Obserwatorzy

środa, 5 czerwca 2013

Nasz ulubiony temat, czyli pogryzienia ciąg dalszy


Dziś zastanowimy się skąd ten paniczny strach przed psami skoro jak w poprzednich wpisach pokazywałam, iż szkodliwość faktyczna jest na dobrą sprawę żadna. rozbieżność między histerią społeczną a rzeczywistością jest ogromna. Skąd, więc bierze się ten strach? Naukowcy zajmujący się tym zagadnieniem określili kilka zjawisk dzięki którym strach staje się większy:
„Nie mogę tego kontrolować” – bardzo niewielu ludzi wie cokolwiek o psach i w związku z tym psia agresja wydaje się im nieprzewidywalna i niesprowokowana.
„To niesprawiedliwe” - działania psów rozpatrywane są w kategoriach etycznych, podczas gdy psy nie potrafią działać w takim aspekcie (nie odróżniają dobra od zła).
„Wszyscy o tym mówią” – strach, o którym wszyscy dookoła mówią jest znacznie przesadzony w stosunku do rzeczywistego zagrożenia. W 2001 roku w San Francisco doszło do śmiertelnego pogryzienia przez psa – pierwszego w tym rejonie od czasu, kiedy zaczęto w ogóle rejestrować takie dane. Gazety, telewizja podchwyciły temat, krótki przegląd wydawanych wtedy pozycji daje liczbę 200 artykułów na ten temat, które ukazały się w przeciągu miesiąca od zdarzenia. W ciągu następnych 2 lat liczba artykułów wzrosła jeszcze o 150. Dla przykładu: w tym okresie przyjaciel autorki, który spacerował przez Golden Gate Park w San Francisco prowadząc na smyczy nieśmiałego owczarka niemieckiego był zaczepiany przez przechodniów z dziećmi, którzy chwytali za kije i machali mu nimi przed twarzą (dopisek autora: w Polsce właściciele psów podobnych do rasy, która miała szczęście ‘zaistnieć’ w mediach doświadczali i doświadczają podobnych przykrych, nieprzyjemnych, a czasami niebezpiecznych zdarzeń).
„Dzieci w niebezpieczeństwie! Dzieci w niebezpieczeństwie” – ryzyko dla przyszłych pokoleń przeraża bardziej niż ryzyko dla nas samych. Choć dorośli są częściej gryzieni niż dzieci, to dzieci są narażone na bardziej dotkliwe pogryzienia (ze względu na swój rozmiar): w głowę i górną część tułowia, dorośli – ręce, ramiona i nogi.
Łatwo uczymy się strachu przed zwierzętami, zwłaszcza wilkami. Kiedyś szybkie warunkowanie się strachu było elementem strategii przetrwania. Jednak mózg działa tak samo.
Profesor socjologii Barry Glassner z Uniwersytetu Południowej Kalifornii w książce „Culture of Fear” („Kultura strachu”) opisuje siłę oddziaływania w dzisiejszym życiu kompilacji groteskowego wyolbrzymiania zdarzeń przez media wraz z nadinterpretacją siły niebezpieczeństwa.
Opisywane zdarzenie z 2001 roku w San Francisco miało znamiona dokładnie takiego wydarzenia:
Diana Whipple została pogryziona śmiertelnie przez psa.
W ciągu następnych tygodni w prasie pojawiały się artykuły takie, jak:
cane corso sąsiada podbiegł do kobiety i ugryzł ja w ramię – „Wiedziałam, że umrę”;
wokół szkoły biegał pit, który podszczypywał dzieci, został zastrzelony przez policję;
kobieta rozdzielając walczące psy: swojego Akitę i pit bulla została ugryziona w ramię (w ER dostała antybiotyk i opatrunek), żaden z psów nie został poważnie ranny w czasie walki, policjant który przybył na miejsce wypadku po zakończeniu walki, strzelił do pita 16 razy, ponieważ „czuł, iż za chwilę zostanie zaatakowany”, jego kolega strzelił do martwego psa jeszcze 14 razy.
Miesiąc po zagryzieniu w San Francisco, w okolicy Richmond (15 mil poza miastem) 10-letni chłopiec jeżdżący na rowerze został poważnie pogryziony przez 2 lub 3 biegające luzem psy – w prasie pojawiły się artykuły o „fali ataków”.
22 miesiące po śmiertelnym pogryzieniu lokalne media dostały następny przypadek do opisywania. Mały chłopiec został pogryziony przez psa, tracąc sporą część ucha i spędził 36 godzin w szpitalu w wyniku tego zdarzenia. W gazetach opisywane zdarzenie różniło się bardzo w szczegółach:
Najpierw chłopiec miał 4; potem 3 lata.
Mieszkał w Fremont; potem w Milpitas.
Szedł do domu z parku, gdzie został pogryziony; następnie był niesiony przez ciotkę (matkę).
Ciotka (matka) została zaatakowana przez psa, ale nie doznała żadnych, nawet najmniejszych obrażeń, a dziecko zostało ‘wydarte’ z jej ramion przez psa.
Właścicielem psa był chłopiec; potem sąsiad; następnie uprzednio skazany sprzedawca narkotyków. Pies był pit bul-em (bardzo szeroka kategoria psów, nie istnieje jednoznaczne jej określenie) a potem amerykańskim bulterierem (taka rasa nie istnieje) – chyba chodziło bardziej o użycie słowa „bull”, niż słowa „amerykański”.
Pies był nazwany Cain lub Kain.
„Najciekawszym” elementem całego zdarzenie był opis całego wypadku przedstawiony przez oficera policji, który nie widział samego zdarzenia. Oficer ten stwierdził, dość nieporadnie zaprzeczając prawom geometrii i psiej anatomii, iż „pies miał głowę chłopca zaciśnięta w swoich szczękach”.    Przeciętny dzień w USA kończy się śmiercią 117 ludzi w wypadkach samochodowych, jednakże w dniu, w którym mały chłopiec został pogryziony przez Kaina tylko 5 wypadków przyciągnęło uwagę mediów. Nietypowe zdarzenie są idealną pożywką dla irracjonalnego strachu.
W mediach widać ogromną dysproporcję pomiędzy uwagą poświęcaną tego tupu wydarzeniom (pogryzieniom przez psy) a zdarzeniom, w wyniku których obrażenia lub śmierć ponosi znacznie więcej ludzi.   
Rzeczywistość jest zgoła odmienna od tej, opisywanej w mediach:   
Psy prawie nigdy nie zagryzają ludzi,   
nie gryzą bardzo często,   
a jeśli gryzą, rzadko powodują obrażenia,   
a jeśli to robią, to te obrażenia rzadko są poważne.   
Dlaczego tak sie dzieje? 
CDN...    
 Na koniec filmik, krótki a treściwy:




