Obserwatorzy

sobota, 2 lutego 2013

Relacje w mojej rodzinie



Mój tata miał dwóch braci: Kazimierza i Jerzego, oraz siostrę Barbarę. Dziadka ze strony taty pamiętam jako uosobienie dobra, był moją ostoją gdy szłam się wypłakać gdy mama mnie zbiła, kiedyś mi powiedział: „ona jest niedobra”. Niestety jak dziadek zmarł byłam bardzo małym dzieckiem.
Wujek Kazik miał cukiernie, pamiętam go jako otyłego mężczyznę który na wszystko mi pozwalał, wizyta w jego ogromnym domu była dla mnie jako dla małego dziecka czymś magicznym. Jednak najbardziej lubiłam cukiernie… Chłodnia i rozmaite ciastka, w dodatku wszystko pod moją rękę, w takiej ilości jak chciałam…. Wuja pamiętam jako uosobienie dobra… no bo jak właściciel cukierni, który cukierniczego nieba mi uchyla, może mieć jakąkolwiek skazę. A taka  się pojawiła. Otóż Wuj lubił chleb ze smalcem. Fuj. Skoro ma tyle wspaniałości, to dlaczego wybiera smalec – dla mnie jako dla dziecka było to nie pojęte.
Jak za wszystko w życiu przychodzi rachunek, tak i dla mnie przychodził, dość szybko. Bo po wizycie gdy już byłam w domu wieczorem późnym przychodziło mi odpokutować rozpustę… rzygałam jak nie przymierzając kot. Usiłowałam „oszukać” idąc wcześniej spać, ale i tak fizjologia się odezwała więc budziłam się. Kiedyś to masy do ciast były na margarynie czy innym tam podobnym cukierniczym wynalazku. Jak wiadomo co za dużo to nie zdrowo.
Wspomnienia dotyczące wuja i dziadka mogą Wam się wydać dość infantylne, jednak dziadek i wujek zmarli w moim wczesnym dzieciństwie.
Córka wuja Kazia, Hania od zawsze wydawała mi się dziwna, uciekająca w religie w żywoty świętych. Parę lat temu mąż ją zostawił. Wojtek był ok. nic tam do niego nie miałam. Córka ich Agnieszka, chamska niewychowana dziewucha, bezczelna, rozpieszczona rozwydrzona, jednym słowem udręka dla ducha… teraz mieszka w Hamburgu ma synka małego. Ciekawe czy jej rodzina też rozsypie się po kilkunastu latach?
Brat Hani Wojtek prowadził z r@ piekarnie, jednak problem alkoholowy zaprowadził go na tamten świat. r@ nie ma co komentować. Plugawa szmata,  bez zasad. Ma dwoje dzieci, ograniczone prawa rodzicielskie, i jedyne co go zmusza do łożenia na swoje dzieci to środki prawne do jakich uciekła się Danka. Nigdy nie sympatyzowałam z nią, jednak szczerze jej współczuję dzisiaj kontaktu z moją rodziną. Nie zapomnę jak przyjeżdżała do mojej mamy z dziećmi ronić łzy. Bo w kim miała wsparcie? Oburzonej Hani i Cioci Reginy? Bo jak śmie czegokolwiek chcieć od biednego r@, skoro to są jej dzieci. Jak to jej?! Skoro urodziły się podczas trwania ich małżeństwa… to co najchętniej puściły by ją głodno i boso z dwójką dzieci?! r@ chwalił mi się jak to zdradzał żonę, jak to oszukane przez niego kobiety szły do żony, a on i tak jako „biznesmen” był na wygranej pozycji. Przecież Danka nie pracowała, zajmowała się dziećmi. W tym jednym autystycznym. Przeraża mnie postawa tych „ludzi” i wstyd mi za nich. Jednocześnie nie mogę zrozumieć co mnie z nimi łączy, skoro to rodzina. A może mama miała racje, że podmienili mnie w szpitalu…?
Brat taty Jerzy to alkoholik, był rzeźnikiem, wyglądał jak lump… Jego żona też za kołnierz nie wylewała. Nie żyją. Ich dzieci mieszkają w Anglii są w miarę zgrani, z tego co widzę na FB.
Ciocia Basia to ewenement i unikat sam w sobie. Od rodziców wiem, że jej rodzina rozpadła się przez jej problemy alkoholowe. Czy ona pije, nie wiem co robi sama w swoim mieszkaniu. Mąż odszedł dzieci wyprowadziły się na drugi koniec kraju. Z tego co wiem już chyba nawet psa nie ma. Miała mnóstwo żalu do mojej mamy, i wzajemnie. Mama ma pretensje, że opieka nad teściem spadła na nią, i tylko ona musiała się opiekować małym dzieckiem (w tej roli ja) i teściem. Nikt jej nie pomógł, na nikogo liczyć nie mogła, syn cioci Basi obiecał zabrać dziadka autem do kościoła, czekali na niego, jednak na próżno… zaiste to częste w mojej rodzinie od strony taty. Umowa do niczego nie zobowiązuje, to norma. Ciocia Basia jednak miała pretensje do mojej mamy, że nakłaniała mnie przeciwko niej, że nie wpuściła jej do domu jak przyjechała z lekami do chorego ojca, a teścia mojej mamy. Ciocia Basia moim zdaniem jest uosobieniem zamieszania, niedomówień i ogólnie „dziwnego zachowania”. Kiedyś przyszłam do niej w odwiedziny a ona nie otworzyła mi drzwi argumentując, że papież leci w telewizji. Już nigdy więcej cioci nie składałam wizyt.
Wizyty i kontakty rodzinne.
W mojej rodzinie ludzie spotykają się na ślubach i pogrzebach, jest to też źródłem wielu emocji  i plotek powodowanych przez niedomówienia. Na przykład Adam (syn wuja Jerzego, chrześniak mojego taty) gdy brał ślub byłam bardzo zaskoczona pozytywnie kulturą oraz elegancją zachowania… natomiast ciocia Basia miała pretensje, że po nią taksówką nie przyjechali…. Heh…  nie wiem jak można w ogóle wymagać czegoś takiego w takiej chwili… jak dla mnie kuriozum.
Wielu rzeczy panujących w mojej rodzinie nie rozumiem i nie zrozumiem nigdy. Na przykład dlaczego do mojego domu rodzinnego nikt nie wpadał w gości, jedynie tata ze mną jeździł jak byłam mała, najczęściej do cioci Reginy i Kazika, rzadziej do Wuja Jerzego natomiast gościna u cioci Basi była naj rzadsza. Tata jeździł ze mną, potem z Honoratką jak się pojawiła i była na tyle duża by ją zabierać. No a potem Natalia. Mama nie jeździła nigdzie, z resztą jest zantagonizowana z ciocią Reginą i Basią. Hania składała wizyty ale rzadkie u mnie w domu. Jako moja chrzestna nie popisała się, może i jak byłam bardzo mała to przyjeżdżała ale potem nie uznawała za stosowne choćby kartkę z życzeniami przesłać czy święta. Po prostu. Nawet na 18 nic od niej nie dostałam, nawet życzeń… no ale z tego co wiem moje siostry też od swoich chrzestnych nie dostali jakiś prezentów.
Hania z ciocią Basią się odwiedzają, ale już z wyłączeniem cioci Reginy. r@ podobno sympatyzował z Andrzejem (syn Jerzego), jednak Andrzej siedzi ze „swoimi” w UK, a r@ jeździ w różne kraje, ostatnio podobno do Francji.  R@ wyraża się bardzo negatywnie o żonie byłej, że go oszukała, że dzieci mu zabrała. Jednak ograniczenie praw rodzicielskich sądowe też nie jest bez podstawne. Po za tym gdyby tak kochał dzieci kontaktowałby się z nimi częściej, odwiedzał pisał listy słał paczki, jednak r@ tylko w głowie budzenie litości jaki to on biedny. A drugie oblicze r@ jakie poznałam to manipulator, dumny z siebie że zdradzał żonę która była na jego utrzymaniu i nawet nie specjalnie miała pole manewru jak jedna z oszukanych przez niego kobiet poszła do jego żony. Ma pretensje od mojej mamy, że gościła Dankę która przejeżdżała z małymi dziećmi szukać wsparcia…
Jak więc widzicie „więzy” w mojej rodzinie są baaardzo luźne. 


