niedziela, 10 lutego 2019

Opowiadanie: "Taniec ważek i sałatka w sosie oksytocynowym:)" II

Mijały dni, miesiące zamieniające sie w lata niewiele zmieniały, nie pomogła racjonalizacja że on ma swoje życie, że ma dziecko, że lubi alkohol... prawdopodobnie za bardzo...i nie tylko...
Do tego dnia zbierała sie w sobie od dłuższego czasu. W końcu coś w niej pękło: postanowiła podjąć krok, dać ostateczne poparcie jednej ze stron kotłujących się w niej. Walka pomiędzy sercem a rozumem w której obie siły się równoważą to stan męczący.
Psssik uwolniło uwolniło mnóstwo mini kropelek bergamotkowo jabłkowej woni, szlachetnie wykończonej cynamonem i cedrem niosące ze sobą otulającą słodycz wanilii, którym akompaniuje  kakao z piżmem. Kropelki opadały leniwie na skórę szyi, część z nich wpadała przez dekolt.  
 Nałożyła białą bawełnianą koszulę... do niej dżinsy, przy wyjściu założyła białe baleriny z fioletowymi noskami. Tego sierpniowego dnia było bardzo duszno, jednak ona szybkim krokiem zmierzała do celu. Powietrze było ciężkie, coś wisiało w niem ewidentnie. Pogoda słoneczna, typowo letnia...
Szła pustą ulicą wzdłuż ciągnął się rząd drzew, trawniki. Przy domach stały auta, było pusto jakby wszyscy sie pochowali. W pewnym momencie przebiegł drogę szary pręgowany kot. Skręciła w prawo, szła prosto mijając fontanny.... szum wody tego popołudnia był przyjemny....
Zatrzymała się pod bramką dużego białego domu, zadzwoniła dzwonkiem, weszła na posesje... Otworzył jej drzwi z uśmiechem, przywitał... schodziła w dół pomalowanymi na różowo schodami. Chłód piwnicy był bardzo kojący.
W pomieszczeniu unosił się zapach kadzidełek... przez okno widać żywo zieloną trawę, pod oknem materace, poduszki, koce.... koło drzwi wejściowych stała biała szafka z książkami, figurkami, świeczkami...
Na środku pokoju był zielony dywanik... na nim stały dwa fotele pomiędzy nimi stolik z chusteczkami.
Krótko po zamknięciu drzwi podszedł do niej i podał dłoń. Usiedli w fotelach naprzeciwko siebie, powiedziała terapeucie że jest gotowa i chce to zrobić. Praca z krzesłem pomogła kiedyś więc z zaufaniem postanowiła z niej skorzystać przepracowując tą sprawę...
Tak trudno było zacząć.... czuła blokadę, wewnętrzny bunt, ale wiedziała że nie może tego zostawić i zaczęła mówić. Początkowo oczy się szkliły a głos łamał.... Łzy ciekły jej po policzkach wiedziała że im bardziej sie przyłoży tym bardziej pomoże. W zaufaniu pozwoliła sobie obnażyć emocje całkowicie. Nie ważne jak wygląda i jak brzmi liczy się prawda i uwolnienie... były podziękowania za wszystko za zaufanie, za czas, za rozmowy... za prawdziwą intymność której sie nie spodziewała....za wielokrotne spełnienia.... dziękowała za wszystko wymieniając każdy element.... starała sie wymienić każdy nawet nadobniejszy element. Były życzenia z głębi serca tu wyjątkowo żywe emocje z tamtych chwil przeplatały się tęsknotą.... Z każdym słowem zaczęła czuć nadchodzące ukojenie. Życzyła mu szczęścia, odnosząc się do rozmów.... łzy spływały po jej lepkich od płaczu policzkach...
Po wszystkim usłyszała od terapeuty że to co przeżyła było naprawdę piękne. Piękne spotkanie dwojga ludzi. Psycholog powiedział że na tej sesji zrobiła bardzo dużo i że jest z niej naprawdę dumny.
Lekkość z jaką opuszczała gabinet sprawiła że czuła szczęście, uwolnienie i początek nowego etapu. W nagrodę poszła do cukierni, wybrała loda w słodkim wafelku. Pełna radości wyszła z cukierni. Smak losów cisteczkowych z porzeczkami był fajną przyjemnością pozwalającą nadrobić energię.
Przeszła przez ulicę, zrobiła kilka kroków... nie świadoma że pewnym momencie na chodniku minął ją rowerzysta. To był on! Może był to znak od losu, a może próba skuteczności sesji? Faktem jest że mieszkają w tym samym mieście, w sąsiednich dzielnicach.... kto wie czy i jak ich drogi....
Czy będzie to po prostu minięcie się w tłumie, na ulicy, w sklepie.... a może...

50 komentarzy:

  1. Niesamowite zakończenie, więcej takich opowiadań poproszę! 💖

    OdpowiedzUsuń
  2. No i wszystko się dobrze skończyło. Ładne opowiadanie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę jestem pod wrażeniem. 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. A może? Nigdy nie wiadomo co się stanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na dalszą część. Twoje treści mają coś w sobie, czyta sie je łatwo i szybko

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ładnie napisane… Zakończenie sprawia, że o tym opowiadaniu nie zapomina się szybko.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo przyjemnie mi się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kojarzę tą historię ;) Oksytocynka jest przyjemna, o ile nie sprawia bólu, to też lody lepsze :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne opowiadanie, przyjemne w czytaniu

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne, rozwijasz się :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Takie zakończenia uwielbiam. Świetnie przedstawiony wątek.

    OdpowiedzUsuń
  12. bardzo fajny tekst, naprawdę mi się podoba. aby tak dalej:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobre opowiadanie. Jak mogę miec uwagę to dla mnie za dużo wielokropków na końcu zdania.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zakończenie niespodziewane :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo fajnie i lekko napisane. Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Napisane świetnie, chociaż takich uczuć to ja nie rozumiem, chyba jestem racjonalistką :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Czekamy na dalszą część co będzie po tym "może"

    OdpowiedzUsuń
  18. Jaka zdolniacha z Ciebie droga Filiżanko:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Niesamowite opowiadanie!
    Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!