Obserwatorzy

czwartek, 17 lipca 2014

Rodo:)

















Jak to jest z zapraszaniem gości? Czy możecie kogoś zaprosić? Do mnie nigdy nikt nie mógł przyjść... wstydziłam się wyzwisk, awantur, prania brudów rodzinnych...
Mama strasznie wyzywała na mojego zmarłego partnera zanim zamieszkaliśmy razem. Potem zapraszała na obiady, ja nie chciałam. Miała pretensje.
Do mojej mamy przychodzą co prawda rzadko goście, głośno gadają... czasem jest mi przykro gdy mnie obgaduje... Ostatnio do późna siedział jakiś facet w kuchni, krępowałam się... w końcu sam się zwinął...
Dziś odwiedził mnie kolega. Siostra najmłodsza zrobiła awanturę,że bez zaproszenia przyszli, że z nikim nie uzgadniałam i że ona jest u siebie. Problem w tym że ja też jestem u siebie...
Moja mama zrobiła awanturę że nie życzy sobie by do mnie ktokolwiek przychodził.
Niby ma prawo do prywatności... a co z moimi prawami?! Dodam, ze część nieruchomości zapisał mi dziadek. To mam jakieś prawa? Bo zdaniem mamy płacić mają wszyscy, nawet nie mieszkający tutaj. Prawa ma ona... Ona jako właścicielka...

28 komentarzy:

  1. Ciężkie życie masz z tą rodziną;) ja bym uciekała jak najdalej. U mnie nigdy nie było problemów z zapraszaniem gości. Zawsze sporo osób do mnie przychodziło;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo tak, najlepsze jest tarzanie! :D
    Ech. Przynajmniej w lesie z Rodo możesz trochę odpocząć od tej psychicznej presji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się unikać kontaktu z nimi jak to tylko możliwe...

      Usuń
  3. Mowi sie, ze z rodzina to najlepiej na zdjeciu i do tego z boku zeby dalo die obciac, ale u Ciebie to chyba nawet zdjecie by nie wyszlo...

    Nie rozumiem takiego zachowania szczegolnie mlodszej siostry...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja to widze nieco inaczej, choc nadal trudno mi zrozumiec takie zachowanie w rodzinie. Gdyby ktorejs z moich corek powinela sie noga, drzwi u nas stoja zawsze otworem, choc miejsca jest niewiele i byloby niewygodnie mieszkac. Jednak zadna nie bylaby "u siebie", tylko u nas. Musialyby sie one dostosowac do panujacych tu warunkow, a nie odwrotnie. U siebie byly mieszkajac poza domem, teraz bylyby na prawach goscia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli część nieruchomości jest na nią zapisana, to ona jest u siebie. Ma tylko mały problem w wyegzekwowaniu tego. Ja w takim wypadku, gdyby życie pod jednym dachem stało się nieznośne, zażądałabym spłaty swojej części domu i już by mnie nie było.

      Usuń
    2. Widzę że u Ciebie Aniu jest sytuacja inna. Inny także kraj. Już mój dziadek mówił że ona jest zła...

      Usuń
    3. Zgadza się! Jestem u siebie nie u niej. Ale Ania wie swoje. A moja mama też Ania...

      Usuń
    4. To nie od kraju zalezy, Filizanko, tylko od stosunkow w rodzinie. Gdyby mnie np. w malzenstwie nie wyszlo, zawsze moglabym wrocic do rodzicow, nawet z dziecmi. Podobnie jest miedzy moimi corkami a mna. One zreszta tez sa ze soba bardzo zzyte. Kloca sie, jak to siostry, ale jedna za druga zycie by oddala. Czesto robia cos razem, gdzies razem bywaja, a ja bardzo sie ciesze, ze jest miedzy nimi tak silna wiez.

      Usuń
  5. @Czerwona filiżanko jeśli jest tak jak piszesz dlaczego do tej pory nie zadbałaś, aby dla własnego dobra zerwać z nią kontakty i uniezależnić się zupełnie? Tzn. nie pojechać sobie gdzieś i komuś innemu siedzieć na głowie (bo tak mam wrażenie wyglądał związek), tylko mieć coś własnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkałam przez lata osobno. Stan obecny jest przejściowy. Nie zgadzam się, że siedzę jej na głowie.

      Usuń
    2. Nie pisałam o tym, że siedzisz mamie na głowie, tylko, że wygląda jakby taki był twój poprzedni związek. Ogólnie jest tak, że jeśli związek jest równy to coś się z niego wynosi, człowiek nigdy nie zostaje z niczym. A trochę to tak wygląda jakbyś właśnie została, co może być tylko moim subiektywnym odbiorem twojej relacji.