źródło: internet

14 komentarzy:

  1. swietna ta fotka z psiakiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzisz, Filizanko, jesli zbyt fanatycznie i subiektywnie broni sie jakiejs idei, broniacy staje sie tym badrdziej niewiarygodny.
    Twoje zaangazowanie w przedstawianie psow ras niebezpiecznych jako pieszczoszkow i zwalanie calej winy na wlasciciela albo pogryzione dziecko, mnie nie przekonuje. Wieksi od Ciebie fachowcy uznali, ze z tymi rasami nalezy zachowac jak najdalej posunieta ostroznosc, w niektorych krajach sa one w ogole zabronione i to nie bez przyczyny, w innych obwarowane drastycznie wyzszymi podatkami, zeby zniechecic do ich posiadania. Za duzo bylo przypadkow pogryzien lub smiertelnych zagryzien. A chocby wystapil tylko jeden taki przypadek, to jest to o jeden za duzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu masz statystyke smiertelnych pogryzien w Niemczech:
      http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2e/Todesfaelle_w54_alte_neue_bundeslaender_1998-2007.jpg

      Rocznie od 3 do 6 ofiar smiertelnych. Ale Twoim zdaniem to przeciez maly pikus, prawda? Biedne pieski, tak je oczerniaja.

      Usuń
    2. Jedes Jahr werden bei uns 35000 Menschen durch Hundeattacken verletzt. Bei Angriffen von Kampfhunden wird es besonders gefährlich.

      Kazdego roku dochodzi w Niemczech do 35000 (35 tysiecy!) atakow, w ktorych ludzie doznaja zranien. Podczas atakow psow ras niebezpiecznych jest to szczegolnie niebezpieczne.

      Usuń
    3. U nas w jeden weekend ginie kilkakrotnie więcej ludzi aniżeli jest ugryzień w ciągu roku. No cóż to pierwsze nie robi żadnego wrażenia. Akurat ten temat bardzo mnie interesuje,zawsze gustowałem w tych rasach.wiele złego zrobiła prasa a i nasze społeczeństwo nie dorosło jeszcze do tych ras.''Jedyna słuszna rasa'',to kundel,jajnik i ciapek....ostatnie zdjęcie jest niesamowite

      Usuń
    4. Nie dyskutujemy tutaj o pijanych kierowcach, ani zazdrosnych mezach lub sportowcach ekstremalnych, piszemy o psach, a te gryza. Podalam konkretne dane, z panstwowych statystyk, a nie belkot niedouczonego amerykanskiego pismaka, ktory pomylil imie psa i wiek dziecka.
      Jesli psy gryza, to dlaczego niby prasa ma na ten temat milczec? Nie rozumiem, bo co? Bo opinie psom psuje?
      Ja tez jestem zdania, ze wine za zle zachowania psow w wiekszosci ponosza ich wlasciciele, dlatego wlasnie powinna byc bardziej restrykcyjna kontrola w przypadku ras mogacych zagrazac zyciu. Zeby te psy nie trafialy w niepowolane rece, powinny byc zabronione, tak jak w niektorych krajach. Problem by sie sam rozwiazal.
      Ja nie twierdze, ze gryza wylacznie bulle, ale one moga zabic i to jest roznica.

