Obserwatorzy

środa, 19 lutego 2014

Filiżanka przed obliczem Temidy

Si in ius vocato, ito! – jeżeli zostałeś wezwany przed sąd, idź. Dlatego poszłam. Zestresowana, nie spałam dobrze: obudziłam się uczucie zimna, niepokój. Co? Kto? Jak? Po co? Co ja mam z tym wspólnego. Nie ulega wątpliwości że sąd to nic miłego. Cóż jadę.
Przed salą rozpraw siedzą jacyś ludzie których pierwszy raz na oczy  widzę. Zastanawiam się: co ja tu robię i co mam z tym wspólnego? Pustka w głowie. Żadnego nawet najmniejszego zaczepu. Nic.
Pytam się gościa siedzącego koło mnie na korytarzu – jakoś wyczułam dobrze mu z oczu patrzy, więc pytam. On mówi. Sprawa głośna nie tylko lokalna ale i ogólnopolska prasa rozpisywała się na ten temat. Sprawa ciągnie się długo, to kolejna rozprawa. Ta na którą mnie wezwano ciągnęła się od rana… Ja dalej nie rozumiem co ja mam z tym wspólnego. Z każdym opowiedzianym mi szczegółem… nawet pokazał mi oskarżonego – patrzę i… nic nie kojarzę.
Ławka i siedzę zagaduję z nudów człowieka który opowiada mi o swoim życiu. Swego czasu człowiek zamożny, przedsiębiorca. Wraz z żoną dorabiali się całe życie. Wtem pojawił się „oskarżony” i efektem jest zrujnowane życie. Finansowe sprawy pociągają i inne – to jak domino. Niepowodzenie finansowe, choroba nieuleczalna straszna i ciężka żony psujące się małżeństwo. Typowe następstwa. Jeden człowiek.
- i widzi Pani i ten człowiek chodzi na wolności – mówi mój rozmówca          
- za kradzież żywności, batonika zamykają do kryminału. Nic z tego już nie rozumiem – pomyślałam.
Oskarżony dobrze ubrany z wysoką szczupłą i baaardzo atrakcyjną Panią u boku. Ostatnich gryzą psy a ten pan jak na polskie realia widać zaradny, głodu nie cierpi to mu i więzienie nie grozi. Nazwisko w prasie chronione, wizerunek także. Gdy pierwszy raz u Panterki na blogu zetknęłam się z tematem nie wiedziałam jakiż on ważny. Ale to temat na osobny wpis.
Na sali rozpraw: na tę rozprawę ludzie z zagranicy poprzylatywali mówię że jestem osobą obcą że pierwszy raz człowieka na oczy widzę, ale sędziego to nie wiele interesowało szybko i sprawnie wyprosił nas na korytarz.
Mija czas wchodzą, wychodzą kolejni świadkowie… sprawy w sąsiednich salach się kończą, zmieniają się sąsiadujący ze mną ludzie na ławeczkach, wygląda na to że tylko ja zostałam czekając na swoją kolej. Wpatruję się w drzwi jak ciele w malowane wrota – nic. W końcu mnie wezwali. Stoję przy barierce, sędzia zadaje pytania odpowiadam zgodnie z prawdą. Sędzia patrzy na mnie dziwnym wzrokiem a ja się boję. Zwyczajnie. Wyczułam że sędzia normalny nie taki z jakimi miałam do czynienia, więc pytam czy mogę cos powiedzieć. Uzyskuję pozwolenie więc mówię:
Uważam że moja obecność tutaj jest pomyłką gdyż jak policjant który do mnie dzwonił podał mi adres pod którym nigdy nie mieszkałam!
- no to Panią zweryfikujemy, szpera w aktach i podaje mi numer pesel – mówię że to nie jestem ja! Pokazuje dowód; sędzia każe zapisać: świadek okazuje dowód. I co? Pomyłka.

Małą satysfakcje poczułam jak mnie sędzia przeprosił. Ale to nie ułagodziło mojej niebotycznej wściekłości.


19 komentarzy:

  1. No lepiej nie skomentuje naszych urzędników. Ale przynajmniej przeprosił. I co nerwów i czasu straciłaś to lepiej nie mówić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie była wina sędziego, tylko policjanta. Przeprosiny mają się nijak do nerwów i tego co przeżyłam...

      Usuń
  2. Tego bym sie nie spodziewala! Ale numer!
    Dobrze, ze chodzilo tylko o swiadkowanie, bo polski wymiar nie-sprawiedliwosci mogl Cie przeciez najpierw zamknac, a pozniej wyjasniac nieporozumienie. Takie rzeczy sie przeciez zdarzaly, wiec powinnas sie tylko cieszyc :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panterko ja już ledwo szłam do tego sądu... a jak mnie pytał to się bałam że zaraz będzie sie darł i mnie ukarze... cieszyć się nie mam z czego taki stres... po sądownictwie jak nie masz kasy... zobacz za kradzież żywności potrafią do więzienia zamknąć a takiego co kradnie miliony...
      Tu akurat wyjaśnianie nie było na szczęście zbyt skomplikowane. Ale nerwy, stres... nie do opisania.

      Usuń
  3. Ty to masz przygody ....
    aż niewiarugodne jak można wzywać nie tego świadka ....
    takie rzeczy tylko w Polsce................

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niestety, gdzie pracują ludzie tam zdarzają się błędy...

      Usuń
  4. Nie tylko w Polsce wzywają nie tych świadków :-)))
    Ale Tobie współczuję, tyle nerwów....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak... przez te nerwy ledwie szłam do tego sądu...

      Usuń
  5. Cały dzień zmarnowany a do tego w stresie, też byłabym wściekła. Powinni dać odszkodowanie, jakąś dniówkę czy coś. To w końcu ich pomyłka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak poszłam by oddali mi za bilety to zapytała a ja powiedziałam:
      za nerwy, zmarnowany czas, i za bilety. To dostałam za bilety. JAk bym więcej godzin straciła może i bym dostała dietę, jak jest wymagany nocleg to zwracają ok 35 złotych za nocleg - ciekawe gdzie za to sie prześpisz.... ogólnie same problemy.

      Usuń
  6. Wypada się tylko cieszyć, że policjant pomylił się przy wysyłaniu wezwania, a nie kominiarzy. A takie przypadki też były...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam pamiętam - masakra. Laska nie wiem czy sie pozbiera...

      Usuń
    2. Tak, panowie pokazali na co ich stać. W stosunku do kobiety :)

      Usuń
    3. a tyle sie mówi jacy to "drzentelmeni"... szkoda gadać.

      Usuń
  7. O mamo, takie cyrki to tylko u nas możliwe, nieźle bym się wkurzyła.
    Wyobrażam sobie jak musiałaś się stresować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehhhh brak słów by wyrazić co czułam...

      Usuń
  8. No ładnie, ale historia! Też bym się wystraszyła i to nieźle! Ale szkoda, ze Cię to spotkało, najwazniejsze jednak, że wszystko się już wyjaśniło :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!