Kiedyś sie mawiało: "u mnie słowo droższe od pieniędzy", dziś mam wrażenie że powiedzenie odeszło do lamusa, a wartość słowa się zdewaluowała. Dziś o obietnicach jaśniepana i realizacji, czyli jak to wyszło... Pomijam tu celowo kawiarnie z początkowej fazy znajomości,jeśli tak to można ująć. Będzie to post w większości zakupowy, choć będą tu nie tylko materialne sprawy. Czy jest to wpis o zawiedzionych nadziejach? Zapraszam do dalszej części.
4) wyraził chęć zakupu paletki cieni, ale zaprotestowałam mówiąc że kupię sobie sama i tak też zrobiłam.
5) On myśli albo i nie, sama nie wiem. Może myśli że jak kobieta idzie do lekarza na NFZ to w aptece nic nie płaci. Jak próbowałam go wyprowadzić z błędu że skoro wizyta jest w ramach składek to jednak i w aptece trzeba płacić, zapytał czy może pokryć koszty. Okazało się że pytania nie oznaczają tego co chęci. Na zdjęciu przykładowe produkty.
7) Teatr, to sobie sama pójdę. Kwestia czasu, miałam iść na czarną komedię: "Arszenik i stare koronki". Ponoć super sie można uśmiać, ale wybrałam się w inne miejsce, o tym napiszę niedługo.
8) Wrocław, no to tu nie będzie szybkiej realizacji, niestety. Powiedział że pojedziemy gdzie będziesz chciała, nie uważam żeby dolnośląskie było jakimś wielkim problemem, on sie zgodził potem wycofywał, raz wspomniał że Wrocław to z@dupie. Z tego co pamiętam to piękne miasto, które chciałabym ponownie odwiedzić.
9) Sera do twarzy, dostałam, mam. Herbatki też.
11) Wsparcie, obecność. Dzwonił po x razy dziennie i wieczór, czasem to ja nie odbierałam bo nie miałam ochoty (ileż można), czasem rozmawiałam z inną osobą więc sie nie dodzwonił, ja nie oddzwaniałam. Potem pytał z kim gadałam bo było zajęte. W przychodni przed pobieraniem krwi był ze mną bo uprosiłam i akurat miał wolne, gdyby był po nocce bezpośrednio to by mi nie towarzyszył. Pamiętam to więc jak mówił że po nocce jedzie do kas biletowych sam po bilety do Wrocka to już wiedziałam że ściema. Czuć sie oszukiwaną i manipulowaną to nie jest nic fajnego. Pamiętam innym razem jak sie bardzo źle czułam jak głaskał po włosach i mówił jak bardzo mu mnie żal. Być godną pożałowania nic miłego, ale obecność bywa bardzo pomocna. Często przeżywałam trudne emocje, bardzo ciężko było bo on pewnych rzeczy nie widzi, bo on będzie decydował co ważne, poprawne, czy coś dobrze zrozumiałam, odebrałam. Relacja to dwie osoby a nie jedna która o wszystkim decyduje, nie da poczucia bezpieczeństwa: skoro coś ustalamy to sie tego trzymamy, nie rozumiał moich łez zawodu gdy dowiedziałam się że wycieczka na której mi zależało nie dojdzie do skutku. Pytał czemu płakałaś jak ci powiedziałem że nie ma biletów. Co miałam mówić? - kolejny raz że poczułam sie oszukana, zmanipulowana? Powiedziałam że bardzo mi zależało a on że nie jego wina że biletów nie było. Nie wspomniałam o tym że umawialiśmy się że razem pójdziemy, potem miała być kawiarnia. On spotykać sie chciał w domu, nie patrzył że sprawia przykrość, że przez takie traktowanie czuje do siebie wstręt, nienawiść do siebie samej.
12) Okulary przeciwsłoneczne sam obiecał, tego nie ma. Czy potrzebuję nowych? Stare dają radę jeszcze więc nie jest to jakaś pilna potrzeba.
13) Pomoc finansowa, nie prosiłam go o pieniądze żeby mi dał, staram się sama, oszczędnie na ile umiem. Sam nigdy nie zaoferował że mógłby podarować, nawet jak miałam imieniny, żadnego prezentu. Tylko życzenia.
14) Dla ciebie wszystko, czyli co konkretnie? Slogan za którym jak widać po podpunktach nie wiele wynika.
15) Karnet na basen, dał pieniądze na zakup. Tego samego dnia z tej sumy opłaciłam taksówkę którą zamówił. Środków nie odzyskałam.
Sporo z tych punktów to rzeczy materialne, może i ja jestem materialistką, jednak za każdym z tych punktów kryje się obietnica, większość to to czego nie dopełnił, czas był on mamił obietnicami, chciał decydować co ważne kreśląc ustalenia wspólne, więc gdzie tu partnerstwo?! Tu jest coś znacznie ważniejszego, fundamentalnego i kluczowego w każdej relacji: zaufanie, szacunek, słowność.
Co to za relacja gdzie jest gorycz poczucia zawodu, braku bezpieczeństwa skoro nie można ufać ustaleniom, słowom...
Ktoś pod wcześniejszym postem napisał:
"Najlepsze są te przyjemności, które sprawiamy sobie same. Nie ma co w tej kwestii oglądać się na innych. Zwłaszcza, jeśli nie są tego warci. A w tym przypadku tak jest."
Czy ja sie z tym zgadzam? Nie do końca. Radość z brania i obdarowywania to coś więcej to dawanie i branie, to dzielenie sie radością z widoku przyjemnych emocji, trafiony prezent to dowód że ktoś bliski zadał sobie trud poznania i odpowiedzi na potrzeby, dzielenie sie zasobami, chęć uszczęśliwienia... to znacznie więcej niż słowa: "kocham cię, zawsze twój...", "jesteś dla mnie ważna", "jak mogę ci pomóc"... słowa za którymi nic nie idzie. Liczą się też czyny. Jasne, wiele z tych punktów sama zrealizowałam, ale czy to tak cieszy? Jest poczucie sprawczości za którym idzie autonomia ale i samotność a to w związku najgorsze. Oczywiście że są różne relacje i nikt nic nie musi, ale po co obiecywać? Niespełnione nadzieje bolą, brak zaufania, pogarda... tu zgadzam się że nie był wart.
To by było na tyle, chyba. Starałam się być możliwie jak najbardziej obiektywna.
Miłego dzionka!









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cieszy mnie że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie. Wspólnie dbamy o miłą atmosferę tutaj i szanujemy sie wzajemnie, dla tego nie pisz wielkimi literami, nie SPAMuj, nie zostawiaj linków do siebie. Nasze zdania mogą się różnić, ale zachowujemy kulturę i dobry smak.
Komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę (z linkami) i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię gdy tylko będę mogła.
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!