zawsze tak musi być...mam przyjaciółkę, znamy się niemal od urodzenia..i jej matka zachowuje się podobnie...faworyzuje starszą córkę...młodszą ledwo toleruje. Już jako dziecko była traktowana jak gorsza. Ponieważ jest tak od traktowana od najmłodszych lat, to zdaje mi się, że była nie chcianym dzieckiem.

      Usuń
    3. Ja myślę, że prawdziwy powód miał miejsce jeszcze przed moim urodzeniem a później to już były skutki, bo przecież wiadomo, że krzywdzone dziecko się będzie buntowało. Bo niby dlaczego tak jak to kiedyś pisałam nikt z nimi za bardzo nie chce mieć nic wspólnego? Mama jest skłócona praktycznie z całą rodziną. Nigdy nikt nigdy nie przyjechał na święta ani my do kogoś. Przypadek? Nie sądzę.
      Ogólna częstotliwość odwiedzin jest raz na x lat. Jeśli dzwoni to moja mama do kogoś, i opowiada...
      Nie wiem dlaczego Wam tak ciężko uwierzyć, że moja mama jest osobą chorą. Najłatwiej na mnie zrzucić całą winę.
      Nie powiem, że byłam wspaniałą córką, nie wiadomo jak kochającą rodziców, ale ta rodzina jest cała chora... jak już pisałam wcześniej ubolewam nad tym, że z takiej rodziny się wywodzę.

      Usuń
    4. Zgoda, mama jest osoba chora, tylko dlaczego nie objawia sie to w stosunku do Twojego rodzenstwa? Piszesz, ze rodzenstwo takze nie utrzymuje z Toba kontaktow, a przeciez w tych okolicznosciach powinniscie trzymac sie razem. Nie przypisuje Ci winy, staram sie dojsc, dlaczego tylko Ty jestes przez matke inaczej traktowana.
      Nie mamy niestety wplywu na to, w jakiej rodzinie przychodzimy na swiat, nie ma wyboru. Teraz, jako dorosla i samodzielna osoba, mozesz kierowac swoim zyciem jak sama chcesz. Jesli spotkania rodzinne zawsze tak przebiegaja, trzeba z nich zrezygnowac, choc na pewno sprawia to bol.
      Trzymaj sie wytyczonego celu, zalatw sobie wyjazd, zostaw to wszystko za soba i zacznij daleko stamtad nowe zycie, w nowym srodowisku, z nowymi znajomosciami. Rob co mozesz, zeby to zrealizowac.

      Usuń
    5. podejrzewam, że jak nie ma mnie złość mamy rozkładała sie na siostry i ojca. Po jego śmierci przypuszczam, że skoro one dwie zostały to na nich się to skupia. Dlatego większość czasu nie ma ich w domu. Ja też tak robiłam (wszystko byle z dala od niej). Czułam po tym jak były na stypie przerażone. To jest działanie mamy, zastraszanie i budzenie lęku i zamentu. Kiedyś mi jakaś babka z MOPSu powiedziała że ta złość się przekłada na najstarsze dziecko i to ma związek z tym, że ona sama była nie najlepiej traktowana w domu.
      Moje siostry nie będą trzymały ze mną bo zostały tego wyuczone w dzieciństwie. I tak ukształtowane. To że miały więcej wsparcia np mogły jeść co i ile chciały, u nich pod kluczem chowane było jedzenie tyle miały lepiej i że oczywiście mogły i mogą mieszkać. One nie musiały dokładać się. ode mnie za łóżko w pokoju bez światła chciał ojciec 600pln. To więcej niż miałam. Ale moje siostry i tak nie przyznają mi racji. A nawet jeśli to minie kupa lat. One w końcu prędzej czy później poniosą skutki tego, że w takiej a nie innej rodzinie się wychowały. Oczywiście to jest negacja.
      Madzia gdyby przeżyła, (pewnie Kasia Waśniewska by ją dalej gnębiła) i chodziła na terapie to też pani psycholog czy pedagog by jej powiedziała że mama Cie kocha i chce jak najlepiej dla ciebie... Takie specjalistki jak Eliza. Boli mnie, że takie osoby krzywdzą innych i jeszcze biorą za to pieniądze. Baaa! One jeszcze pękaja z dumy, ze świat ratują! A pycha od nich bije!
      To nie jest łatwe. Ja szukałam mega długo, aż w końcu znalazłam Tomka. Dziwne, bo gość ma średnie wykształcenie.