      Usuń
  3. Racja, święta racja. Podpisuję się pod wszystkim obiema rękoma, tudzież prawą nogą. Amen. Mało jest takich ludzi, którzy myślą racjonalnie. Dobrze, że czasem ktoś o tym pisze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pisać trzeba, problem ,że tą rasą interesują się i posiadają specyficzni ludzie ...
    A rasa jak rasa ma swoje zalety i wady...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiam się czy ktoś w ogóle czytał tego posta... czy może po prostu jest zbyt długi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja posta czytalam i odnioslam sie do niego, Ty natomiast chyba przeoczylas moj komentarz.

      Usuń
    2. cieszę się, że przeczytałaś ten post.

      Usuń
  6. Jak człowiek drażni psa, to niech się nie dziwi, że pies się broni! Kiedy ktoś na psa idzie z kijem i mu tym kijem macha, to pies czuje się zagrożony i atakuje-to normalne zachowanie. Przecież człowiek jakby ktoś na niego szedl z bronią, też nie stałby spokojnie...a potem się dziwią, że psy sa agresywne. Głupota ludzka nie zna granic.

    OdpowiedzUsuń
  7. no i poszło w eter!
    dokładnie przeczytałam twój post i to dwa razy.
    nadal twierdzę, że kiedy pies gryzie, to jest to wina człowieka.
    brak odpowiedzialności. kupowanie psa z pseudohodowli, za grosze i nauka agresji. a potem mamy jak mamy. gdyby nie głupi, nieodpowiedzialni ludzie - nie byłoby pogryzień.
    po mojej wsi wałęsają się dwa kundle, groźne podobno. zaczepiają ludzi a właściciel się smieje! to jest groźne!
    niedawno czytałam, ze kot wydrapał dziecku oczko. czy to też groźna rasa?

    OdpowiedzUsuń
  8. przeczytałam przeczytałam... zaprosiłaś do komentowania więc przeczytałam. zacznę od tego, że nie przepadam za psami, a już na pewno nie w domu.
    dla mnie pis to stróż podwórka, posiadłości. każdy ma w życiu jakąś rolę i taka rola według mnie przypada psu, troska i pilnowanie by nikt nie wszedł na terytoriom jego i właściciela.podwórko ogrodzone i pies może szaleć do woli ma tam swoją budę (u mego dziadka to tylko on sam maił lepsze zakwaterowanie bo z bieżącą wodą i elektrycznością)- buda docieplona, że jako dziecko zimą często tam z psiakami siedziałam i nie marzłam... pies miał swoją "miskę" 3x dziennie i masę pieszczot bo mój dziadek kochał psy- na swój sposób. na dziadka nigdy nie warknęły i nas wnuki też nie, ale na rodziców to już tak. wystarczyło, żeby któreś podniosło na nas głos od razu psy stawały na "baczność". a już jeśli szykowali się do wymierzenia klapsa to jeden z nich stawał między nami i odsłaniał zęby... psy- nie wiem jak to dziadek osiągną, wiedziały kto może wejść na podwórko a kto nie. wystarczyło im tylko raz powiedzieć: nie rusz i później taka osoba była niemalże jak swój przez nie traktowana tzn pod nieobecność dziadka mogły takie osoby wejść na podwórko zastukać do drzwi domu czy nawet pochodzić po podwórku, ale jeśli próbowały zaglądać do budynków gospodarczych to psy zjawiały się jakby z podziemi. jest taka historyka w naszej rodzinie o psie i kocie. był taki rok że szczury opanowały wszystko i wszystkich istna plaga. dziadek miał psa i kota które zabierał do stodoły siadał sobie z boczku i patrzył: kot znikał a pies nastawiał uszy. po chwili zjawiał się kot goniąc przed sobą szczura. wtedy do akcji wkraczał pies i zagryzał szkodnika. dziwne? ale prawdziwe.

    straciłam serce do psów kiedy miałam jednego w domu, niczym mi nie zawinił tylko ja nie umiałam go nauczyć podstawowych rzeczy np jedzenia z miski...
    dlatego podziwiam twoja pasję...
    czytam od deski do deski, ale artykułów o psach nie komentuję.
    po prostu ja i psy nie idziemy ze sobą w parze.
    dodam, że kota to nawet nauczyłam korzystać z sedesu jeśli nie było nikogo w domu, prosić wychodzić na zewnątrz za swoją potrzebą
    pozdrawiam i dziękuję za komentarz

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, miło mi że tu jesteś, proszę zostaw ślad po sobie, ale nie SPAMuj, komentarze: propozycje wspólnej obserwacji, łańcuszki, autoreklamę i teksty nie na temat usuwam. Ja szanuję Ciebie, więc proszę szanuj mnie, a odwiedzę Cię na pewno. Zwłaszcza jeśli masz g+ będzie mi łatwiej do Ciebie trafić gdy zostawisz adres bloga pod swoim komentarzem. Czasem mam zaległości, ale spokojnie, nadrabiam je:))
Bardzo mnie ucieszy gdy dołączysz do zacnego grona moich obserwatorów.
Życzę przyjemności!