Obserwatorzy

niedziela, 25 maja 2014

Świat Tiny

Fragment zaczerpnięty stąd:



Przez lata pracy z Tiną przeżywałem ulgę i zachwyt jej widocznymi postępami. Nie było więcej „nieodpowiednich” zachowań w szkole. Odrabiała prace domowe, nie opuszczała i nie wdawała się w bójki z innymi dziećmi. Poprawiła kompetencję językową: większość problemów w tym zakresie zdawała się wynikać z faktu, że mówiła za cicho, wiec nauczyciele ani nawet matka często nie mogli zrozumieć, bo nie słyszeli słów. Nie mogli też korygować jej wymowy. Od kiedy nauczyła się mówić głośniej i częściej do niej mówiono, dostawała korygujące zwroty, i nadrabiała braki.
      Stała się też bardziej uważna i mniej impulsywna i nastąpiło to tak szybko, że po wstępnej rozmowie superwizyjnej z dr Stinem nawet musiałem rozważyć potrzeby zastosowania leków.
      Tina wiodła prym w naszych zabawach podczas sesji, a ja korzystałem z każdej okazji udzielania jej lekcji pomocnych w nabieraniu zaufania do świata i podejmowanie decyzji, czerpiąc z bezpośrednio wyrażonych pouczeń jak i nazwanych przykładów. Rosła przecież w otoczeniu, które nie zapewniało jej takiej nauki: ponieważ wszyscy wokół niej jedynie reagowali na to, co ich spotykało, więc i ona tak postępowała. Nasze spotkania zapewniały jej niepodzielną uwagę, za jaką tęskni każde dziecko, a gry i zabawy były lekcjami, jakich wcześniej brakowało. Na przykład, Tina z początku nie rozumiała pojęć „moja kolej” – „twoja kolej”; nie potrafiła czekać i działała bez zastanowienia. W prostych grach modelowałem jej właściwe zachowania i w powtarzalny sposób uczyłem dawania sobie chwili do namysłu zamiast robienia z miejsca tego, co przychodziło do głowy. Opierając się na jej świetnych postępach w szkole, naprawdę wierzyłem, że jej pomagam.
      Niestety jednak, na dwa tygodnie przed moim opuszczeniem kliniki i rozpoczęciem pracy w nowym miejscu, dziesięcioletnią już Tinę nakryto w szkole na dawaniu seksu oralnego starszemu koledze. Wszystko, czego ją nauczyłem, nagle okazało się nie być prawdziwą przemianą, a tylko lepszym ukrywaniem przez nią swoich aktywności seksualnych i innych problemów przed dorosłymi i kontrolowaniem impulsów w celu uniknięcia kłopotów. Z wierzchu mogła sprawiać wrażenie, że zachowuje się poprawnie, ale w głębi wcale nie pokonała swojej traumy.
      Byłem rozczarowany i zdezorientowany, słysząc te wieści. Tak bardzo się starałem i postępy Tiny naprawdę wydawały się autentyczne. Trudno mi było pogodzić się z prawdą, że to co wyglądało na pozytywny kierunek terapeutyczny i zmienię okazało się tak płytkie. Co się stało? A raczej, co się NIE stało w naszej pracy, a powinno było się stać?
      Ciągle zastanawiałem się nad zmianami, jakie w rozwijającym się mózgu Tiny  mogła spowodować jej wczesnodziecięca trauma i życie w niestabilnym domu. I szybko zdałem sobie sprawę, że muszę rozszerzyć moje poglądy na pracę kliniczną i psychiczne zdrowie. Odpowiedzi na moją zakończoną niepowodzeniem pracę z Tiną – i na wielkie pytania w psychiatrii dziecięcej- leżały w poznaniu sposobów pracy mózgu, jego rozwoju z wiekiem, oraz tego, w jaki sposób organizuje on postrzegany świat i nadaje mu sens. W mózgu prawdziwym, a nie w karykaturze sprowadzającej go do sztywnego, z góry ustawionego systemu w którym trzeba czasem „wyregulować zachwianą równowagę” za pomocą leków psychotropowych. W żywym i kształtującym się stale mózgu z całą jego złożonością, a nie w jakimś kompleksie kipiącym nieświadomym „oporem” i seksualnymi „prowokacjami”. W takim mózgu, jaki w nas się tworzy w reakcjach na złożony świat relacji społecznych. Krótko mówiąc w mózgu, którego predyspozycje  genetyczne i potencjał kształtują się w wyniku jego zdumiewającej wrażliwości na otaczających ludzi.

      Tinie udało się lepiej wyregulować system stresu, o czym świadczyło zapanowanie nad impulsami, ale jej najgłębsze problemy dotyczyły najbardziej dotkniętej traumą sfery seksualności. Tylko część objawów dało się naprawić poprzez opanowanie nadreaktywności stresowej, jednak to nie wymazało jej wdrukowanej pamięci chorych zachowań erotycznych.

CDN

18 komentarzy:

  1. Biedne dziecko. Ja to można zniszczyć komuś psychikę.
    Czekam na ciąg dalszy. Jestem bardzo ciekawa co Pan Doktor wymyśli dla tej dziewczynki.
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do komentarza u mnie. Widzę, że mamy sporo wspólnego :).
      Miłego używania mleczka z Bielendy! ;);*

      Usuń
    2. Niestety...
      A ciąg dalszy szybko nastąpi:)

      Usuń
  2. Raz skrzywiona psychika nie tak latwo podlega terapiom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trudno się dziwić, że ofiara nie ma zaufania...

      Usuń
  3. pan doktor myslał, że to takie łatwe bedzie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co? Młody nie doświadczony... Adam mawiał: "młody wiecznie zdziwiony".

      Usuń
    2. to chyba lepiej niż jak stary wiecznie zdziwiony, jak moja pani pulmunolog....

      Usuń
    3. oj stary to powinien być doświadczony, myśląc analogicznie:)

      Usuń
  4. Nie rozumiem jak można komuś skrzywdzić byle co.Buziaki i miłej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj!
    No cóż, w życiu bywa różnie...
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedna dziewczynka...
    Ciekawe jak lekarz z tym poradził i czy poradził...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!