      Przyjmuję twój punkt widzenia i jako zboczeniec zawodowy mogę jedynie powiedzieć, że przydałaby się tu terapia systemowa. Oczywiście nie sądzę, aby mama się na to zgodziła, bo wg niej wszystko jest ok poza tym, że jesteś nieudaną córką. Ktoś tam ci doradzał, żebyś z mamą rozmawiała, ale ja przypuszczam, że takich rozmów było wiele i że każda z was wchodziła w nich w ustaloną już dawno rolę. Niestety, mit matki-polki ci nie pomaga. Twoim obowiązkiem jest zatroszczyć się o siebie i swoje sprawy z lepszym skutkiem niż poprzednim razem. Trzymam kciuki :).

      Usuń
    3. Moja mama chętnie by poszła na terapię, tylko jak słusznie zauważyłaś to ze mną jest problem. A zadaniem terapeuty jest zmiana mojej osoby. Jeśli specjalista tylko przyzna mi racje, która nie będzie wygodna dla niej wówczas zaczną się bluzgi na niego i w ogóle (za plecami jak mama będzie w domu) złość i frustracja.
      Tak zwanym osobom z normalnych rodzin widocznie wystarcza rozmowa, mają ustalony model zachowań i z praktyki wiedzą że to dobry sposób. Zgadza się ale nie każdy funkcjonuje w ten sposób. Tutaj nawet arbiter nie da rady, bo mama sie nie zmieni. Wiem że muszę przestać oczekiwać od niej i dbać o swoje sprawy. Muszę dbać o siebie i swoje sprawy. Nauczyłam się też inaczej rozmawiać z mamą. Obecnie na przykład mogę sama wyprać swoje rzeczy, mogę sama zrobić sobie obiad bez awantury że spalę dom... Lata gdzie mieszkałam bez mamy pozwoliły mi nabrać nieco dystansu... chodziłam na grupę DDA, rozmawiałam z ludźmi, czytałam literaturę.

      Usuń
    4. Cieszy mnie to, co piszesz. Tzn. nie to, że jest jak jest, tylko że masz świadomość jak jest. A właśnie miała zagadać, gdzie jest w tym tata. Nie do końca mam przekonanie, że DDA jako zwarta grupa istnieje (tzn. że tych osób dotyczą twarde cechy wspólne), ale dobrze, że coś robiłaś i robisz. Masz rację, że w pewnym momencie zaprzestanie oczekiwań jest dobre, przede wszystkim dla ciebie. W terapii systemowej współczesnej nie terapizuje się jednostki, ale całą rodzinę, więc jeśli twoja mama nie jest w stanie zmierzyć się z własną nieudolnością zarządzania rodziną, nie będzie z niej zadowolona.

      Pewnie słyszałaś o pierwszym pozwie o złe dzieciństwo. Niestety jest tak, że rodzina to podstawowe źródła patologizacji życia jednostki - nie zawsze, ale w większości. Czasem po prostu leczy tylko fizyczna i psychiczna (trudniejsza) separacja. I osobom, które miały jako takie dzieciństwo, z przeszkodami (kto nie ma przeszkód), ale normalne, nie będą sobie umiały wyobrazić przez co naprawdę przechodzisz i o co chodzi.

      Usuń
    5. To prawda... kiedyś pisałam o filmie "misiaczek", oglądałam go z osobą która wychowała się w rodzinie normalniejszej. Ten sam film, dwa spojrzenia...
      Tata nie żyje. był całkowicie podporządkowany żonie. Długo był sam późno się ożenił, został ojcem...
      Tak słyszałam o ty pozwie miałam coś pisać ale zrezygnowałam.

      Usuń
  6. JA bym na twoim miejscu wyjechała , albo można zawalczyc jeszcz e w sądzie ( jeśli twój dziadek coś ci tam przepisał ).... Nie wiem jak sprawda dokładnie wygląda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu masz racje: nie wiesz do końca jak sprawa wygląda. ŁAtwo być mądrym z drugiej strony monitora...

      Usuń
  7. Nie ma to jak Rodo :-)
    Sympatyczny psiak i nic nie chce od Ciebie :-)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochany Rodo :)
    widzę ciężka sytuacja :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana ile ty masz lat co ?? Bo nie mogę pojąć Twojego stanowiska we własnym życiu. No nie mogę .

    OdpowiedzUsuń
  10. coraz mniej z tego wszystkiego rozumiem i w związku z tym zupełnie nie wiem co ci napisać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!