Obserwatorzy

piątek, 1 lutego 2013

Wspomnienia z pogrzebu taty. Wpis przerobiony z poprzedniego bloga. – coś ujęte coś dodane coś ewoluowało….


O śmierci taty dowiedziałam się jako chyba ostatnia w rodzinie. Byłam bardzo zagubiona, na dobrą sprawę teraz najbardziej z tamtych momentów pamiętam chaos, zamieszanie, i potworny lęk przed kontaktem z rodziną. Bałam się też, że Rodo nie wytrzyma samotności, bo akurat stało się tak, że nie miał się nim kto zaopiekować. A przecież z tego powodu, że mam psa nie mogłam nie iść na pogrzeb taty… wyprowadziłam psa na spacerek, odebrałam mój kalendarz, a moja mamusia siała zamęt, bo ze wszystkim musi być problem, odnośnie miejsca i godziny spotkania… a niby to proste: umówić się w danym miejscu i czasie i być zgodnie z umową. Ot wielka filozofia! Mama prosiła bym jej dała w spokoju przeżyć to wszystko: taką samą nadzieje miałam ja.
     Tata w trumnie taki nie podobny do siebie… wchodząc do tego pomieszczenia w kostnicy czułam wiele silnych emocji… ciężko mi ten cały kocioł opisać… może nie byłam najlepszą córką… nie wiedziałam, że tata jest chory, że w szpitalu tylko od razu, że nie żyje… co za tragedia…
W szpitalu dowiedziałam się kto ojca operował… teraz będę musiała się jeszcze tłuc do szpitala z lekarzem rozmawiać bo od rodzinki się nic nie dowiem… wiem, ze przez ten cały czas moja mama nie wiedziała jak się zachować…
 Przyjeżdżamy do domu stoją jacyś obcy ludzie… czułam się zakłopotana, bo kto to jest? Jak się zachować? Ludzie okazali się być rodziną narzeczonego mojej najmłodszej siostry. Ludzie nie powiem kulturalni, złożyli kondolencje, bo tak oczywiście wypada. W domu, weszłam do pokoju by być sama. Po prostu. Pobyć zwyczajnie sama, zebrać w sobie siły, i wyciszyć się. …. Jednak słyszałam jak w pokoju obok mama powiedziała jego rodzinie że za trzy tygodnie będzie sekcja zwłok… - sekcja? Za trzy tygodnie? Ekshumacja będzie? Nieeee, chyba nie – dziwili się… Mama zdążyła zaaranżować sytuacje w której pokazała już że ja jestem ta zła a ona jest ta dobra i wspaniała…  oczywiście tak, że tamci ludzie to słyszeli…. Po co, nie mam pojęcia….
Jako że było około południa zrobiłam sobie herbatę i kanapkę. Moim zdaniem to chyba normalne skoro no jakby nie było to mój dom rodzinny, a kanapka i herbata to raz na iks miesięcy to nei aż tak ogromnie dużo, no przynajmniej nie tak by zrobić przedstawienie że ja jem… no cóż dziwnego? Nie pozwolili mi normalnie dokończyć tylko zrobili zamieszanie, że szybko trzeba wyjść, jako że próbowałam dopić i dojeść by nie zostawiać resztek sąsiad  powiedział: nie udław się. Oczywiście wszystkiemu towarzyszyło wielkie zamieszanie, nawet ćwierć tej herbaty nie zdążyłam wypić… tak… mamusia zawsze była gościnna dla mnie…
Oczywiście pośpiech harmider, zero organizacji, wszyscy wychodzą, rodzina Arkadego, moje siostry, a moja mama do Natalii: - śmierdzisz czosnkiem idź umyj zęby – powiedziała. Masakra… jak ja jej współczuję… w takiej chwili, przy narzeczonym, jego rodzinie… masakra… chodź kiedyś mi mama przy chłopaku też wstydu narobiła… ale sytuacja była inna.
 Nawet w kościele w tej pierwszej ławce, no powinni zachować pozory. Pogrzeb taty nie jest częstym wydarzeniem, jednak nawet tutaj: oczywiście mama miała swoje wizje, animozje, wizje… siostra nie chciała koło mnie siedzieć to robiła rundkę wokół pierwszej ławki…
 Ksiądz mówił jaki tata był dobry, jaka dobroć przez niego przemawiała, o jego żarcikach taktownych (mnie jego żarty do szału doprowadzały) ksiądz cedził słowa… jak mówił o obcowaniu świętych to mówił, że mój ojciec jest już w niebie, że przez jego wstawiennictwo można prosić, i on jest blisko boga to się wstawi…. Mhmmm – jak za życia nie mogłam na niego liczyć to i po śmierci tym bardziej. Ksiądz wspominał ćwierćwiecze ojca w zakonie – trzecim zakonie dla świeckich. Tak, tak… jaki wspaniały był mój ojciec… ja jednak na temat jego świętości mam swoje zdanie. Przecież święty człowiek świeci przykładem. Ja przynajmniej nie zapomnę jak mnie upokarzał, wyzywał, i bił. Jednak ludzi było dużo… przecież to święty człowiek bogobojny, w kościele kanonizowany (ksiądz powiedział, ze można się do niego modlić bo jest u Boga)