8 komentarzy:

  1. Ja natomiast marzylam o duzej rodzinie, a nie bylo mi dane. Jestem jedyna corka jedynaka, poslubilam jedynaka. Zadnych ciotek, kuzynow, zadnych zjazdow rodzinnych, wspolnych wigilii, urodzin itp.
    Juz jako dziecko powiedzialam sobie, ze sama nie poprzestane na jednym dziecku i dam moim dzieciom to, za czym sama tesknilam, czyli rodzenstwo. Mam trojke i teraz rodzina bedzie sie rozrastac (mam nadzieje), kiedy posypia sie wnuki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma rodzin idealnych. Są różne. Z wiekiem nabrałam dużego dystansu do wielu wydarzeń i ocen. Twoje dziecięce wspomnienia nie są wcale infantylne, są ciepłe i ważne. Z pewnością tworzysz lub stworzysz własną rodzinę połączoną serdecznymi relacjami. I jeszcze jedno.Unikam raczej zbyt osobistych wpisów na blogu. To w końcu miejsce publiczne,nigdy nie wiadomo kto i w jaki sposób je wykorzysta.
    Łączę wyrazy sympatii:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy z nas ma "infantylne" wspomnienia z dzieciństwa, dorosłość niejednokrotnie weryfikuje je.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziwne to wszystko...Nie mam na myśli Twojej rodziny ale piszę ogólnie. Świat się zmienia, ludzie, relacje też.
    Kiedyś miałam głowę nabitą przekonaniem ,że rodzina jest najważniejsza, że zawsze i wszędzie będą ,,po mojej stronie,, choćby nie zgadzali się ze mną w pewnych kwestiach- to więzy rodzinne będą ponad to... Tak jak prawdziwy przyjaciel...Choćbyś robiła głupstwa, będzie zły, ale będzie przy Tobie.
    Czas pokazał jednak co innego. Dziwne zachowania, dziwne wymagania, dziwne animozje, dziwne poglądy...Też jest to dla mnie niezrozumiałe...
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. chyba nie na darmo się mowi, że z rodzina wychodzi się dobrze tylko na zdjęciu...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. ...rodzinka (ciotki, wujowie, kuzyni) taka jak i u mnie. Każdy tylko do siebie ciągnie, tylko swoje problemy widzi, zazdrości jeden drugiemu. Odciąłem się od tego wszystkiego... i mam święty spokój...

    OdpowiedzUsuń
  7. Skomplikowane. Ciężko jest rozumieć wszystko w rodzinie...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!