Obserwatorzy

niedziela, 9 lutego 2014

Kot i pies. Czyli rozmowa z mamą.

Dzwoniła moja mama. Okazało się że miała jakieś zmiany numeru co tłumaczyła dosyć nie jasno, z tego co zrozumiałam na razie aktualny ma stary numer. Miała żal że nie dzwoniłam do niej. co do szpitala mówiła że mogłam do któreś z sióstr zadzwonić. ale z tego co pamiętam jedna zablokowała mnie w telefonie, a druga ciągle zmienia więc nie wiele osób zdoła nadążyć. Moim zdaniem numer telefonu służy do komunikacji i jako taki nie powinien być często zmieniany. Przykładem może być cv tam też podaje się numer kontaktowy; bywa że dokument znajduje się w firmie która po długim czasie decyduje się na kontakt. No ale co ja tam będę...
Zdumiało mnie że na mszy za tatusia nikt się nie pojawił. Próżno szukać zdewociałej do szpiku H@ ani nikogo stamtąd. Co jak co ale moje poglądy są jasne i klarowne zapewne H@ kojarzy obrazki tego typu:


Teraz pewno ma ustawioną aktualnie opcję by nie wyświetlało się jej co udostępniam... bo przecież prawda to zło. A życie w kłamstwie, głupocie i nienawiści to droga do szczęścia. Mniejsza o to.
Rodzicielka powiedziała że chce wziąć psa. Zagotowało się we mnie! Pamiętam jak pies miał reumatyzm wył na łańcuchu to chodzili do weta na zastrzyki.
Teraz ma kota ale to jest bardzo schorowane zwierze. Po kocie ciężko poznać chorobę a jak już widać to nie jest najlepiej. Z resztą czego się dziwić po „wychodzącym” kocie nie szczepionym który dostaje najtańsze puszki do tego jak coś upoluje to ma. Nie kastrowany nieszczepiony stary schorowany kot. Mama chce sobie jeszcze nie wielkiego psa wziąć. Zapytałam po co? A ona bo jest samotna a pies zawsze będzie szczekał latał. Przypomniałam że zwierze to odpowiedzialność że trzeba dobrą karmę dawać, na to mama czy w schronisku taką dobrą karmę dostają?
Wspomniałam o szczepieniach i przypomniałam o kocie. Mama mówi że kot nie był ostatnio szczepiony. Ostatnio pewnie był u weta jak ja jeszcze z mamą mieszkałam.

Przypomniałam że zwierze może zachorować i co w tedy? Z jednej strony ona taka biedna a z drugiej zabiera się za zwierzęta. Wkurza mnie to bo wiem jakim „dobrym” jest człowiekiem. Skoro nie zapewnia dobrej opieki kotu to jak się dodatkowo pies pojawi lepiej nie będzie! 


12 komentarzy:

  1. hmm..dziwny tok myslenia Twojej rodzicielki.....no ale to mam wiec uszanowac zdanie trzeba..uwazam ze nei po to sie beirze pieska do domu zeby mial jedzenie i warunki jak w schronisku....o psy i zwierzeta trzeba dbac a nie mieć tylko po to zeby sie nie nudzilo cżłowiekowi samemu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z mamą nigdy nie miałam wspólnego języka;/ nie tylko ja mam problem w komunikowaniu się z nią. cieszę się że jak na razie nie mieszkam z nią. Psa jeśli weźmie będzie mi go zwyczajnie żal. Pamiętam sąsiedzi nie raz monitowali u niej w sprawie zwierząt jakie miała. Po prostu mi przykro, ale przekonuje się że miałam względem niej zbyt wygórowane wymagania.

      Usuń
  2. Pewnym ludziom nie wytlumaczysz. Chce - bedzie miala, znudzi sie - wyrzuci.
    I tyle. Niepotrzebnie sie denerwujesz sprawami, na ktore i tak nie masz zadnego wplywu, wiec po co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwyczajnie serce mi sie kraje jak pomyślę o tym...
      Wątpię by wyrzuciła. Mam nadzieje że zwierze jakie dostanie będzie już bezpłodne...
      Po prostu nie potrafię być obojętna wobec cierpienia...

      Usuń
  3. twoja mama jest niereformowalna. mam nadzieję, że jednak minie jej fanaberia na psiaka. szkoda go by było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie też mam taką nadzieję! Masz racje mamy już chyba nic nie zmieni... Mam nadzieje, że psa nie weźmie. Dość już że nad tym biednym kotem ubolewam!

      Usuń
  4. Faktycznie... w tej sytuacji pies nie jest jej na pewmo potrzebny...
    Szkoda psa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szkoda psa. Mam nadzieje że nie będzie to suczka która będzie rodziła co cieczkę niedożywiona po to by szczeniaki póki małe uśpić bo za darmo. Krew mnei zalewa jak pomyślę o tych kotkach...
      Teraz to raczej kastrują i sterylizują...

      Usuń
  5. Kochana.. moja mama dzięki Bogu do zwierząt ma serce wielkie i nie wyrzuciłaby.. ale myśląc o innych sprawach.. , że się nie odzywam jak 2 dni temu dopiero tam byłam to wielkoe halo bo juz umarłam.. wg przekręca co się do niej mówi.. zresztą mam gorzej bo moja mnie biła jak byłam mała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja też by nie wyrzuciła ale to nie znaczy że pies będzie miał dobrze! W moim domu rodzinnym też była przemoc wszelkiej maści. Nie ma co sie licytować kto miał gorzej. Każdy nosi skutki dzieciństwa - i to jest najsmutniejsze.

      Usuń
  6. hm, nie brzmi to za dobrze... niestety w takim wypadku odradzam zwierzęta...

    pozdrawiam ciepło
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ona nikogo nie pyta o radę! Wściekłość mnie ogarnia! Co za myślenie przecież zwierze to żywe stworzenie nie zabawka!

      Usuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!