Jak szłam w pierwszym rzędzie mama z siostrą pod rękę. W drugim pod rękę moja siostra z siostrą ojca pod rękę i ja jako wolny elektron, ale w drugim rzędzie… dlatego prosiłam Roberta by ze mną jechał… straszne czuć się odepchniętym w takiej chwili… Przed grobem ojca mama zabrała od nas kwiaty i sama je wrzuciła do grobu… kondolencje się później posypały… siostra ojca strasznie moją mamę tuliła (dziwne, bo słyszałam niegdyś od niej bardzo negatywne opinie na temat mamy…) kondolencje złożyła, mamie siostrom…. No… mnie nie powiedziała słowa, w ogóle nie podeszła…. W ogóle całą uroczystość i stypę… naprawdę na poziomie kobieta! Także r@ w ogóle do mnie nie podszedł ani nie widziałam, żeby do kogokolwiek podchodził. No cóż… Za to jego siostra trochę się wahała ale w końcu się zachowała jak należy, ciocia nie miała wątpliwości… boli mnie, że należę do takiej rodziny.
 Poznałam miłą ciocię Aniele, tam od brata dziadka z taty strony… fajna babeczka. Zapraszała mnie do Gniezna, jak masz mena to przyjedź z nim, jak nie to z kim innym… - usłyszałam. Wydała się fajna babeczka! Rozmawiałyśmy na temat dziadka, mimo że moje wspomnienia dziadka z tyaty strony są mocno zidealizowane, pamiętam go jako starszego człowieka do którego mogę iść zawsze. U dziadka zawsze czekała mnie pociecha gdy płakałam bo lanie dostałam, bo czułam, że dziadek mnie kocha, jest dobry. W ogóle słowo dziadek jest dla mnie synonimem dobra. Obu dziadków wspominam bardzo dobrze. Jednak miałam wrażenie, że moja rozmówczyni nie podziela mojego zdania. Być może moje wspomnienia były by inne gdyby dziadek nie zmarł gdy byłam bardzo mała…
Na stypie rozmawiałam, byłam miła, też nie mogłam się szybko ulotnić… kulturnie się pożegnałam… Pytałam siostry o śmierć ojca… sprawiała wrażenie przerażonej, pytała po co mi ta informacja… no kurwa jak to po co?! Po co mi wiedzieć na co ojciec zmarł… Nie, nie są rzeczy których nie pojmę… Wygląda na to że sama będę musiała jechać i rozmawiać z tym lekarzem. Bo jest pewne, że od nich się nic nie dowiem… Wychodząc ze stypy poszłam odwiedzić zwierzaki w schronisku, bidule… nosi je agresja, brak ruchu, bodźców, nowych miejsc, zapachów… same kundelki, mało jakiś „w typie”… chyba dwa czy trzy widziałam kundle Asta… zapytałam o podopiecznych których kojarzyłam, okazało się, że mają domy. Oby szczęśliwe. Takie na zawsze.
 Wróciłam do domu… ciężko mi opisać co czułam, miło widzieć radość Rodziaka… kochane zwierzątko…. Trzeba było iść na spacer, bo tyle godzin sam siedział… dobrze, że nic nie naniszczył… zdawał się wszystko rozumieć… tak zwyczajnie. Bez słów.


5 komentarzy:

  1. Nie umiem pojac takich relacji w rodzinie, przeciez to najblizsze osoby, wiezy krwi. Czym sie narazilas, jaka zbrodnie popelnilas, zeby w obliczu smierci Ojca nie nastapilo oczekiwane pojednanie, wspolne pocieszanie. W takiej chwili wszyscy powinni zapomniec o dawnych animozjach i zjednoczyc sie w bolu.

    OdpowiedzUsuń
  2. pamietam jak jechalam na pogrzeb chrzestnego ponad 100 km i musialam wstac o 3 rano zeby jeszcez popracowac przed wyjazdem bo nie chcieli mi dac urlopu

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak powiadają...rodziny się nie wybiera..ale przyjaciół już tak. Dobrych przyjaciół Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przejmuj się rodziną , twórz własne środowisko.
    Ponieważ kochasz psy , szukaj w tym środowisku przyjaciół...
    Znajdziesz , ja też wśród kociarzy mam przyjaciół.
    Podobne pasje zbliżają ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. zapraszam po wyróżnienie i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!