Obserwatorzy

piątek, 22 lutego 2013

znalezione na forum...

Mam 7-letnią sunię pit i 10-latka ASTa. Na krótko przed tym, jak adoptowaliśmy sunię przeprowadziliśmy się do takiej popegeerowskiej dziury (choć dziura to tu bardziej mentalna, bo zaledwie 20km od P-nia, w dodatku od lat jest uznawana za osiedle kilkutys. miasteczka). Młoda nie wykazywała ŻADNEJ agresji do innych psów, mieszka z kotami; kiedy miała 2,5 roku zaadoptowaliśmy pięcioletniego psa z przytuliska i też: żadnej agresji!Jak to często bywa - małe i średnie psy latają tu luzem, ujadają, doskakują do kostek, gonią rowerzystów i robią to całkowicie bezkarnie. Jak któryś kogoś ugryzł - ludzie dogadali się i nikt nie robił problemu. My, jako napływowi od początku czuliśmy... brak akceptacji (mówiąc dyplomatycznie), ale pierwszy pies nie robił żadnego wrażenia (zresztą uszata czarno-biała ciapa wyglądała niepozornie), na drugiego gadali za plecami, ale jeszcze był spokój.
Niestety, tutaj nasza wina - nie potrafiliśmy twardo zareagować!! kiedy te przeklęte kundle goniły za nami prawie przy każdym wyjściu przez całą ulicę z jazgotem, czasami któremuś udało się podgryźć biedną niuńkę po nogach czy dupsku, która się nie umiała bronić, i nadal nie była agresywna! Doszedł pies, który na smyczy nigdy nie okazuje agresji psom, nie szczeka na nie w ogóle do dzisiaj. Nie chcieliśmy zatargów z sąsiadami, zagryzaliśmy zęby i robiliśmy wszystko, żeby było spokojnie. Nasze psy zawsze chodziły (i chodzą) w kagańcach i na smyczy. Któregoś razu wracałam do domu z psami sama, obładowana siatami zakupów, kiedy prawie pod domem na Tigę rzuciła się ok.50kg suka sąsiadów! Bez kagańca, smyczy, z 12-letnim dzieckiem szła za nami kilkadziesiąt metrów (nie widziałam ich wcześniej, niestety), po czym rzuciła się na moją sucz, złapała za plecy i zaczęła nią szarpać. ABSOLUTNIE NIKT wtedy mi nie pomógł! Moje psy były bezbronne w kagańcach, zaplątane w smycze... Na szczęście udało mi się młodą uratować zasłaniając ją własnym ciałem (wiem, głupie). Kiedy poszłam do właścicieli po zaświadczenie o szczepieniu bezczelna baba wyśmiała mnie, że ona nie wie gdzie je schowała i nie ma czasu na szukanie, poza tym pies sam wyszedł za ogrodzenie i trzasnęła mi furtką przed nosem. Tiga miała kilka dziur na plecach, ale opatrzyliśmy ją sami, obyło się bez weta na szczęscie. Byliśmy idiotami uznając, że spokój z sąsiadami jest lepszy niż walka o własne prawa i nie zgłosiliśmy tej sytuacji! Suka miała wtedy niecałe 3.5 roku. Kilka miesięcy później mąż zostawił psy na podwórzu i pojechał po mnie do pracy - nie było go ok.40 min. Wracamy, a przed domem zbiegowisko, ze 30 osób, policja. I gdyby nie oni, to sąsiedzi by nas siłą wyciągnęli z auta i pobili! Okazało się, że nasz Tajciu przepięknie wysoko skacze przez płot... Sąsiadka szła z psem na smyczy, a nasz głupol nagle po prostu przeskoczył ogrodzenie i rzucił się na psa. Jeden sąsiad zadzwonił po leśniczego, żeby odstrzelił naszego "mordercę", ale ten odmówił, więc zadzwonili po gliniarzy, żeby oni to zrobili; w międzyczasie przybiegł inny sąsiad i próbował metalowymi grabiami zabić naszego psa, aż złamał ich drewniany trzonek. Taj zostawił psa w spokoju sam, kiedy ten przestał się bronić, a kiedy przyjechali policjanci, jeden z nich po prostu złapał Taja za skórę na karku, odgiął dół furtki i wpuścił psa na ogród. Wtedy, przy policji, nikt nie powiedział, że zaatakowany pies jakiś kwadrans wcześniej latał luzem i rozwścieczył naszego kundla rzucając się z ujadaniem na naszą furtkę! To, że Tajron przeskoczył było naszą winą, więc oczywiście oprócz mandatu, zapłaciliśmy za leczenie pogryzionego - 170zł i po 1,5 tyg. pies znów latał. Nasz Taj miał pękniętą czaszkę z głęboką dziurą, oderwaną skórę na prawie całej szerokości głowy, był mocno pokaleczony, poobijany. Po operacji dochodził do zdrowia wiele, wiele tygodni, kosztowało nas to tysiaka, a pies do dzisiaj cierpi na bóle głowy. Dzisiaj plujemy sobie w twarz, że nie zgłosiliśmy na policję sąsiada, który skatował naszego psa! Ewidentnie przekroczył obronę konieczną, ale znowu zapomnieliśmy o rozsądku i walce o własne prawa (...)

cdn...




13 komentarzy:

  1. Z psami trzeba uważać wiem po swoim yorku jak został pogryziony na całego ale szwagier go uratował i żyje zdrowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehhh... tam gdzie ludzie z historii się znaleźli niestety tam trzeba uważać cały czas...

      Usuń
  2. Dziwne zachowanie...
    Jeżeli jest taka sytuacja,
    to zgłaszamy na policję w obronie własnej.
    Na co czekali ?
    Tyle razy ?
    Czekają aż ich pobiją i wylądują w szpitalu ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cywilizowanym ludziom ciężko się zapoznać i przestawić na realia wśród takich ludzi...

      Usuń
  3. ...gdzie ty mieszkasz??? ...na jakiej planecie??? ...jak się nie postawicie i nie zaczniecie interweniować, to was ludzie wykończą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. historia sie dzieje w okolicach Poznania chyba 20 km jak dobrze pamiętam. Jest to historia znaleziona na forum.

      Usuń
  4. Wiesniaki maja specyficzna mentalnosc i grzecznoscia malo kiedy mozna dojsc z nimi do porozumienia. Nalezy uzywac tej samej broni. Sami sa sobie winni, ze tak dlugo czekali z zawiadomieniem policji o obcych agresywnych psach. Teraz i tak maja na tej wsi przerabane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz ktoś kto nie zna mentalności takich ludzi, ma charakter łagodny ugodowy nie do końca potrafi się przestawić. Podobnie jak w tej historii jest to proces.

      Usuń
  5. O swoje trzeba walczyć, jeśli się odpuści, to zagryzą. Nie ważne czy psy, czy ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Podłość ludzka nie zna granic i nietrzeba się jej dawać...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadza się, dlatego ma racje kto powiedział że asty nie są groźne tylko ludzie. Ja bym sprostowała, że część ludzi, szczególnego rodzaju...jak co niektórzy powyżej opisani...

      Usuń
    2. a wystarczy zrobić kilka zdjęć takim"latającym"bez smyczy i walczyć o swoje...

      Usuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!