      Usuń
    6. Nie wyksztalcenie przesadza o madrosci, czasem analfabeta bedzie mial wiecej doswiadczenia zyciowego i empatii od psychologa.

      Usuń
  2. Smutny ten Twój tekst. Współczuję Ci bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie rozumiem, naprawdę nie rozumiem...
    Ale nie martw się dasz radę,
    bo i tak widzę ,że jesteś inteligentna
    i radzisz sobie bardzo dobrze.
    Za rodzinę się nie odpowiada,
    nie utrzymuj z nią kontaktów skoro starają Ciebie tylko zranić.
    Ja bym tak zrobiła.
    I szukaj przyjaciół wśród podobnych do Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, to jest trudne, nie wiem czy możliwe do zrozumienia...
    Ludzie są różni,różnie myślą i różne mają podejście do życia,do ludzi, nawet jeśli są to bliscy...
    Sama nie sądziłam, że tak niewiele (wg. mnie) potrzeba żeby stać się czarną owcą w rodzinie, żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie ,,wrzodem na d...ie,,.
    A jednak.
    Nie ważne, że jest się dobrym, że ma się swoje zdanie, że ma się ambicje, że nikomu swoim życiem nie robi się krzywdy.
    To wszystko nic nie znaczy, wystarczy że człowiek nie ,,przystaje,, do reszty. Do obrazka, na którym wszystko jest ładne, równe... A jeśli coś się skrzywi to i tak nikt tego nie pokazuje, tylko rżnie głupa i udaje dalej, głupawo uśmiechając się, żeby obrazek nic nie stracił na swojej urodzie. Z wierzchu żadnej skazy, w środku...szkoda mówić.
    I o ile podejściem ludzi obcych można się nie przejmować, o tyle jeśli spotyka człowieka coś takiego ze strony najbliższych to bardzo, bardzo boli.
    I zgadzam się tu z Jasną- rzeczywiście najlepszym sposobem jest odciąć się od tych, którzy nas ranią, od problemu.
    Jeszcze nie dawno wierzyłam, że jednak dobro i miłość zawsze zwycięża i prędzej czy później wszystko kończy się dobrze.
    Teraz już nie wierzę. Do tego trzeba dobrej woli dwóch stron. A kiedy druga strona jest niezłomna- nie ma szans.
    Jedyne co można zrobić to ratować siebie.
    Dlatego nie roztrząsaj tego dlaczego tak jest, wygadaj się, wypłacz i zostaw za sobą.
    Ja staram się tak robić. Nie jest to łatwe ale coraz częściej mi się udaje. Pojawiają się jeszcze rany, albo otwierają stare, ale staram się jak najszybciej je ,,wylizać,, i żyć dalej.
    Powiedziałam sobie:
    albo dasz się pogrążyć w płaczu i smutku próbując zrozumieć i coś zmienić albo przeżyjesz życie po swojemu, z uśmiechem.
    To Twoje życie i masz prawo do uszanowania Twoich wyborów.
    Trzymaj się, dasz radę na pewno.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne to i przykre.Mogę Ci tylko powiedzieć,że takich"kochających"się rodzin jest całe mnóstwo.Szkoda,że podpisałaś zgodę na testament ojca-notariusz nie miał prawa tak powiedzieć-jeżeli ojciec nic Ci nie zapisał to miałaś pełne prawo domagać się od reszty spadkobierców tzw zachowku,czyli 1/2 tego co by Ci się należało gdybyś dziedziczyła w normalnych warunkach.To co dostawałaś na swoje wykształcenie i utrzymanie-jeżeli nie mieszkałaś w domu-to żadna łaska ale obowiązek rodziców w stosunku do dzieci.Czy te pieniądze dostawałaś pocztą czy do ręki?
      Jeżeli Twoja rodzina się na Ciebie"wypięła"to nie powinnaś mieć żadnych skrupułów w stosunku do nich.Nie warto!
      Nie mogę znaleźć Twojego adresu meilowego,czy możesz go podać?

      Usuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!